Ona tańczy dla mnie

Ref. Ja uwielbiam ją, Ona tu jest
i tańczy dla mnie,
bo dobrze to wie, że porwę ją,
i w sercu schowam na dnie. x2

1. Moja dziewczyna patrzy często w oczy me,
i nie ukrywam- sprawia to przyjemność,
jak ją kocham tylko moje serce wie,
gdy mnie całuje, oddał bym nie jedno,
Jej ramiona ukojeniem dla mnie są,
bo przy niej czuję jak smakuje miłość,
i każdą chwile pragnę ofiarować bo,
jest tego warta nic się nie zmieniło,
boo, ja pragnę jejej, bo pragnę jejej, boo...

Ja uwielbiam ją, Ona tu jest,
i tańczy dla mnie,
bo dobrze to wie, że porwę ją,
i w sercu schowam na dnie x2

Boo, ja pragnę jejej, bo pragnę jejej, boo...

Ja uwielbiam ją, Ona tu jest,
i tańczy dla mnie,
bo dobrze to wie, że porwę ją,
i w sercu schowam na dnie x2

 

 

Pewne fenomeny kultury masowej należy traktować poważnie ze względu na ich niezwykłą popularność. Ostatnio fenomenem takim stała się piosenka zespołu "Weekend" - Ona tańczy dla mnie. Jako że śpiewa ją cała Polska, dobrze byłoby poddać tekst utworu szczegółowej i wnikliwej analizie.

Rozpocznijmy od refrenu, bo mam wrażenie, że wykrzykuje go kraj jak długi i szeroki: od Bałtyku po Tatry i od Odry po Bug. Znamienne jest, że podmiot liryczny nie wyznaje tancerce, iż ją kocha, tylko uwielbia. Istnieje tu pewne subtelna różnica semantyczna. Uwielbienie to miłość plus oddawanie hołdu i sakralnej wręcz czci. Fakt ów wyjaśniać może, dlaczego bohater pragnie ukryć adresatkę w sercu...na dnie.

Po wyjawionej deklaracji uwielbienia pojawia się zaskakujący komunikat: Ona tu jest. W tym krótki zdaniu pojawiają się dwa zaimki - jeden osobowy, drugi wskazujący oraz orzeczenie egzystencjalne. Zważywszy, iż w pierwszym zdaniu refrenu także pojawia się zaimek osobowy "ja" (Ja uwielbiam ją), rodzi się podejrzenie braku językowej kompetencji, a przynajmniej stylistycznej niezborności. Jest to jednak - jak mniemam - zamierzony zabieg autora tekstu, który pragnie zaakcentować emocjonalne relacje, jakie łączą go z uwielbianą tancerką. Stąd bierze się ta nadreprezentacja zaimków osobowych (warto zwrócić uwagę, iż w krótki refrenie znajdziemy jeszcze inne - w drugim wersie: mnie, i w trzecim powtórzony: )

W drugim wersie nadawca chełpi się: Ona tańczy dla mnie. Podkreślony został fakt wyłączności. Mogłaby tańczyć dla innych, mogłaby innych obdzielić swoim talentem tanecznym. Ale nie! Bohater zostaje wyróżniony. Wybrany. Może po prostu wyłowiony z tłumu mężczyzn. Tak przecież rodzi się uczucie. Znika całe tło - jestem tylko ja, ona i rura. W taki właśnie sposób refren oddaje grę subtelnych, skomplikowanych relacji emocjonalnych mężczyzny i kobiety, którzy przypadkowo spotkali się w klubie nocnym. On jako klient, ona jako klubowa artystka.

***

O ile refren jest kunsztowny pod względem językowym, o tyle zwrotka jest jeszcze bardziej finezyjna. Posłuchajmy: Moja dziewczyna patrzy często w oczy me/ i nie ukrywam - sprawia to przyjemność. Tu z kolei powinien pojawić się zaimek: mnie. Śledząc myśl moją, powiesz drogi czytelniku - "autor tekstu zdał sobie sprawę z częstotliwości użycia tej części mowy i postanowił wyhamować. Otóż, z całym szacunkiem, mylisz się. Mamy w tym wypadku bowiem do czynienia z zamierzoną przez autora perwersją lingwistyczną. Tu nastawiam wszędzie, gdzie potrzeba i gdzie nie potrzeba, a tu - nic. Prawdziwemu artyście wolno.

Jest jednak sprawa o wiele poważniejsza. Okazuje się, atoli, że jest tancerka dziewczyną podmiotu lirycznego. Fakt ten każe poważnie zastanowić się, czy hipotezę nocnego klubu można zweryfikować. Tekst okazuje się bardziej przewrotny, niż na początku sądziliśmy. Autor celowo i umiejętnie plącze wątki, by zmusić odbiorcę do dalszych eksploracji interpretacyjnych.

O uwielbieniu, jakim darzy adresatkę bohater, zdaje sobie sprawę wyłącznie jeden z mięśni znajdujący się w klatce piersiowej (jak ją kocham tylko moje serce wie). Za pocałunek swojej dziewczyny podmiot tego tekstu oddałby nie jedno. Co konkretnie - o tym nie wspomina, a przecież dobrze byłoby się dowiedzieć. To słabość tekstu, bo autor pozostawia tak ważną kwestię w zawieszeniu.

Kończąc tę analizę, warto jeszcze wspomnieć, że miłość bohaterowi lirycznemu tekstu smakuje. Rzeczownik abstrakcyjny, jakim jest miłość, zyskuje w ten sposób bardzo zmysłowy charakter. Nieprzypadkowo zresztą został wybrany smak. Podmiot mógłby słyszeć miłość albo patrzeć na miłość względnie ją wąchać, ale, umówmy się, nie byłoby to już to samo. I przypuszczalnie smak miłości eskaluje żądze kochanka, które są tak potężne, że ma on nawet problemy z ich artykulacją (boo, ja pragnę jejej, bo pragnę jejej, boo...).

Słowem, mamy do czynienia z tekstem niezwykłym, kunsztownym, z precyzyjnie wyrażoną treścią. Dzieło to nadaje się jak najbardziej do wykorzystania przez Centralną Komisję Egzaminacyjną na egzamin maturalny z języka polskiego na poziomie rozszerzonym.