Pamiętam wiejską drogę...

Wrócić tam...

 

5ade3d2a606c1cfc43dc05fd5d901d4b.jpg

Pamiętam wiejską drogę biegnącą od szosy,

za wierzbami przydrożnymi - pastwiska i łąki,

po drugiej strony drogi domy i obejścia,

za nimi pola uprawne sięgające horyzontu.

 

Na końcu tej drogi, jeszcze przed zakrętem

mieszkały dwie ciotki - mojej babci siostry,

a jedna była szorstka i budziła mój respekt

a druga łagodna z uśmiechem na ustach.

 

To były moje pierwsze wakacje bez mamy.

Lękałam się rozległych wiejskich przestrzeni,

więc wabił mnie niewielki ogródek przy domu

z wdzięcznymi malwami, białymi i różowymi.

 

Dojrzewał tam agrest, była słodka marchewka.

Zostawiona sama sobie, próbowałam pocieszyć

małe strwożone, zdziwione, dziecięce serce

i oswoić się z zastanym porządkiem rzeczy.

 

Pomagał mi w tym sprytny pies gospodarski,

całkiem nieurodziwy kundel imieniem Mrozik,

co posiadał władzę absolutną nad krowami,

wieczorami zaganiając je z pastwiska do obory.

 

Powoli oswajałam się z tym nowym światem,

pałaszowałam świeży, biały ser na śniadanie

i chleb wiejski w piecu chlebowym pieczony,

o smaku, którego nie sposób zapomnieć.

 

Uroda tamtych poranków wprost porażała,

błękitna kopuła nieba jasna i wysoka.

Zieleń wokoło domu przyjazna i świeża,

wśród której ukryła się niewielka ścieżka.

 

Biegliśmy tą ścieżką razem z moim kuzynem

do pobliskiego lasu na słodkie jagody,

po drodze mijając niewielki strumyczek,

pełen płochliwych rybek w przezroczystej wodzie.

 

Pokochałam tę przestrzeń, przyrodę i ciszę.

Zachowałam ją w sercu - cenny skarb dzieciństwa,

smak prawdziwego jedzenia, zapach ścierniska.

Jednak bolesne porównanie jak się zgubiliśmy.

4fe36774e1612a404a9927fbb1fd137d.jpg

 

 

Zdjęcia z zasobów Google