Pierwsza pomoc - warto znać

 

Śmierć na ulicy oczami ratownika

 

Cztery minuty. Tyle każdy z Was spędza codziennie na bezsensownym gapieniu się w telefon. 4 minuty to też wypalenie papierosa, wypicie kawy z automatu, wysłuchanie ulubionej piosenki. I tyle samo czasu ma mózg, zanim rozpocznie się nieodwracalny proces jego obumierania  mówi Marcin Mokrowiecki, wieloletni ratownik i instruktor ratownictwa medycznego. Poniższy tekst to jego apel, który publikujemy kilka dni po tragedii w Gliwicach  w biały dzień na ulicy zasłabł 80-kilkulatek. Nikt z przechodniów nie udzielił mu pomocy i mężczyzna zmarł.

 
  • Jak to możliwe, że w Gliwicach nagle upada człowiek, który chwilę wcześniej szedł dziarskim krokiem, między otaczającymi go pieszymi? I nikt nie zwrócił na to uwagi? Nie zatrzymał się, nie pochylił? - pyta retorycznie Marcin Mokrowiecki, ratownik medyczny

  • Nie bądź obojętny. Policz: 1, 2, 3, 4... I pamiętaj o ważnych czterech słowach na „z”: Zatrzymaj się. Zadzwoń. Zostań. Zacznij.…- Nie wstydźcie się pochylić nad człowiekiem, który upadł. Nie bójcie się wziąć go w swoje ręce. Pomóżcie nam, ratownikom w codziennej walce o ludzkie życie – apeluje do Polaków Marcin Mokrowiecki

  • Wyobraź sobie, że dziś wracasz z pracy. Biegniesz do autobusu. W przedszkolu lub szkole czeka dziecko. Jest późno, jeszcze zakupy, poczta, wszędzie kolejki. I nagle czujesz duszność, ból, słabość zwala Cię z nóg. Osuwasz się na schody podziemnego przejścia, brak oddechu powoduje, że nie możesz krzyczeć, czy wyjąć telefonu. Może będziesz miał szczęście i zauważy Cię przechodzący obok ratownik, lekarz, pielęgniarka? Raczej zdany będziesz na zwykłego przechodnia

  • Każdy z nas potrafi uklęknąć obok nieprzytomnej osoby, sprawdzić oddech i zacząć uciskać klatkę. Każdy może stać się w tej jednej chwili całym światem dla umierającego człowieka. 4 minuty. Tyle każdy z Was spędza codziennie na bezsensownym gapieniu się w telefon. 4 minuty to też wypalenie papierosa, wypicie kawy z automatu, wysłuchanie ulubionej piosenki. I tyle samo czasu ma mózg, zanim rozpocznie się nieodwracalny proces jego obumierania

 

Z czego wynika obojętność wobec umierającego człowieka? Umierającego wśród ludzi, na zatłoczonym chodniku, na przystanku, przy uczęszczanej ścieżce spacerowej, rowerowej, zakorkowanej ulicy?

Jak to możliwe, że w Gliwicach nagle upada człowiek, który chwilę wcześniej szedł dziarskim krokiem, między otaczającymi go pieszymi? I nikt nie zwrócił na to uwagi? Nie zatrzymał się, nie pochylił? Na te pytania trzeba sobie odpowiedzieć w świecie pełnym narastającej znieczulicy, egocentryzmu jednostki, zabójczego pospiechu.

Bezwarunkowe ratowanie życia

Jestem ratownikiem medycznym oraz instruktorem pierwszej pomocy. Przez lata byłem związany z warszawskim pogotowiem ratunkowym, jeździłem na ambulansie specjalistycznym zwanym "eska", obecnie pracuję jako instruktor.

