Podróż w głąb siebie

Opis podróży w głąb siebie. Z wyprowadzeniem wniosku, który jest zapowiedzią kolejnego artykułu. Zapraszam!

 

W ten typowy wieczór próbuję zasnąć, lecz doskwierający głód to utrudnia. Tym razem nie idę do kuchni, a leżę dodatkowo irytując się, że zimne stopy kompletnie uniemożliwiają odpłynięcie w krainę snu. Gdy cała frustracja spłynęła na stopy dostrzegłem, że nie czuję głodu. Odczuwam jedynie zimno. Głód wraca, ale skupiam się by zniknął i o dziwo znika…

Wow! Ale skuteczna metod na walkę z nadwagą! – pomyślałem. Poczułem się dumny. Ale z czego…? Z odkrycia cudownej techniki na odchudzanie? To bezsensu, bo jak kogoś uświadomić, że da się zapomnieć o głodzie… Czy ucieszyłem się z odkrycia autosugestii?!

Autosugestia –oddziaływanie na własne  odczucia i emocje.

W swoim życiu zacząłem wykorzystywać autosugestie do pracy nad stanem własnego umysłu i ducha. Powoli przezwyciężałem własne ograniczenia, podniosłem poczucie własnej wartości i najważniejsze odkryłem potrzebę pracy nad świadomością. Wnioski, do których doszedłem chciałbym przedstawić w poniższym tekście.

Życie to spektakl, w którym miotany jestem między odczuciami (zimno, głód), a emocjami (radość, smutek). Tylko zwolnienia tempa i wyrwanie się z owczego pędu za iluzorycznym szczęściem daje możliwość spojrzenia na siebie i swój los z dystansu.  Przecież życie jest jak przejażdżka: raz zjeżdża się z górki, a raz ma się pod nią… Więc po co wszystkim się przejmować i nigdy nie mieć czasu na zastanowienie się nad sprawami wyższymi?

Chociażby jaki jest cel mego życia? Może doszukiwanie się sensu istnienia? Może poszukiwanie nowych doświadczeń? Może godne przeżycie swoich dni?  Każdy może mieć swój cel, ale wiem, że na pewno celem nie jest pycha, próżność, użalanie się nad sobą, czy też ciągłe doszukiwanie się tylko tego co zrobiłem źle.

Zdecydowałem się wybrać w podróż w głąb siebie - znalezienia końca króliczej nory. Najpierw postanowiłem doszukać się w swoim życiu czegoś wznioślejszego. Przez co zacząłem dostrzegać to, co do tej pory było mi obojętne. Zaowocowało to tym, że mogłem doświadczać rzeczy, których do tej pory nie znałem. Gdy ilość nowych doświadczeń przekroczyła punkt krytyczny, zrozumiałem czym jest dla mnie godne życie i jak do niego dążyć. Ale zacznijmy wszystko od początku.

Kiedy zdołałem otworzyć trzecie oko wyobraźni znalazłem się w wielkim labiryncie. Jest to wyjątkowe miejsce, gdzie przepych idei, przyczynowości, praw natury jest tak wielki, że ciężko się skupić na jednym aspekcie życia. Dostrzegam pewne zależności, ale to wszystko wydaje się takie niespójne. Otaczają mnie wartości przeszłe, aktualne, ponadczasowe, złe i dobre. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że nie warto lękać się interpretacji tego, co mnie otacza. Obserwacja tego miejsca z dystansu dała mi do zrozumienia, że jest ono bardziej realne niż ja sam. Gdyż moja osoba to tylko wydeptana ścieżka - to schemat postępowań w tym labiryncie zachowań. Nagle straciłem własną osobowość – ścieżka się zatarła. Pozwoliłem odrzucić wewnętrzne Ja, by móc nieskrępowany analizować labirynt. Postanowiłem powoli lecz konsekwentnie, tak jak strumień wody, zalewać kolejne korytarze.

Większość z dróg się krzyżuje i łączy, tworząc wielką sieć, pajęczynę wzajemnie powiązanych zależności. Mój system poznawczy zaczął zalewać cały labirynt, a ja odczułem potrzebę uwolnienia się. W panice poszukiwałem fanatycznie nowych zakamarków, by choć trochę powiększyć znaną mi przestrzeń. Wiedziałem niestety że nie ma stąd wyjścia. Dopiero gdy zdałem sobie sprawę, że labirynt nie jest ode mnie niezależny, woda znalazła swoje ujście, gdyż zaczęła drążyć skałę.

Po przebiciu tej jednej mentalnej bariery labirynt stał się ode mnie zależna. Perspektywa zmieniła się diametralnie, nagle plątanina korytarzy zmienił się w wielki ser, a ja będąc gryzoniem mogłem drążyć w nim dziury gdzie tylko chciałem. Zrozumiałem, że każda akcja ma swoje reakcję, a ja tworząc sytuację mogę zmieniać rzeczywistość. Zrozumiałem, że ludziom brakuje impulsu do zmian. Zrozumiałem, że bez tego człowiek odrzuca swoje pochodzenie i przeznaczenie. Przez to jest zagubioną duszą, drzewem bez korzeni, które chyli się ku upadkowi. Dotarło do mnie, jakie są powody bierności, a zrozumiałem, że powszechnie blokuje się ludziom inicjatywę – czelność do urealniania swoich pomysłów.

ce7e2d5422608445c675bba9daaa39f7.jpg