Pan od wuefu

To też człowiek, chociaż każdy nim pomiata.

 

65f16691923045f96c006d22a2759a68.jpg

Każdy ma swojego pana od weuefu. Pan od wuefu to sportowiec. Codziennie rano robi sześćdziesiąt pompek, sześćdziesiąt brzuszków i wypija butelkę niegazowanej wody. Nie tym razem. Zaspał, bo dzień wcześniej czytał tomiki poezji Szymborskiej. Wsiada w swoje biedne i ciasne autko. Pan od wuefu niewiele zarabia. Toteż autko musi niewiele palić. A pan od wuefu niewiele jeść. Śpieszy się. Za osiem minut ma prowadzić lekcję. Ktoś znowu zajechał mu drogę.  Nie miota się i nie przeklina. Zawsze stara się zachować spokój. Opanowanie to podstawa - uważa. Zajeżdża na szkolny parking. Ostrożnie, by nie porysować. Nie stać by go było na nowy samochód.

Dzieci już na niego czekają. Miał trudną drogę. Jechał najszybciej, jak tylko mógł. One się nawet nie przebrały. Zdjąć ubranie,  założyć koszulkę i spodenki - co to za filozofia? - myśli. Krzyczy. Czytał gdzieś, że dobry pan od wuefu musi krzyczeć. Dużo krzyczeć w każdym kierunku. Muszą się go bać, nawet gdyby sam wolał być lubianym. Chciałby się zaprzyjaźnić, ale kto bałby się kumpla. Wbrew sobie pozostaje panem od wuefu.

Przebierają się 12 minut. Tyle, co on miał rano, aby się pozbierać i przyjechać do szkoły. Dydaktyczna klęska? Nie – myśli – taka jest dzisiejsza młodzież. Tu pogadać, tam się powygłupiać. Minuty niechcianej lekcji mijają. Pan sprawdza obecność. Nazwiska w dzienniku napisane są stylem lekarskim. Przekręca nazwisko za nazwiskiem. Skąd ich się tu do cholery tylu wzięło?! Dzieci śmieją się, że ich pan od wuefu nie potrafi czytać. Wczoraj czytał „Tutaj” Szymborskiej. One tej książki nawet na oczy nie widziały. Taki kawałek chleba, trudno - uważa. Jednym trafia się miękkie ze środka, innym sama skórka. Jemu przypadła piętka.

Prowadząc lekcję zwraca uczniowi uwagę na niezasznurowanego buta. On gra dalej. Udaje, że go nie słyszy. W końcu przerywa grę. Uczeń rzuca jakieś kąśliwe hasło. Wszyscy się śmieją. On jednak nie słyszał. Po co mu zwracałem uwagę – myśli – mógł się potknąć i teraz leżałby z rozwalonym kolanem i to z niego wszyscy by się śmiali. W książce na studiach pisało, że grać z rozsznurowanym butem nie można. Oni tych książek nie widzieli.

Pan od wuefu zawsze najbardziej lubi kujonów. Lubi ich, choć patrzą na niego z pogardą intelektualistów. Co najmniej profesorów. Dla nich jest tylko głupim panem od wuefu. Co on zrobił? Skończył studia wychowania fizycznego, a teraz użera się z dziećmi. Przed nimi stoi cały świat. A ci wszyscy wyprzedzeni przez niego kandydaci na uczelnię? A te cztery tytuły uniwersyteckiego mistrza w ping-ponga? Nieważne. Oni śmieją się, że jest jednym z nauczycieli mających tytuł magistra. Phi... Magister? Też mi coś!

Podobno każdy ma jakiś talent. Odkryty, czy też nie, ale ma. Pan od wuefu w młodości śpiewał. Przez krótki czas chodził do szkoły muzycznej. Śpiewał w kościelnym chórze. Swoim falsetem zachwycał braci w wierze. Pamięta te twarze pełne podziwu. Był wtedy dumny jak nigdy. Nawet triumfując w zawodach sportowych. Teraz drży z obawy, że o jego talencie z dzieciństwa dowiedzą się uczniowie. Twardy pan od wuefu nagle zmalałby w ich oczach. W szatni toczyłyby się zażarte dyskusje na temat jego płci. Już i tak wystarczą te obelgi, które codziennie słyszy, siedząc w swoim ciasnym posiłku za szatnią. W szatni każdy kpi z pana od wuefu. On powtarza tylko w myślach: nieprawda. Często udaje, że nie słyszy. Pogłaśnia wtedy radio i sięga po codzienną gazetę.

Wraca tym samym autkiem. Tymi samymi ulicami. Do tego samego malutkiego mieszkania. Mieszkanie małe, ale czynsz wysoki. Doliczając opłaty ze media, zrównamy się z pensją nauczycielską. Pana od wuefu nie stać na własne tomiki. Wypożycza je ze szkolnej biblioteki. Czyta, bo czytać lubi. Gdy był mały, mama codziennie czytała mu krótkie opowiadania. Teraz nie czyta już opowiadań. Woli wiersze. Kiedyś nawet sam coś pisał. Dał do oceny koledze ze studiów. Wyśmiał go. "Kto to widział, żeby wuefista wiersze pisał?!" - mówił. "Ty się lepiej Wojtek sztangą zajmij!". Gdyby wtedy wiedział, jak skończy. "Czy wszyscy czterokrotni zwycięzcy zawodów uniwersyteckich w ping-pona kończą właśnie w ten sposób?" - niemal codziennie zadawał sobie pytanie.

Pan od wuefu ma tylko jeden dres. Markowy. Dzieci śmieją się, że ciągle chodzi w tym samym. Dba o niego. Codziennie go pierze. Gdy nie czyta, ani nie pierze, słucha. Słucha muzyki klasycznej. Ceni Bacha, Mozarta i Chopina. Bacha najbardziej. Niby osiłek w dresie, a takie upodobania. Muzykę ściąga z sieci. I co z tego, że okrada nieboszczyka? On wolałby być okradany, niż zapomniany. Zresztą za co by je miał kupić?

Przed zaśnięciem jeszcze raz sprawdza dres. Czy nie ma żadnej plamy, czy nie ma żadnej dziury. W zeszłym miesiącu chodził z dziurą pod pachą. Przez cały tydzień! Dziury nie widział. Słyszał tylko śmiechy. Od pierwszego do siódmego dnia. Nikt mu nie powiedział. Może się bali, może nie chcieli sobie psuć zabawy. Teraz woli uważać.

Patrzysz na niego i myślisz: worek mięśni. To przecież pan od wuefu. A kto powiedział, że nie może być wrażliwy? Pan od wuefu chodzi spać samotnie. Nikt nie czyta mu opowiadań. On zasypia i marzy. O czym marzy pan od wuefu? Żeby wydać własny tomik poezji.

92c8885aced65a34148672fbc42187b0.jpg