Ratowanie życia jest u nas, ratowników, odruchem bezwarunkowym. Do swojej pracy jesteśmy wielopłaszczyznowo przygotowani, świetnie wykształceni - uczyliśmy się tego studiach. Wciąż zdobywamy praktykę, doświadczenie, samokształcimy się. Wymieniamy doświadczeniami. Jesteśmy ludźmi obytymi ze śmiercią i wszystkimi jej aspektami. I zdeterminowani w walce o ludzkie życie, świadomi odpowiedzialności, zagrożeń.

Jesteśmy odważni, bo tego zostaliśmy nauczeni. Dlatego chciałbym się dzisiaj podzielić z Wami moją wiedzą. Rozwiać wątpliwości, które pozwolą Wam następnym razem znaleźć w sobie odwagę i uratować czyjeś życie.

Kiedy Twoje światło gaśnie

Wyobraź sobie, że dziś wracasz z pracy. Biegniesz przez pasy: do autobusu, na parking. W przedszkolu lub szkole czeka na Ciebie dziecko. Jest późno, zimno, jeszcze zakupy, może poczta, wszędzie kolejki. I nagle czujesz duszność, ból za mostkiem, słabość, która zwala Cię z nóg. Osuwasz się na schody podziemnego przejścia, a brak oddechu powoduje, że nie możesz krzyczeć, prosić o pomoc, nie zdążysz już wyjąć telefonu, zadzwonić.

Tak, to jesteś Ty. I chwila, kiedy gaśnie Twoje światło. Może będziesz miał masę szczęścia i zauważy Cię przechodzący obok ratownik, lekarz, pielęgniarka? Ale raczej zdany będziesz na reakcje zwykłego przechodnia. I teraz zaczyna się czterominutowa walka o Twój mózg. Teraz zaczynają się „złote 4 minuty”. Rozpoczyna się wyścig ze śmiercią.

Oby tylko ruszyło serce

Ktoś się zatrzymał. Jest przerażony, trochę mu głupio. Nie wie: jesteś pijany? Przycupnąłeś na krótką drzemkę? A może jesteś naćpany?

Boi się Twojej reakcji. Ty niestety nie odpowiesz mu na te pytania, bo właśnie umierasz. Ten ktoś potrząsa Cię za ramię. Ty bezwładnie odrzucasz głowę, opadają Ci ręce, rozsypuje się torba z zakupami. Twój towarzysz zaczyna się jeszcze bardziej stresować - nigdy nie uczestniczył w takim zdarzeniu. Nie udzielał pomocy, nie wie, czy nie zrobi Ci krzywdy. A Ty nie możesz mu powiedzieć, że cokolwiek - będzie ratunkiem. Każde działanie.

On nie wie, że jest ogniwem łańcucha przeżycia. Łańcuch jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo. Jeżeli jedno pęknie, cały łańcuch się rozsypie. On jest tym pierwszym, najważniejszym.

Chcesz krzyczeć, żeby się nie wstydził. I rozpiął Ci kurtkę, zaplótł palce obu dłoni na mostku, i pompował. Niech się łamią żebra. To nieważne, oby tylko ruszyło serce. Oby nie ustało krążenie, oby nie obumarł mózg.

A przecież mógł żyć

Chcesz mu powiedzieć, że czekają na Ciebie dzieci, że masz jeszcze tyle spraw, marzeń, planów.

Ale nie możesz. Bo właśnie umarłeś. A on się boi. Rozgląda się wokół, nikt nie przystaje. Nic dziwnego, w sumie wyglądacie teraz jak dwóch kumpli właśnie wracających z libacji. Jeden eskortuje drugiego. Wyciąga telefon i dzwoni na pogotowie. Określa miejsce, gdzie upadłeś. Tłumaczy, że nie wie czy żyjesz, czy odchodzisz. Pogotowie na sygnale przebija się przez zatłoczone miasto. Nie jest nam łatwo, nie każdy kierowca ułatwia przejazd. Nie wiemy, gdzie możemy się zatrzymać, żeby jak najszybciej do Ciebie dotrzeć, dojazd jest zagrodzony.

