Orły, gatunek chroniony.


Dzisiaj, cały ranek, zastanawiałem się, w jakiej formie przekazać wam to, co czuję, może jako bajkę... – i tu bez ironii – o dobrych kaczątkach, co uratowały orły, a może jednak inaczej, bardziej realistycznie?
Półtora roku temu, w jednej ze swych wypraw za horyzont, dotarłem pod główną bramę Centralnego Ośrodka Szkolenia Specjalistów Technicznych Wojsk Lotniczych w Oleśnicy – tej Śląskiej. Chciałem się przekonać na własne oczy o tym, że zwinięto do muzeum sztandar jednostki, kuźni kadr technicznych Lotnictwa Wojska Polskiego.
Dosłownie, z duszą na ramieniu i głową pełną wspomnień, odczytywałem kolejne skrzyżowania ulic, kierując babcię - „Opla Vectrę”, pod bramę Szkoły - popularnie zwanych Białych Koszar.

Po wyłączeniu silnika, pełen wzruszenia, jakie mnie opanowało, przez chwilę nie wychodziłem z samochodu. Do realiów przywołały mnie słowa cywilnego strażnika, który podszedł od głównej bramy.
- Tutaj nie wolno się zatrzymywać.
- A mogę, chociaż zrobić zdjęcie tego samolotu na postumencie za bramą, tego, co tak mocno zadziera dziób w górę? - zapytałem, z góry przekonany o zakazie.
- Nie wolno. Proszę stąd odjechać, bo zadzwonię po policję - usłyszałem ostrzeżenie.
- Już odjeżdżam.

Zaparkowałem o jedną przecznicę dalej i wróciłem, a kiedy zrobiłem wszystkie zdjęcia, jakie chciałem, ruszyłem w dalszą drogę za horyzont.
Coś bolało mnie w środku. To szczególny rodzaj bólu, taki, który ściska gardło i żołnierzowi ciśnie suche łzy do oczu. Kto to robi? Kto zamyka Polskie Szkoły Wojskowe- ogłupiając społeczeństwo informacjami, że są niepotrzebne, że darmo zjadają chleb?
Jestem za pokojem na całym świecie, ale póki co, istnieją granice i to nie tylko terytorialne, istnieją państwa, a nie ma silnego państwa bez silnej armii i nawet te neutralne-o dziwo- maja najlepsze, swoje armie.

Pod Krakowem dopadła mnie wiadomość, o zamiarach zlikwidowania kolejnych Szkół Oficerskich w tym również Wojskowej Akademii Technicznej, Wyższej Oficerskiej Szkoły Wojsk Lotniczych w Dęblinie, Wyższej Oficerskiej Szkoły Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu, itd.
- No kolesie – mówiłem sam do siebie – kimkolwiek jesteście, bo nie wierzę, że robi to jeden człowiek- nie ogłupicie mnie, że robicie to dla dobra Polski.
Zamiar, likwidowania tych szkół, odebrałem jako działania przeciw suwerenności naszego wojska, a to przecież bezpośrednia droga do utraty suwerenności Państwa Polskiego.

Nikomu nie narzucam sposobu myślenia, dzielę się z wami moimi odczuciami.

Odwracam głowę w prawo znad klawiatury i na półce dostrzegam książkę Janusza Meissnera: - „Szkoła Orląt”. Ta niewielka książeczka idzie ze mną od dziecinnych lat szkolnych. W sierpniu 1975 roku zakwaterowałem w hotelu Oficerskim w Dęblinie i chcąc zaspokoić ssanie w żołądku, wszedłem do „Piekiełka” na wojskowym osiedlu.

Atmosfera wojskowa, męskie zapachy, w żółtawym świetle żarówek i błękitnym papierosowym dymie, dostrzegłem dwóch kolegów z plutonu w Oleśnicy.
- Po co mnie tu wezwali?- zapytałem krótko, wymieniając uściski rąk.
- Po to samo, co nas.
- To znaczy?
- Mamy zrobić pilotaż.

W tym artykule wspominam o tym, by pokazać Wam, że tam, w Dęblinie, jest kawał mojego serca. Lotnicze serce rosło od dziecinnych lat i ukoronowaniem marzeń o lataniu, była właśnie Dęblińska Szkoła Orląt, szanowana i honorowana na całym świecie, mimo zmiany układów politycznych w Europie. Szkoła, która uczy nie tylko latania, ale przede wszystkim naucza, szlifuje na brylant Honor Polskiego Żołnierza – w tym honorze są wszystkie składowe Polaka, on sam, jest wypadkową wielu wektorów.

Inspiracją do napisania tego artykułu, były wczorajsze wieczorne wiadomości telewizyjne, z których dowiedziałem się, o kolejnej promocji oficerskiej w Dęblinie. Dowiedziałem się również, że nie będzie likwidacji WOSL w Dęblinie. Z informacji, jaką usłyszałem wynika, że „Szkołę Orląt” chciał likwidować minister Sikorski. Jeżeli to prawda, wielka chwała Panom Kaczyńskim za uratowanie czegoś o wiele więcej, niż samej szkoły.

A, tak, już na luzie, myślę…, jakie to życie jest czasem zadziwiające. Otóż, wobec powyższych prawd wynika, że sikorki mogą atakować gniazda orłów, a tym, na pomoc mogą przylecieć kaczki, które skądś wiedzą, że ORŁY - to gatunek chroniony szczególnie.
I, kto tu jest drapieżnym gatunkiem?

 

Źródło: Antoni Matysiak

Licencja: Creative Commons - użycie niekomercyjne - bez utworów zależnych