Plastikowe kobiety

Push-upy na piersiach i pośladkach, rzęsach i włosach. Jedyna lektura: kolorowe pisemka. Cel w życiu: być piękną. Kult lalki zaczyna się już w dzieciństwie.

 

Biustonosze push-up, majtki unoszące pośladki, rajstopy wyszczuplające nogi i spłaszczające brzuch... Teraz trend upiększania (a może już wynaturzania?) przeniósł się wyżej – na twarz i głowę. Kobiece pisma jedno za drugim powtarzają tę samą mantrę: musisz być piękna, poradzimy ci, jak to zrobić. I radzą. Rzęsy pomaluj maskarą push-up (tak, tak, te pogrubiające czy wydłużające to już przeżytek). Usta nie mogą być po prostu pomalowane szminką, i to zwykłą – szminkę (tu pada oczywiście nazwa „tej jedynej”, koniecznie w kolorze musującego wina, a na koniec szokująca cena) należy wklepać palcem, bo tylko w ten sposób osiągniemy „modny efekt wycałowanego koloru”. Ale wcześniej warto zaopatrzyć się w korektor ust, który je powiększy (będziemy jak Angelina Jolie), wygładzi i „przygotuje” na przyjęcie pomadki. O pudrach (ach, teraz są mineralne, więc wyrzuć stary i kup nowy, inteligentny), podkładach, bazach pod podkład i specjalnych kremach pod bazę pod podkład nie wspomnę, podobnie jak o cieniach do powiek (nie zapomnijmy o bazie pod cienie!) czy różach do policzków (do tego jest oczywiście nieodzowny profesjonalny pędzel za jakieś 100 zł). Może warto tylko dodać, że musicie, drogie panie, kupić sobie teraz cienie do brwi, i to w potrójnej wersji kolorystycznej (za jedyne 230 zł), bo inaczej nie wyeksponujecie ich w odpowiedni sposób. A gdy już zamalujecie swą twarz (oszczędzę technicznych szczegółów, jak to wszystko robić, kiedy i w którym miejscu rozcierać palcem, gdzie nakładać pędzelkiem, a gdzie gąbką, jakie i ile warstw na siebie), przejdźcie do nadmuchania włosów. Tak, tak, nadmuchania, bo najnowsze odżywki, spraye, lakiery i pianki to te z efektem push-up. Pozostałe to przeżytek. No cóż, włos pozazdrościł...

I gdy już założymy maskę na twarz, a na głowę perukę, gdy już uniesiemy, spłaszczymy i wyszczuplimy co trzeba, zrobimy lifting i odsysanie, a nasza skóra zamieni się w plastik, możemy – jak zamożne Chinki – nocować przed butikiem, by nie przegapić nowej kolekcji, lub – jak Rosjanki – dać upust swej pasji do luksusu i wykupić pół salonu w jeden dzień. A jak i to zaliczymy, możemy odpocząć przy lampce najdroższego trunku świata – koniaku, którego butelka kosztuje 150 tys. euro. Ale to nie byle jaka butelka! Umieszczono ją w 75-kilogramowej skrzyni wyłożonej perłami ze szkła weneckiego. Taki push-up dla koniaku. A jest ich tylko sto. Polacy też mogą kupić. I choć wydawałoby się, że na luksusy stać jedynie Kulczyka, to gdy w naszych sklepach pojawił się oczekiwany krem do twarzy za „jedyne” 800 zł (sic!), kolejki Polek ustawiły się już w nocy. Ale cena kremu dziwić nie powinna, skoro jeden z jego składników, wodę, pozyskiwano z rosy kwiatów rosnących tylko na Madagaskarze...

Jak zaczyna się ten szał? Kiedy rodzi się kult lalki?

Mocne makijaże, farbowane włosy i przyklejane rzęsy – do tego już od małego przyzwyczaja się wiele dziewczynek. To wybory małych miss – wybory, które przestały być już zabawą, a osiągnęły poziom patologii. W Polsce do konkursu stają zazwyczaj dzieci w wieku 3-7 lat, ale w Stanach Zjednoczonych matki wystawiają już (niczym konie do wyścigów) czteromiesięczne niemowlaki – też w pełnym makijażu. Kilkuletnim dziewczynkom, jeśli nie mają burzy loków, zakłada się peruki, a jeśli nie są blondynkami – farbuje się włosy. Tym, którym wypadły mleczaki, w miejsce ubytków wstawia się lśniące białe nakładki. Oczy muszą być niebieskie, więc niezbędne są kolorowe soczewki kontaktowe. Pomagają makijażystki, fryzjerki i wizażystki. Wyperfumowane „sztuczne” dzieci paradują w majtkach przed jury i widownią, kręcą zalotnie biodrami, a siadając, z gracją zakładają nogę na nogę, budząc czasem potworne skojarzenia. I tak dorastają... Psycholodzy dziecięcy ostrzegają: takie konkursy uczą, że nieważne są wiedza i inteligencja, tylko wygląd zewnętrzny, a dzieci stają się ofiarami niezdrowej rywalizacji. Ale dzieci są tu pionkami, to przecież rywalizacja ich matek. To, parafrazując Nałkowską, matki dzieciom zgotowały ten los. A gdy dzieci dorosną, przekształcą się w plastikowe kobiety, bo jak i kiedy miały się nauczyć szlachetności, poświęcenia, współczucia... Nie sięgną po żadną inną lekturę poza kolorowym ogłupiadłem, które im powie, jakie nowe papki mogą nałożyć na twarz, nie zrobią więcej w życiu poza wypchnięciem pośladków i biustu, a jeśli życie nie poskąpi im pieniądza, to ich największym sukcesem będzie zdobycie nowej kolekcji, nawet jeśli będą musiały nocować pod drzwiami butiku.

Katarzyna Lewkowicz-Siejka

 

[Artykuł ukazał się w miesięczniku "Znaki Czasu" 3/2008].

 

Autor: Katarzyna Lewkowicz-Siejka