Parkujemy na przystanku. Biegniemy. Sprawdzamy. Ale nie oddychasz, doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Rozpoczynamy natychmiastową reanimację, która trwa, trwa i trwa.

Tym razem nie zdążyliśmy. Nie udało się. Nie wróciłeś.

To Ty pierwszy musisz się zatrzymać

Dla nas to przegrana, smutek, złość. Złość do człowieka, który trzymał Twoje życie w rękach, gdy jeszcze się tliło. Złość do otaczających ludzi, którzy obojętnie mijali Cię na schodach.

Dla Ciebie to koniec. A można było temu zapobiec. Wystarczyło, żeby twój towarzysz znalazł w sobie odwagę. I po kolei wykonał kilka podstawowych czynności, które w niczym mu nie zagrażają – 1, 2, 3, 4...

Musisz tylko odchylić głowę nieprzytomnego do tylu, przyłożyć ucho do ust.

Usłyszysz oddech lub poczujesz ciepło, obserwuj klatkę, która powinna się miarowo unosić.

Jeżeli nie - przystępujesz do masażu serca. Wystarczy, że ułożysz poszkodowanego na płasko, na plecach, zapleciesz palce obu dłoni, ułożysz je na środku klatki piersiowej i zaczniesz uciskać. Usztywnij ręce w łokciach, uciskaj mocno i miarowo.

Licz: 30 uciśnięć, potem wykonaj 2 wdechy. Jeżeli się brzydzisz lub boisz fizycznego kontaktu, podczas podawania oddechów ratowniczych po prostu tylko uciskaj klatkę piersiową, bez przerwy. Najlepiej do odzyskania oddechu lub przyjazdu służb. Zawołaj kogoś do pomocy. Ludzie chętnie włączają się do trwającej akcji, naśladują, solidaryzują się. Ale to Ty pierwszy musisz się zatrzymać! Musisz zacząć, zdobyć się na odwagę.

Życie jest najcenniejsze

W takich chwilach każdy z przechodniów jest ratownikiem.

Każdy z Was potrafi uklęknąć obok nieprzytomnej osoby, sprawdzić oddech i zacząć uciskać klatkę. Każda ze zwykłych, spieszących się do swoich spraw osób może stać się w tej jednej chwili całym światem dla umierającego człowieka.

Każdy z Was może w tej jednej chwili stać się bohaterem. Przecież życie jest najcenniejszym darem.

Nie wstydźcie się nad nim na chwilę pochylić. Nie bójcie się wziąć go w swoje ręce. Pomóżcie nam, ratownikom - w codziennej walce o ludzkie życie.

Uczcie się, korzystajcie z kursów pierwszej pomocy, które obecnie prowadzone są w Waszych miejscach pracy. Wykorzystacie to kiedyś po to, aby komuś pomóc: jutro, pojutrze, za rok?

Mózg umiera 4 minuty

4 minuty w ciągu dnia każdy z Was spędza na bezsensownym gapieniu w telefon. Tyle trwa Wasza ulubiona piosenka w radiu, wypalenie papierosa, wypicie kawy z automatu. I tyle samo czasu ma mózg, zanim rozpocznie się nieodwracalny proces jego obumierania.

Więc nie bądź obojętny. Policz: 1, 2, 3, 4... I pamiętaj o ważnych czterech słowach na „z”: Zatrzymaj się. Zadzwoń. Zostań. Zacznij.

Apeluję do Ciebie.

Marcin Mokrowiecki, ratownik medyczny w Warszawie, instruktor w Centrum Ratownictwa we Wrocławiu (www.centrumratownictwa.com)

 

Zobacz jak udzielić pierwszej pomocy?

 

 

Zobacz jak udzielić pierwszej pomocy?

Ktoś udzielił Ci pierwszej pomocy na ulicy? A może Ty udzielałeś/udzielałaś jej komuś? Jakie są Twoje doświadczenia? Napisz: agnieszka.sztyler-turovsky@redakcjaonet.pl