JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Jak powszechnie wiadomo Hogwart jest specyficznym miejscem. Pominę fakt, że uczy się w tym zamczysku magii, wokół niego jest las, gdzie wszystko co się rusza chce cię zeżreć i to, że mugol widzi w nim tylko ruinę. Całe to miejsce należy, jakby to określił jakoś rąbnięty, ludzki filozof, co czegoś znacznie ważniejszego i niepojętego dla zwykłego rozumu prostego człowieka. Czy tak naprawdę jest, nie wiem, ale mogę się zgodzić, że raz, w tym miejscu dzieje się naprawdę sporo dziwnych, zwykle prawie niemożliwych o racjonalnego wytłumaczenia zjawisk, dwa, tu dosłownie i w przenośni można zatracić samego siebie. Skąd to wiem? Odpowiedź jest prosta. Nie jestem aż tak wielkim dupkiem i empatyczną znieczulicą, by nie zobaczyć, że osoby w tym drugim, niby lepszym świecie, znikają. Czasami wracają, czasem nie, ale jeśli już wrócą to będą to tylko te same osoby ciałem, wyglądem, bo w głowie może siedzieć już zupełnie inna osoba, która już nie będzie pamiętała niczyjej twarzy, uczuć, wydarzeń, nie zapamięta niczego związanego ze swoim starym życiem...

Nigdy nie sądziłem, że będę miał okazję, albo raczej nieszczęście spotkania się z taką osobą, która nie powiem, była kiedyś dla mnie ważną osobą i bliską, ale aktualnie zna mnie tylko ze szkolnego korytarza. Postanowiłem przypomnieć się jej niekoniecznie w 'profesjonalny', albo raczej łagodny sposób. Oczywiście jak to ja miałem w zwyczaju. Bo w końcu kto by się bawił w jakieś głupie konwenanse z osobą, którą zna się już prawie połowę swojego życia, a jej braci praktycznie całe, a przynajmniej większość. Mowa oczywiście o Avalon. Mojej bliskiej przyjaciółce, która któregoś dnia zniknęła i nie pojawiała się przez dłuższy czas, aż ni stąd ni zowąd pojawiła się w szkole i nie poznawała nikogo. Nawet mnie. Na swoje szczęście nie musiałem sprawdzać tego na własnej skórze, bo w odpowiednim momencie wycofałem się ostrzeżony siarczystym policzkiem wymierzonym przez nią jej przyjacielowi. Już w tedy wiedziałem, że będzie ciężko, ale mimo wszystko wiedziałem w głębi siebie, że muszę ją odzyskać za wszelką cenę.

Właśnie dlatego postanowiłem mieć na nią oko. W każdej wolnej chwili odnajdywałem ją spojrzeniem i pilnowałem, by margines społeczny w postaci czarodziejów, którzy nie akceptowali uczęszczających do szkoły istot nadprzyrodzonych nie skrzywdzili jej. Ostatecznie to było łatwe, bo kiedy tylko znalazłem się w zasięgu wzroku takiej grupki od razu jakby zapomnieli po co tak właściwie zebrali się na korytarzu. Dlaczego to robiłem? Bo znałem jej sekret. Wiedziałem, że jest Driadą mimo usilnych prób zatajenia przez nią tego faktu. W końcu znudziło mi się pilnowanie jej i podchody na miarę szczeniaków ze szkoły podstawowej dla mugoli. Te kilka tygodni to było dla mnie już zdecydowanie za długo. Ostatecznie nadarzyła się idealna okazja do przypomnienia się mojej uroczej przyjaciółce. Domyślałem się, że nawet nie będzie miała pojęcia jak mam na imię, ale dla niej warto będzie zacząć wszystko od nowa.

Wspominałem już, że i ja w pewnym sensie jestem wyjątkowy? Nie, to trzeba to nadrobić. Otóż potrafię czarować bez pomocy różdżki. Kryję się z tym, a przynajmniej staram, bo nauczyciele nie są ze bardzo z tego dumni w przeciwieństwie do mnie. Uwielbiam tą zdolność i często z niej korzystam, by zaskoczyć przeciwnika. Tak też było i tym razem. 

»»————- ★ ————-««

Było w miarę słoneczne i ciepłe, jesienne popołudnie. Sporo uczniów spędzało jednak czas solny w zamku, a jedynie garstka przesiadując na błoniach. Właśnie tam ją znalazłem, siedzącą na trawie zaczytaną w jakiejś księdze. Oparłem się o mur obserwując ją z daleka. Nie zapowiadało się na nic tego dnia, ale jednak. Jakaś grupka uczniów, może z szóstej klasy zagłuszyła ciszę swoimi głośnymi rozmowami. Będąc kilka kroków ode mnie zaczęli wskazywać mnie palcem i wyśmiewać, że tylko stoję obserwując dziewczynę zamiast się za nią zabrać. Przewróciłem jedynie z zażenowaniem oczami. Dzieciarnia...pomyślałem kierując wzrok z powrotem na dziewczynę. Pawałem szczerą nadzieję, że ta banda podrostków przejdzie dalej robiąc to co umieją najlepiej, ale nie. Nadzieja to jednak suka, cholera. Zaczęli schodzić po skarpie w stronę dziewczyny, wymachując różdżkami i krzycząc różne epitety w jej stronę. Idealna okazja do wykorzystania, choć osobiście uważam, że w trochę inny sposób powinienem się przypomnieć dziewczynie. Zanim zdołali do niej dotrzeć ta się odwróciła i gwałtownie wstała. 

W ułamku sekundy pojawiłem się miedzy dziewczyną, a grupką dzieciaków. Dzieciaków, ha. Co z tego, że są zaledwie rok ode mnie młodsi. Umiejętnościami prześcigam ich wszystkich razem wziętych i najwyraźniej trzeba im o tym przypomnieć. - Osobiście radzę mierzyć się między sobą, a nie atakować osoby, która ataku się nie spodziewa. Szczególnie kobiety. - powiedziałem spokojnym tonem jednak swoją postawą dawałem im znać, że jak tak bardzo chcą bitwę to ja zawsze. - Odsuń się to nie o ciebie chodzi. To ona jest dziwolągiem. - krzyknął wysoki blondyn wysuwając się na przeciw, wyciągając różdżkę i mierząc we mnie. - Dziwolągiem to zaraz ty zostaniesz. - prychnąłem, a moje oczy zmieniły kolor najpierw na czarny, a zaraz potem na kolor ciekłego złota, wilcze oczy. Grupa odstąpiła, ale główny prowodyr sprzeczki nic sobie z tego nie robił tylko machnął różdżką. Skupiłem się przez chwilę. Nic się nie stało. - Co się stało? Czary mary ci wysiadło? - zaśmiałem się mówiąc to, a ten zbladł jakby zobaczył ducha. - Pryskać mi stąd. - zaczęli uciekać, a ja odwróciłem się w stronę dziewczyny. - W porządku? - zapytałem po czym nieznacznie się uśmiechnąłem.

49f641fd88f8cf8eff0f1a4ee334425c.png     753908409b8472c129069e43574ab483.jpg     40ef7ea32d3594b819d8a039ceec4bcf.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━