Po siedmiu latach w Unii

Małe podsumowanie

 

Minęło 7 lat od czasu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. To dużo i jednocześnie niewiele. 

 a21f3725d90f3323f687d42b399ec190.jpg

Jakakolwiek ocena będzie subiektywna, chociażby z uwagi na to, że oczekiwania obywateli naszego kraju i ich aspiracje są znacznie wyższe niż możliwości ich zaspokojenia. Chciałbym jednak przypomnieć trochę faktów poprzedzających nasze wstąpienie do Unii Europejskiej.

Trochę historii.

 Weszliśmy jako kraj o sporym zacofaniu cywilizacyjnym otrzymanym w spadku po radosnej twórczości aparatczików z krainy księżycowej gospodarki. Na domiar złego ci sami ludzie, którzy tę gospodarkę doprowadzili do ruiny w dużej mierze dzięki ogromnemu talentowi pająka-kameleona do zmiany przekonań, szybko  przekształcili się w kapitalistycznych rekinów mających duży wpływ ( stanowczo za duży ) na proces przekształceń gospodarczych. Pierwsze dziesięciolecie to szarpanie polskiej krótkiej kołderki przez wszelkie możliwe podmioty ( wymioty) polityczne dla własnych korzyści z ustami pełnymi frazesów o Ojczyźnie, Polsce, Narodzie i innych bzdetach. Najbardziej skorzystali na pozornej utracie władzy byli właściciele PRL-u i ich dupowłazy. Na wyraźne zresztą życzenie ich rzekomych przeciwników politycznych. 

Jednak ówczesny stan gospodarki i skala przedsięwzięcia w pewnym stopniu usprawiedliwia popełnione błędy. Łatwo jest znacjonalizować gospodarkę.  To najprostsza procedura. Dokonuje się kradzieży mienia w imię prawa i bliżej nieokreślonych celów społeczno-politycznych, przy pełnej aprobacie gawiedzi, która w swej naiwności liczy na to, że stanie się beneficjentem skradzionych dóbr. Po czym przejmuje się nad tym z reguły nieudolną administracyjną kontrolę i marnotrawi zajęte dobra. Te procesy znane są nie tylko po komunistycznej stronie naszego globu.

 Proces odwrotny jest jednak znacznie trudniejszy, a sprawiedliwy rozdział zastanej biedy jest wręcz niemożliwy do przeprowadzenia. Rozliczenie tego " ciemnego"  okresu naszej historii jest raczej już poza zasięgiem jakichkolwiek mocy sprawczych. Margaret Thatcher podobny proces przeprowadziła na nieporównywalnie mniejszą skalę i w znacznie bardziej sprzyjających warunkach, a kontrowersje  jeszcze dziś są obecne w brytyjskiej literaturze ekonomicznej.

 

Wiele przedsiębiorstw nie potrafiło sobie dać rady w nowych warunkach z różnych przyczyn, nie koniecznie z własnej winy. Inne doprowadzane były do bankructwa przez własną  kadrę kierowniczą rodem z PZPR, która słusznie kalkulowała, że złe przedsiębiorstwo można przejąć za psie pieniądze. Setki tysięcy procesów prywatyzacyjnych  nie było, bo być nie mogło skutecznie kontrolowanych. Zresztą w takim okresie totalnego ruchu na rynku dóbr inwestycyjnych, wielkich pieniądzach i ustawodastwie  komunistycznym nieprzystosowanym do nowych warunków szczegółowa kontrola byłaby czystą, za to kosztowną i kryminogenną fikcją. Czas był elementem niezwykle ważnym. On w dużej mierze decydował o sukcesie lub porażce. Nie było czasu na wstrzymywanie tych procesów, bo gospodarka to żywy organizm. 

 Najsprawiedliwsza, ale i najgorsza z punktu widzenia ekonomii była prywatyzacja pracownicza. Biedne finansowo załogi przejmowały czasem przedsiębiorstwa i zostawały same z gigantycznymi problemami. Brak kredytu, wizji, rynków zbytu. Większość powiązań kooperacyjnych, a zwłaszcza z rozpadającym się ZSRR i innych demoludach po prostu się rozpadła. Gospodarka potrzebowała finansowania. Żaden poważny inwestor nie wchodzi na rynek, gdzie zdany jest na łaskę urzędnika, który da mu, lub nie da przydziału na określone towary.

