Oziębły kościół

"W Domu Bożym zziębnięty miejsca nie zagrzejesz"

"W Domu Bożym zziębnięty miejsca nie zagrzejesz"

 

 "Ludzie zamarzają w altanach na działce, namiotach i szałasach na odludziu. W węzłach ciepłowniczych. Umierają w studzienkach kanalizacyjnych.W zaspach. Przytuleni do koparki oparci o łopatę. Policja apeluje, lekarze ostrzegają. Rząd też przedsięwziął środki. A instytucja, która w czasach takiej niedoli, zdawałoby się, powinna otworzyć się na społeczeństwo, nie robi nic. Zrobić musiałaby tak niewiele, by ocalić tak wielu. Gdyby przestronne przytulne kubatury świątyń, kaplic, kościołów udostępnić w tych ciężkich czasach ich prawowitym właścicielom, czyli wiernym, żniwo śmierci byłoby z pewnością mniejsze. Aby wystawić na próbę wrażliwość społeczną Kościoła i ustalić, dlaczego proboszczowie nie wpadli jeszcze na ten miłosierny pomysł, albo nawet go im podsunąć, zadzwoniliśmy do kilku parafii, podając się za współwyznawców z dekanatu nasuwających inicjatywę otwarcia się Kościoła na umierających z zimna.

Parafia św. Augustyna w Warszawie na Nowolipkach:

- Co?! Żeby mi szczali i srali? W kościele?! Chcecie, abym świątynię zamienił w stajnię o chlew? To zupełnie wykluczone! Będą mi piwsko w świątyni Pana pić i puszki rozrzucać! Obok jest noclegownia. Tam, proszę bardzo.

Gdyby więc bezdomni nie mieli odbytów, przełyków i pęcherzy moczowych, to zgoda. A że Pan Bóg się pomylił i wyposażył ich w takie ułomności, mieli pecha. W konflikcie wartości higiena kościoła kontra życie ludzkie ksiądz obstawił to pierwsze.

Parafia św. Andrzeja Apostoła przy Chłodnej w Warszawie:

- Wpuścić do kościoła po nocy te męty?! Przecież wszystko rozkradną! Trzeba by było ustanowić dyżury parafian, po godzinie każdy. To bym potrzebował z pięciu ludzi. Bo bez dozoru to jakby pan mieszkanie samopas zostawił. Będą profanacje.

Wyraźnie widzimy, że w konflikcie święte prawo własności kontra niezbywalne prawo do życia każdej istoty ludzkiej-prawo własności triumfuje.

Kościół św. Jakuba Apostoła przy pl. Narutowicza w Warszawie:

- To zupełnie, absolutnie niemożliwe! Kościół musi być bezpieczny. Jak można by temu sprostać przy drzwiach otwartych przez całą dobę? Szczęść Boże i wszystkiego dobrego.

Parafia Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w Bydgoszczy. Odbiera siostra. Siostra księdza albo siostra zakonna.

- Skoro to sprawa życia i śmierci, to musi zdecydować ksiądz proboszcz - wyjaśnia rozmówczyni.

Nam się zdawało, że o takich sprawach decyduje sam Pan Bóg, ale widać w Bydgoszczy jest inaczej. Ksiądz proboszcz jest nieosiągalny. Zupełnie jak Bóg.

Parafia Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Maternusa w Lubomierzu:

- Tu nie ma warunków, żadnych łóżek ani nic. Wiem, że we Lwówku jest ośrodek, tam są kolonie, tam jest wszystko

W tej dość nieprzychylnej ze strony służby bożej sytuacji zalecamy poznanie prawdy. Nie zapobiegnie to najgorszemu, ale pozwoli łatwiej je znieść. Nazywają to oswajaniem śmierci. Umieranie przez zamarzanie ma trzy etapy. Najgorszy zdaje się pierwszy - wkrótce po tym, jak zwalicie się z nóg. Dostajecie drgawek. Cholernie marzną wam dłonie i stopy. Pojawiają się niemiłe zawroty głowy. Ciepłota organizmu gwałtownie spada. Czujecie przeraźliwy, kłujący ziąb. Czas pozornie przestaje płynąć. Ogarnia was przygnębienie przechodzące w smutek. Zanika motywacja do działania. Pojawia się wrażenie duchowej pustki. Ten chwilowy stan depresji przechodzi w końcu w poczucie swoistego uwolnienia, oderwania od doczesnych trosk. Teraz wasze samozadowolenie rośnie, osiągając stan równowagi mentalnej i pewnego rodzaju szczęścia. Ustaje drżenie ciała. Ręce i nogi zdają się mieć masę ołowiu. Następuje cykl utraty i odzyskiwania świadomości. Przy obniżonej ciepłocie organizmu do 27 stopni, która utrzymuje się przez 45 minut, oddech jest spowolniony, a puls słabnie. Tracicie zupełnie kontakt z rzeczywistością. Serce przestaje bić. Widzicie światłość. Idziecie w jej kierunku. No i w końcu słyszycie wieczystą muzykę... Wszystkie etapy, zwłaszcza pierwszy, najbardziej niekomfortowy, mogą przebiegać szybciej, jeżeli przyjmiecie ilość alkoholu równą półlitrowej butelce denaturatu. Tym sposobem zgodnie z przykazaniami i nie obciążając niczyjego sumienia ani nie narażając nikogo na przeróżne przykrości prawne, przestajecie być ciężarem dla siebie i społeczeństwa, a przede wszystkim dla Kościoła."

źródło: NIE

Z mojej strony dodam tylko: Umarł pijak, ale Pan. Jak widać człowiek człowiekowi nierówny, a natura jak zawsze wygrywa.

 

Autor: "NIE"

Licencja: Creative Commons - użycie niekomercyjne