O obrotach ciał niebieskich. Przedmowa

... im niedorzeczniejsza teorya moja o biegu ziemi zrazu wydawać się będzie wielu osobom, tém większego uwielbienia i względów dozna ...

 

Wiém ja dobrze, Ojcze Święty, iż skoro tylko niektórzy się dowiedzą, że ja w dziele mojém o obrotach ciał niebieskich, przyznaję kuli ziemskiéj pewne biegi, zaraz oni na mnie powstaną i potępią to moje zdanie. Nie jestem ja bowiem tyle do pracy mojéj przywiązany, żebym nie miał zważać co téż inni o niéj sądzić będą. A lubom przekonany, że wyobrażenia i pomysły uczonych, często się różnią od sądu pospólstwa, dlatego że usiłowaniem ich jest dochodzić prawdy we wszystkich rzeczach, o ile tego rozumowi ludzkiemu dozwolił Stwórca, sądzę przecież, że zdań z prawdą sprzecznych unikać należy.

Dlatego zważywszy za jak niedorzeczny wymysł zapewne poczytają moję teoryą ci, którzy wielowiekowym sądem zdanie utwierdzone przyjmują, że ziemia nieporuszona w przestrzeni nieba, jest jakby jéj punktem środkowym, ja zaś ponieważ przeciwnie utrzymuję, że ziemia podlega biegowi, długo wahałem się, czy mój wykład, dowodzący jéj biegu, miałem światu ogłosić, lub téż czy nie lepiéj byłoby pójść za przykładem uczniów Pitagoresa i innych uczonych, którzy nie piśmiennie, lecz ustnie udzielać zwykli byli tajemnic filozofii, jedynie krewnym i przyjaciołom, jak to świadczy list Lizyda do Hipparcha.

Czynili oni to, według mego zdania, nie jak niektórzy sądzą, przez jakąś zazdrość w udzielaniu wiadomości drugim, ale dlatego, ażeby rzeczy najpiękniejsze zbadane pracą wielkich mężów, nie były lekceważone przez tych, którzy albo się lenią poświęcać zacną pracą jakiéj nauce gdy nie jest zyskowną, albo jeśli zachęceni uwagami i przykładem drugich, wezmą się do uszlachetniającéj człowieka nauki, tak się jednakże przez niedołężność umysłu swego mąją do prawdziwie uczonych, jak trutnie do pszczół.

Gdym się więc nad tém zastanawiał, obawa pogardy jaką na siebie ściągnąć mogłem z przyczyny nowości i niedorzeczności méj teoryi w oczach wielu osób, o mało mię nie skłoniła do zaniechania zamiaru wydania ułożonego dzieła.


(...)

... im niedorzeczniejsza teorya moja o biegu ziemi zrazu wydawać się będzie wielu osobom, tém większego uwielbienia i względów dozna, gdy przez ogłoszenie moich wyjaśnień, gruba mgła niedorzeczności mocą najoczywistszych dowodów usuniętą zotanie. Ulegając przeto tym namowom i powodowany czynioną nadzieją, pozwoliłem nakoniec moim przyjaciołom, ażeby dzieło oddawna oczekiwane wydali.


(...)
Jeżeli się przypadkiem znajdą lekkomyślni, którzy nieobeznani z żadną częścią matematyki zechcą wszelako o każdéj sąd swój dawać, powołując się na pewne miejsce pisma świętego, źle do tego celu naciągnione, i ośmielą się dzieło moje ganić i potępiać, oświadczam: iż o takich wcale nie dbam, tak dalece, że nawet ich sądem jako płochym, gardzę.

Wszak wiadomo, jak Laktancyusz, zkądinąd znakomity pisarz, ale niebardzo dobry matematyk, dziecinnie o kształcie ziemi rozprawiał; jak się naśmiewał z tych, którzy utrzymywali, że ziemia ma postać kulistą. Dlatego, niech to nie zadziwi uczonych, jeżeli i nas podobny los spotka. Prawdy matematyczne, mogą tylko matematycy rozbierać, i onito wyrzekną, jeśli się nie mylę, że ta praca moja nie będzie bez pewnego pożytku ...

 

Autor: Mikołaj Kopernik

Licencja: Domena publiczna