Myślę, że wielu ocenia ten proces bardzo negatywnie, ale i niesprawiedliwie. W Niemczech wiele przedsiębiorstw będących w znacznie lepszej kondycji, niż nasze sprzedawano za symboliczną markę wychodząc z założenia, że lepiej oddać te dobra, utrzymać miejsca pracy i stworzyć szansę na ich rozwój, niż dopuścić do dewastacji i kradzieży. Tam też nie zawsze się to udawało. W byłe NRD wpompowano około biliona euro ze skutkiem dosyć mizernym. Wschodnie landy do dziś znacznie odstawają poziomem życia, infrastrukturą, wiele z nich przeżywa kryzys, jest wyludnionych.

 Do tego dodać trzeba bardzo silną pozycję związków zawodowych, czasem bezmyślność ich liderów i aspiracje załóg, nie zawsze uwzględniających możliwości finansowe nowego właściciela, a z drugiej strony działał słynny popiwek, który karał te lepsze przedsiębiorstwa państwowe, które stać było na wyższe płace gigantycznym podatkiem od wynagrodzeń. Inflacja w naszym kraju i presja z tym związana była też elementem nie bez znaczenia.  A brak możliwości wzrostu płac to brak motywacji.

 Byliśmy krajem o najwyższym wskaźniku inflacji, najbardziej zadłużonym. Nie było w owym czasie kraju na świecie o tak rozchwianym rynku wewnętrznym, gdzie nawet system kartkowy przestał pełnić już swoje funkcje. Jednym słowem był to najgorszy okres na przeprowadzenie tego typu zmian.  Trzeba pamiętać, że nasza rezygnacja z Układu Warszawskiego i wszelkie decyzje polityczne zmierzające w stronę struktur zachodnich również miało swoje przełożenie gospodarcze w postaci cen na surowce, kontrakty handlowe, jednym słowem byliśmy szantażowani i szachowani przez coraz mniej nam przychylne ośrodki decyzyjne w Moskwie .

Jakość naszych produktów nie rzucała odbiorców zachodnich na kolana, chyba ze śmiechu. O tym też należy pamiętać. Łatwo dziś oceniać ten okres i krytykować Balcerowicza. Niewątpliwie był to okres " ciemnych " interesów, złodziejstwa, ogromnych przekrętów, uwłaszczenia czerwonej nomenklatury kosztem zwykłych ludzi, którzy ponieśli największe ofiary. To, że w ogóle udało nam się przejść przez ten okres uważam jednak za swoisty sukces. Jakakolwiek krytyka tego okresu musi brać te elementy pod uwagę. 

Korzyści, zagrożenia i oczekiwania.

Dziś w Unii jesteśmy  6-tym państwem pod względem  ludności i zajmowanego obszaru. Na pewno nie zajmujemy pozycji wynikającej z tego rankingu. Przed nami wiele lat zanim osiągniemy poziom życia porównywalny ze średnią Unii i należną nam pozycję w Europie. Nie jesteśmy już jednak jej marginesem.  Mamy kilka liczących się koncernów w Europie jak :

PKN Orlen,  Polska Grupa Energetyczna, Fiat Auto Poland, PGNiG, Jeronimo Martins, Metro Group, Telekomunikacja Polska, Lotos, Tauron, KGHM Polska Miedź. czy Kompania Węglowa.

Tylko te największe koncerny dają produkcję wartości ponad 220 miliardów zł zatrudniając 270 tysięcy ludzi.

W latach 2007-2013 wchłoniemy z Unii około 60 miliardów euro, czyli więcej niż wynoszą roczne wpływy do budżetu państwa.  Około 4,5 miliarda euro ma zostać przeznaczone na inwestycje kolejowe. 

Warszawa jest siedzibą największej Giełdy Papierów Wartościowych w tej części Europy, w ubiegłym roku zajmując drugie miejsce w Europie w rankingu ilości giełdowych debiutów. 

Polacy pracujący za granicą to około 1,5 % dochodu narodowego ( transferują około 22 miliardy złotych ). Mija okres ochrony rynku pracy w Niemczech, ale skończy się również niebawem ochrona znacznie tańszej polskiej ziemii  przed zakupem przez  obcokrajowców.   Pocieszeniem może być jednak fakt, że wielu niemieckich emerytów wykupuje działki w Portugalii, Grecji, Hiszpani i zostawia tam ... całkiem spore pieniądze ku uciesze miejscowych. 

Dziś poziom życia w Polsce to poziom życia Niemców  z lat 80.

Powoli pniemy się jednak w górę. Z danych Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej wynika, że w 2003 roku PKB Polski wynosił 43 %. średniej unijnej, a w 2008 roku już 51 %.

Polska wieś i samorządy to grupy, które najwięcej skorzystały na weściu do Unii.  Średnia dopłata do hektara to 560 zł.

