Opuszczony dom

Domy są jak ludzie.

 

Dedykuję ten wiersz Jankowi... z miasta Łodzi

afdadb6333414fe70cd7f282a424213d.jpg

 

O zmierzchu ten dom, który kiedyś był piękny,

wiesz jakie piękne i zdobne bywały secesyjne kamienice,

ten dom o zmierzchu jest bardziej opuszczony.

Nie zapalają się światła w bezdennie ciemnych oczodołach okien.

Ten dom tkwi we mnie jak synonim samotności i przemijania,

zrujnowany w swym przepychu i wielki, cichy i smutny.

Cóż znaczy dom bez ludzi, on stworzony do chronienia,

odarty z przynależności, dojmująco niepotrzebny.

Tkwi w mych myślach jak drzazga, jak powiew nieodwracalności.

Cóż znaczy człowiek bez drugiego człowieka?

Rozprasza mnie ten miejski zmierzch w swej bezimienności.

Rozwiewa mnie wiatr, omiata mną chropawe chłodne mury.

Na wskroś, na zatracenie tak mocno, że aż nierealnie.

Ile jest stopni samotności? Ile można znieść coraz bardziej natrętnych tęsknot?

Wiem, że Ty mnie poskładasz z tych drobin jak ze szkiełek

w wielki kolorowy witraż, rozświetlony od wewnątrz.

Wiem, że to potrafisz, że tak się dzieje, gdy się spotkają ludzie.

Tylko jeszcze Cię poszukam, w tym gasnącym mieście...