Parada oszustów

Zjawisko fałszowania ogarnęło już wszystkie dziedziny życia społecznego.

 

 

Każda rewolucja burzy swoją Bastylię i niczym z puszki Pandory uwalnia zza jej murów nie tylko twórczych reformatorów, ale też siły destrukcyjne trzymane dotychczas w ryzach totalitaryzmu. Łamiąc rygle obalonego systemu społecznego likwiduje też albo przynajmniej osłabia bariery obyczajowe stwarzając wolne pole dla anarchizacji życia politycznego i społecznego. Wezwanie płynące od nowych elit, żeby grać sprawy w swoje ręce trafiło na podatny grunt i zaowocowało tysiącami pomysłów na zdobycie mamony. W upadłym systemie społecznym obywatel miał dwie możliwości, żeby wspiąć się na nieco wyższy poziom konsumpcji. Mógł próbować przy pomocy serwilizmu i hipokryzji próbować zwiększyć swoje szanse na społeczny awans aż do zasilenia szeregów płatnych donosicieli albo szukać szczęścia w przestępczym procederze, Trzecia droga do umiarkowanego wzbogacenia się nazywana szarą strefą była dopiero w powijakach i miała niewielki wpływ na życie społeczno-gospodarcze kraju. Po solidarnościowym przewrocie wszystko diametralnie się zmieniło. Szara strefa z roku na rok obejmowała coraz ściślej swoją pajęczą siecią życie gospodarcze kraju. Pierwszym sygnałem wysłanym do raczkujących przedsiębiorców krajowych i zagranicznych inwestorów było zlikwidowanie przez solidarnościowe władze wydziałów PG, czyli specjalnych komórek do zwalczania przestępczości gospodarczej w komendach Policji. -Wszystko, co nie jest zabronione (prawem) jest dozwolone- tym hasłem zwolniono potencjalnych przedsiębiorców od przestrzegania niepisanej zasady rzetelności, która przez całe wieki przyświecała wytwórcom dóbr spychając hochsztaplerów gospodarczych na społeczny margines. W nowym ładzie a może bezładzie społeczno-gospodarczym importowanym zza Zachodu przez solidarnościowe elity ów margines szybko przeistoczył się w potężny potencjał wytwórczo-handlowy. 

Zatrudniający wysokiej klasy specjalistów do fałszowania towarów, speców od marketingu pomagających wciskać klientom kit zamiast prawdziwego produktu oraz całe brygady prawników, którzy w tradycyjnym rozumieniu tego słowa powinni stać na straży prawa a konstruują za duże pieniądze, na zlecenie nieuczciwych producentów i handlowców zabezpieczenia prawne, chroniące ich przed odpowiedzialnością za oszukańcze praktyki. Zamiast towarów z prawdziwego zdarzenia tak zwany wolny rynek oferuje nam marne substytuty, ale za to w kuszących oko eleganckich opakowaniach zachęcających do kupna ukrytych w nich marnej, jakości produktach. W oszołamiająco oświetlonych ladach chłodniczych wykonanych ze szkła i chromowanej stali wykłada się bajecznie szeroki wachlarz wędlin i wyrobów wędliniarskich, w których prawdziwe mięso jest tyko dodatkiem do wypełniaczy i chemicznych składników nadających trwałość, smak a przede wszystkim budzący apetyt wygląd, Przy okazji aplikuje się substancje wiążące wodę i zwiększające przez to objętość i wagę produktu. Zresztą samo mięso naszpikowane jest antybiotykami i stymulatorami wzrostu jeszcze za życia zwierzęcia, żeby utrzymać go przy życiu i zapewnić optymalne przyrosty masy mięsnej w warunkach niesłychanego zagęszczenia obsady w budynkach służących do tuczu a urągających wszelkim normom sanitarnym i humanitarnym zasadom. To samo dotyczy pozostałych działów produkcji żywności: Nadmuchanego pieczywa, serów twardych z dodatkiem olejów, owoców i warzyw naszpikowanych herbicydami i pestycydami oraz pędzonych nadmiarem związków azotowych podawanych do gleby bądź do liści roślin. Nie da się wymienić w krótkim felietonie choćby najważniejszych fałszerstw producentów i handlowców, bo jest to zjawisko wszechogarniające i stosowane powszechnie a producent, który chciałby wytwarzać towar spełniający normy przyzwoitości nie wytrzymałby konkurencji ze strony oszustów. Zjawisko fałszowania obejmuje dziś wszystkie dziedziny życia społecznego..Lekarze oferują na w ramach ubezpieczenia namiastkę leczenia zapraszając na skuteczną walkę z chorobą do prywatnych gabinetów. Nauczyciele uczący marnie w państwowych szkołach zachęcają dziatwę i rodziców do brania drogich prywatnych korepetycji. Idące już w setki prywatne wyższe uczelnie zamiast uczyć studentów na magistrów produkują taśmowo dyplomy magisterskie i wręczają je swoim studentom za pieniądze płacone, jako czesne. Wyroby domowego użytku porażają swoją nietrwałością, bowiem produkowane są z myślą o szybkim zużyciu i rotacji generującej zapotrzebowanie na kolejne produkty przemysłowe. Cały ten kramarski rynek spaja w jedną całość oszukańcza, natrętna i niesłuchanie głośna reklama w mediach propagujących za ogromne pieniądze wymyślne zachęty do udziału w oszukańczych grach, których organizatorzy jawnie wyłudzają od naiwnych ludzi ciężko zarobione pieniądze, A wszystko to funkcjonuję za sprawa gigantycznego zadłużenia państwa, samorządów, firm i zwykłych ludzi, Na tym potężnym zafałszowanym współczesnym straganie żerują banki, które rozmnożyły się błyskawicznie niczym australijskie króliki. Taki jest dziś świat, A capite and calcem.