Inwestycje gminne są finansowane w wysokości 1/3 przez Unię. Zważywszy, że stawki dopłat rolnych w nowym rozdaniu unijnego budżetu mają zostać ujednolicone należy się spodziewać, że rolnicy skorzystają znacznie w następnych latach. To też stwarza szansę,, że nasze rolno-spożywcze artykuły staną się jeszcze bardziej konkurencyjne. W pewnym sensie zacofanie polskiego rolnictwa stało się jego atutem, poprzez mniejsze nasycenie chemią nasze produkty są bardziej ekologiczne i zdrowsze.   

Mamy też inwestycje takie jak np. most " Solidarności " w Płocku wybudowany z pomocą Unii za 190 mln zł, stojący samotnie i bezużytecznie, bo władze miasta przez dwa lata nie potrafiły dać sobie rady z rozpisaniem przetargu na .... drogi dojazdowe. Zresztą polskie drogi to temat zabawny i pełen urzędniczego , ale za to  kosztownego humoru-horroru o nieudolności. 

Zgodnie z porzekadłem " Polskie drogi i mosty, niemieckie posty i włoskie nabożeństwa to największe w świecie błazeństwa." 

Budujemy jednak z mozołem podobno coraz więcej. Ten rząd zamierza wybudować 780 km dróg krajowych , w tym  406 km autostrad do końca 2013 roku.  Pożyjemy, zobaczymy.  Ostatnio pomagają nam nawet Chińczycy. Ich jest sporo, więc może wreszcie coś z tego wyjdzie. Co prawda dróg jeszcze nie ma, ale są już poważne przymiarki do opłat, w tym na tych dziurawych drogach. Jedne z najwyższych w Unii. Jak szaleć to szaleć. 

Aby nie było tak różowo i sielsko trochę o płacach. Tu nie jest najlepiej. Jeśli być bezrobotnym, to nie w Polsce, najlepiej stracić pracę w Luksemburgu. Wielki Książe Henryk zadbał o swych rodaków. Jak im się opłaca pracować? Co drugi Polak byłby na bezrobociu. Ja też.

 

996b12d4cf3162419ebd1925a371e263.jpg

 

Jeśli chodzi o średnią płacę. Tu również nie mamy jak na razie zbytnich powodów do dumy i radości. Chociaż wzrasta, to jednak zbyt wolno w stosunku do oczekiwań i aspiracji.  Pracujemy średnio za 1/4  tego co obywatele "starej Unii".

To samo z emeryturami. W tym tempie zważywszy, że oni nie stoją w miejscu potrzeba nam jeszcze około dwóch pokoleń.

Na osłodę uwzględniając tzw. parytet siły nabywczej kształuje się to nieco lepiej. 

Nasz fiskus jest też dość chciwy. Kupując towary płacimy kolejny haracz. Jak na dość ubogie społeczeństwo  haracz dość dotkliwy. Wystarczy spojrzeć na mapę podatku VAT.

 

266763ad090169d3fd73a06ac6d651be.jpg

 

Zadłużenie Polski to ponad. 760 mld zł, każdy Polak ok. 20 tys. zł

Odsetki roczne to 38 mld, każdy z nas zapłaci ok. 1000 zł

Łączna kwota długu państwowego i prywatnego to 1,5 tryliona zł, to więcej niż roczne PKB. By to spłacić należałoby pracować za darmo ponad rok. Państwo kosztuje każdego z nas ok. 11 000  zł rocznie i z roku na rok staje się droższe.

 

Zadłużenie naszego państwa 

 

Państwo nasze zaczyna być jak świnia........ wszystkożerne. Apetyt rośnie, rocznie przybywa ok. 40 tys. urzędników, których należy utrzymać. W wdzięczności zaciągają nowe kredyty w imię lepszej i dostateczniejszej przyszłości. Zaczynam współczuć wnukom. W tym roku przekroczymy liczbę 500 tys. urzędasów, dla porównania w 1990 roku było ich 159 tys. Trzeba przyznać, że pod skrzydłami Unii Europejskiej są gatunkiem pod szczególną ochroną. Ich wynagrodzenia to ponad 30 mld zł rocznie. Drugie tyle potrzeba na biura , telefony,  biurka i inne akcesoria. Większość z nich potrzebnych jest jak wrzód na dupie.  

 Mimo sporej  niechęci do tej organizacji spowodowanej biurokracją i nadmiarem uregulowań uważam jednak, że Polska jest w najlepszym okresie od czasów Jana III Sobieskiego . Czy wykorzystamy tę szansę, czy damy się  wykorzystać zależy od  nas.  

 

  

 

Licencja: Creative Commons - bez utworów zależnych