O różnicy między szykowną a perfekcyjną panią domu.

Prawdopodobnie kupujesz za dużo ubrań. Cóż, nic dziwnego: kobiece pisma, portale i programy telewizyjne przesycone są komunikatami, które mogą zachwiać samooceną każdej kobiety.

 

Prawdopodobnie kupujesz za dużo ubrań. Cóż, nic dziwnego: kobiece pisma, portale i programy telewizyjne przesycone są komunikatami, które mogą zachwiać samooceną każdej kobiety. Coraz nowe produkty do pielęgnacji, ubrania, wyprzedaże, okazje… wpadamy w szał zakupów, bo ciągle nam się wydaje, że kolejna nabyta rzecz pozwoli nam w końcu poczuć się ze sobą dobrze.

Wczoraj jeszcze nie wiedziałaś, że masz wysokoporowate włosy. Ba! Nie wiedziałaś, że włosy mają jakąś porowatość. Dziś, po lekturze jakiegoś (może sponsorowanego, może nie, już nie pamiętasz) artykułu i kwerendzie na kilku blogach namiętnie wyrywasz sobie włosy i moczysz w szklance, by sprawdzić, kiedy opadną. Zastanawiasz się, jak wzbogacić pielęgnację. Kupujesz kolejną odżywkę. Ile kosmetyków zmieści Twoja łazienka? Za tydzień przeczytasz, że przeproteinowałaś włosy i trzeba teraz ratować czuprynę po poprzedniej pielęgnacji.

Chcemy być… no właśnie, jakie?

Jedna sprawa, że często nadmierna pielęgnacja czy kompulsywne zakupy są symptomami głębszych problemów, na rozważenie których nie ma tu miejsca: lęków, niezaspokojonego pragnienia akceptacji, samotności. Współczesna kultura na większość kobiecych bolączek podsyła to jedno proste rozwiązanie: bądź ładniejsza, to ktoś Cię pokocha.

Druga rzecz, to to, że obsesyjne kupowanie wcale nie sprawia, że jesteśmy atrakcyjniejsze. W ciekawy sposób  opowiada o tym kalifornijska pisarka Jennifer L. Scott, która wyjechała na wymianę studencką do Paryża i żyła w domu bogatej francuskiej rodziny. Ku zaskoczeniu dziewczyny, legendarny paryski szyk w ogóle nie był zależny od ilości posiadanych rzeczy. Madame Chic, czyli przewodniczka autorki po świecie mody (stąd tytuł „Lekcje Madame Chic”) pokazała dziewczynie, że istotą prawdziwego styku nie jest szafa wypchana po brzegi ani zagracona łazienka. Styl to sposób w jaki dobierasz ubrania (także do samej siebie), to sposób, w jaki mówisz, gestykulujesz, w jaki przyjmujesz u siebie gości. Urządzasz przyjęcie? Nie, nie ma nic szykownego w robieniu zakupów za pół pensji w ekskluzywnych delikatesach, by przyrządzisz danie, znalezione na modnym blogu. Szykowna pani domu (szykowna, nie perfekcyjna) podaje to, co lubi i co zazwyczaj je, nie wstydzi się siebie. Nie oszczędza, by  potem „zastawić się, a postawić się”. Robi prosty makaron. Podaje aperitif, choćby bezalkoholowy. Często wybucha śmiechem. Inni czują się przy niej dobrze. Ma w szafie mało ubrań: tylko te, które lubi. Zastanawia się, zanim kupi coś nowego, bo docenia to, co ma. Zresztą, nie to jest najważniejsze. Kiedy zaczyna opowiadać, kiedy się uśmiecha, to właśnie jej wnętrze jest najważniejsze. Wie, dobrze wie, że nie jest manekinem.

3395a74f2881d0eb8a8b7124a7f2e008.jpg

Piszę o tej książce, ponieważ jest ważna i potrzebna w świecie kobiet, którym stawia się pod nos perfekcyjną panią domu. A kim ona jest? Cały czas spiętą, skoncentrowaną na nie swoich potrzebach, prawdopodobnie znerwicowaną i niezdolna do prawdziwej radości kobietą. Perfekcyjna pani domu ma ciągle poczucie winy, że nie jest dość doskonała. Zostawiła kurz na dnie wazonu. Chyba jej koszula nie do końca odpowiada trendom. O boże, ma zmarszczkę. Jej uśmiech jest ustaloną maską, w której jej twarz prezentuje się optymalnie.

Scott pokazuje, że nie tu tkwi piękno. Jej książka pozwala spojrzeć z dystansu na atakujące nas anorektyczne modelki, oferty pilingu za tysiąc złotych czy  magazynów lifestyle’owych, w których pokazuje się tylko twarze w plastikowym, gładkim bezruchu. Pokochajmy więc Paryżankę w nas, która kocha samą siebie i dlatego kocha innych; lubi przyjmować ich u siebie, ale też lubi samotność. Ona się nie napręża. Nie stresuje. Nic nie robi na pokaz. Jest zdrowsza i szczęśliwsza.