Podróż do przeszłości

Dziś chciałbym przypomnieć pewną historię. Jest rok 2009. Wrzesień. Reprezentacja Polski po tragicznym meczu doznaje porażki ze Słowenią 0-3 i definitywnie traci szanse na awans na MŚ 2010 w RPA. W kraju wielka burza. Media wpadają w furię. Prawie dziesięciominutowy filmik z monologiem Dariusza Szpakowskiego podsumowujący występ w eliminacjach staje się najczęściej oglądanym w sieci.

   Leo Benhakker zostaje w trybie nagłym zwolniony z funkcji selekcjonera. Przypominane są jego wypowiedzi o "international level" i "wyjściu Polaków ze swoich chatek". Podobnie jak media, także i kibice zdają się być usatysfakcjonowani publicznym zgilotynowaniem Holendra. Wszak zawiódł na całej linii, nie przeprowadził nas na jasną stronę księżyca, co przecież obiecywał... Ponadto przypominane są również inne jego słowa, jak choćby ta o tym, że na murawę na której miał poprowadzić trening młodych chłopaków nie wyprowadził by nawet psa, w obawie przed skręceniem jego łapy. Z chóru wielkich, polskich osobistości trenerskich dobiega głos krytyku systemu gry. Dlaczego ten facet uparł się, aby grac atakiem pozycyjnym, dlaczego nie postawił na nasza znakomitą grę z kontry?

   Mija jakiś czas. Reprezentacja pod dowództwem nowego generała Franciszka Smudy rozgrywa mecze towarzyskie. Kolejna nowa miotła, kolejne nowe ustawienie, tym razem mające nam zapewnić najlepszą ósemkę w 2012 roku. Zapowiadane ofensywne 4-4-3 po klęsce z Hiszpanią zmienia się w 4-2-3-1. Czyli... powrót do Benhhakera. Nadchodzi wielki turniej i selekcjoner wysyła do boju zawodników z taktyką 4-3-2-1...

   Ważna sprawa. Nie o numerki tu chodzi. Sprawa rozgrywa się na całkowicie innym polu. Jest takie powiedzenie: z gów** bicza nie ukręcisz... Choćbyśmy nie wiadomo jak żonglowali numerkami w ustawieniu taktycznym, to bez umiejętności czysto piłkarskich, oraz ambicji, determinacji i ciężkich treningów sukcesu nie sposób osiągnąć.

   Ponownie mija jakiś czas. Rozpoczyna się nowy sezon, a wraz z nim startują eliminacje europejskich pucharów. Po raz kolejny nasze drużyny odgrywają rolę statystów. Ba, nawet zostaliśmy zdegradowani do asystentów statystów. Na to miano zasługuje już bowiem Nafczi Baku - drużyna z Azerbejdżanu, szykująca się do gry w fazie grupowej. Bilans naszych drużyn jest doprawdy iście imponujący. Mistrz Polski Śląsk Wrocław z Hannoverem 0 punktów, bramki: 4-10. Wicemistrz Ruch Chorzów - Viktoria Pilzno 0 pkt, nramki 0-7. "Wyłamała się" Legia, gdyż próbowała toczyć zacięty bój. Szkoda, że tylko próbowała...

   Zasiadając po raz kolejny przed TV i oglądając popisy zawodników polskich klubów czuję się jak nie przymierzając ofiary Amber Gold i Marcina P. Tak samo jak oni dałem się nabrać jak uczniak, naiwnie wierząc, że moje dobra w postaci wiary i nadziei na sukces zostaną pomnożone i będą służyć mi w trakcie dalszych miesięcy rozgrywek...

 

Źródło: http://www.klubypilkarskie.com