Odwrót od mięsa

Z kraju, w którym do niedawna o mięso się bito, Polska staje się krajem, w którym niejedzenie mięsa powoli, acz systematycznie staje się coraz popularniejsze.

 

Moje pokolenie, a jeszcze bardziej moich rodziców, w czasach PRL-u mierzyło własny dobrostan – o ile można tak w ogóle powiedzieć – dostępnością mięsa w sklepach. To właśnie jego braki na rynku prowokowały do protestów społecznych i strajków robotniczych. A mięsa brakowało, bo je eksportowaliśmy.

Dostępność mięsa była w tamtych czasach synonimem socjalnego bezpieczeństwa. Doświadczenia okresu międzywojennego i okupacji, wygłodzenia dużej części społeczeństwa, były w PRL-u bardzo żywe. Każdy brak czy podwyżki cen były momentalnie zauważane i komentowane.

Największa afera gospodarcza w Polsce lat 60. była aferą mięsną. Aresztowano w niej 400 osób za kradzież mięsa, zamienianie mięsa lepszego na gorsze, fałszowanie faktur, łapówkarstwo. W stosunku do trzech oskarżonych prokuratorzy wnosili o karę śmierci. Ówcześni sędziowie, o mentalności służebnej względem władzy ludowej, skazali dyrektora Miejskiego Handlu Mięsem Warszawa Praga Stanisława Wawrzeckiego na karę śmierci. Był to rok 1965. Władza, która nie była w stanie dać ludziom tyle mięsa, ile by chcieli, dała im igrzyska – szeroko opisywany w prasie proces. A na koniec na ołtarzu społecznego spokoju złożyła krwawą ofiarę, kozła ofiarnego, żeby tylko pokazać ludowi, jak bardzo o niego dba.

Podwyżka cen detalicznych mięsa w grudniu 1970 roku była bezpośrednią przyczyną strajków i demonstracji na wybrzeżu, co zakończyło się otworzeniem ognia przez wojsko do robotników i dziesiątkami ofiar. Strajki radomskie w 1976 roku też rozpoczęły się od podwyżek cen żywności, a przede wszystkim mięsa. Zginęło tylko kilka osób, ale około dwustu było rannych w wyniku brutalnych pacyfikacji, a represje dotknęły prawie tysiąc osób. Najważniejsze polskie strajki, te z sierpnia 1980 roku, kiedy powstała „Solidarność” – też zaczęły się w proteście przeciwko podwyżkom cen mięsa.

Można by rzec, że w powojennej Polsce wszystko kręciło się wokół mięsa.

I oto dożyliśmy czasów, gdy niejedzenie mięsa staje się modne. Ale nie modne modą przelotną. To nie chwilowa fanaberia przejedzonego pokolenia dobrobytu, ale nowy ruch bazujący na kolejnych badaniach naukowych. Z jednej strony dowodzą one nie tylko wyższości zdrowotnej diety bezmięsnej nad mięsną, ale także, z drugiej strony – wpływu globalnej hodowli mięsa na efekt cieplarniany. Ludzie coraz bardziej świadomi ekologicznie, segregujący śmieci, sprawdzający poziom zanieczyszczenia smogiem powietrza przed wyjściem z domu, oszczędzający wodę i energię – zaczynają się zastanawiać, czy nie nadszedł czas  na zmianę diety, na prozdrowotną i jednocześnie proekologiczną.

Ostatnio polskie i nie tylko polskie media obiegła wieść, że Robert Lewandowski kilka miesięcy temu przeszedł na wegetarianizm. Ponoć to tymczasowa zmiana, ale już widać, że dobra. Bo czy to przypadek, że po rezygnacji z mięsa nasz futbolista wszech czasów, mimo wieku do niedawna piłkarsko przedemerytalnego, pobił w sezonie jesiennym wszelkie dotychczasowe rekordy bramkostrzelności – własne i innych gwiazd futbolu?

A przecież jeszcze nie tak dawno dowodzono, że tylko mięso daje siłę. A tu, proszę – odwrotnie. Zresztą, gdybyśmy żyli bliżej natury, przyglądając się choćby życiu zwierząt, kłam tej tezie zadałyby już dawno słonie, nosorożce czy bawoły – najsilniejsze na świecie zwierzęta roślinożerne.

A jako że jesteśmy podobno narodem religijnym, zakończę dodatkowym argumentem dla rozważających zmianę diety na bezmięsną. Otóż na samym początku Pisma Świętego, w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju, czytamy, jak Bóg po stworzeniu ludzi powiedział im: „Oto daję wam wszelką roślinę wydającą nasienie na całej ziemi i wszelkie drzewa, których owoc ma w sobie nasienie: niech będzie dla was pokarmem”. I zaraz „spojrzał Bóg na wszystko, co uczynił, a było to bardzo dobre” – dieta bezmięsna też.

Andrzej Siciński

 

[Felieton został pierwotnie opublikowany w miesięczniku „Znaki Czasu” 1/2020].