...o iluzji małżeństwa

Zauważyłem ostatnio z pewnym specyficznym zadziwieniem, że żyję w społeczeństwie, które ma głowy załadowane masą nikomu niepotrzebnych informacji. Stałem się uczestnikiem quizu, w którym zadawano najbardziej nonsensowne pytania świata, typu: jak brzmi nazwisko pana, który wczoraj pojawił się w gazetach z tego powodu, że zamówił fish&chips w miejscowości odległej dziesiątki kilometrów od domu? Ku mojemu zdziwieniu, na sali znalazły się osoby, które potrafiły na tak absurdalne pytanie odpowiedzieć.

 

Właściwie, to nie przeszkadza mi, że ktoś ma głowę zawaloną tego typu informacjami. W końcu, czy poznanie i zapamiętanie jakiegoś przypadkowego, zupełnie niepotrzebnego do czegokolwiek – oprócz pubowych konkursów - nazwiska komukolwiek może zaszkodzić? Jak najbardziej nie. Niemniej, jest pewna wiedza, która tworzy szkodliwe przekonania. Te szkodliwe przekonania mają wpływ na jakość naszej egzystencji – i tak samo jak szkodliwe substancje uwalniane z rur wydechowych samochodów zanieczyszczają powietrze, tak samo i one zatruwają nasze życia. I o dziwo, prawie wszyscy, z automatycznego pędu, te przekonania przyjmujemy jako swoje własne i co więcej, dla wielu stają się one marzeniami, ideałami i celami do realizacji. Jednym z takich szkodliwych, zatruwających życie przekonań jest iluzja małżeństwa.

 

Zdaję sobie sprawę, że w wyobraźni wielu osób, pań zwłaszcza, jestem za takie stwierdzenie właśnie biczowany, krzyżowany, torturowany, gilotynowany i palony na stosie - brutalnie i bez cienia litości ;) W końcu, ideał księcia na białym koniu, pięknej sukni ślubnej i wzruszającego marszu weselnego Mendelsona, zwiastującego chwile błogości i cudowności, to najpiękniejsza wizja zakorzeniona w głowie nie jednej przedstawicielki płci pięknej. A potem żyli długo i szczęśliwie...

 

...Ale czy naprawdę? W końcu, przysięga małżeńska, która ma łączyć ich dopóki śmierć ich nie rozdzieli, to jedno z NAJWIĘKSZYCH POWSZECHNIE SPOŁECZNIE AKCEPTOWALNYCH KŁAMSTW. Czy na takim kłamstwie można opierać długą, szczęśliwą i spełnioną relację partnerską? W moim przekonaniu – absolutnie nie. I już wyjaśniam, od podstaw, dlaczego.

 

Przede wszystkim, poprzez słowa przysięgi małżeńskiej deklarujemy partnerowi miłość, wierność, szczęście i zgodność, które w zależności wersji ślubu – ma trwać albo do śmierci (wersja Kościóła Katolickiego), albo po prostu ma być trwałe (przysięga w Urzędzie Stanu Cywilnego), co zasadniczo na jedno wychodzi. Tym samym składamy obietnicę, która sama z siebie jest potwornym kłamstwem - nikt z nas nie jest na tyle rozgarnięty, jasnowidzący i superświadomy, aby wiedzić, co będzie robił powiedzmy za rok czy dwa, ale – z całą powagą gotowi jesteśmy przysiąc, że będziemy żywić przez całe życie – czyli za lat 5, 10 czy 50 dokładnie takie same szlachetne uczucia do drugiej osoby!

 

Cóż za straszne łgarstwo! Jeszcze nie poznałem osoby, która powiedziałaby mi: moje życie, poglądy, stosunek do świata i ludzi za dwadzieścia lat będzie wyglądał dokładnie tak a tak. Skoro całe życie się zmieniamy, zmieniają się nasze ciała, poglądy, przekonania, myśli, uczucia, ewoluuje cały system wartości – czy istnieje jakakolwiek przesłanka, która pozwala nam stwierdzić, że daną osobę będziemy w przyszłości traktować identycznie tak samo jak to robimy teraz? Szczera odpowiedź brzmi: nie, nie mamy najmniejszego powodu aby uznać, że tak faktycznie będzie. A skoro nie wiemy, kim staniemy się w przyszłości i co będziemy czuć, przysięganie czegokolwiek drugiemu człowiekowi jest zwykłym kłamstwem.

Co ciekawe, na iluzji tego małżeńskiego kłamstwa zasadza się grupa innych kłamstw, w które chcemy wierzyć tak głęboko, że pozwalamy sobie akceptować złudzenie przysięgi małżeńskiej jako prawdziwe i nie dostrzegać, że nasze życie coraz bardziej przypomina kruchy domek z kart.Cztery zasadnicze filary budowane na małżeńskim kontrakcie wyglądają następująco:

 

1. Iluzja trwałości – wynika bezpośrednio z treści przysięgi młżeńskiej i zasadza nas we fałszywym przekonaniu, że właśnie zakończyliśmy „łowy” i starania i zdobycz w postaci współmałżonka będzie naszą już na resztę życia. Samo to przekonanie często jest w miarę nieszkodliwe, choć mogą wynikać z niego mniej przyjemne konsekwencje. Przestajemy czuć potrzebę bycia atrakcyjnymi dla partnera – misiowi wyrasta z czasem mięsień piwny zaś cudowna księżniczka obrasta fałdami tłuszczu, jako że wreszcie może obżerać się bez ograniczeń słodyczami.Przestajemy adorować i dbać o partnera partnera, pielęgnować to co najcenniejsze - czyli miłość i uczucie - i wszystko to z powodu fałszywej iluzji, że druga osoba,na mocypodpisanego cyrografu, należy nam się już na zawsze.

 

2. Iluzja bezpieczeństwa to jeden z głównych motywów zawierania małżeństwa, mający swoje biologiczne korzenie w naszej zwierzęcej przeszłości. Poszukiwanie oparcia w partnerze to głównie cecha kobiet, przekonanych o własnej słabości, zagrożeniach w płynących z życia, nie potrafiących odnaleźć swojego miejsca i liczących na wsparcie partnera. Rzecz jasna układ jest obustronny – mężczyzna w zamian dowartościowuje się przez opiekowanie się słabszą istotą, także każdy pozornie odnosi korzyść. Do czasu.W pewnym momencie jedna ze stron znudzi się lub zmęczy odgrywaną rolą – znam kobiety które wyrastały na silne, samodzielne i niezależne osoby, jak i mężczyzn, którzy uświadamiali sobie, że „kula u nogi” w postaci uzależnionego partnera mocno podcina im skrzydła. W obu przypadkach zaprzestanie chęci odgrywania nieświadomych scenariuszy z reguły kończy relację, uświadamiając jasno najprawdziwszą z prawd – nie grożą nam już żadne dzikie zwierzęta iprawdziwe bezpieczeństwo możemy odszukać jedynie we własnej sile.

 

3. Iluzja własnościwiele osób żyje w przekonaniu, że kontrakt małżeński gwarantuje im kontrolę nad osobą współmałżonka i nad jego wolnością. O ile standardowe historie, jak np. koniec z wychodzeniem ze znajomymi na piwo są jeszcze do przyjęcia i zaakceptowania, o tyle zabijanie w drugim człowieku pasji i pragnienia samorealizacji ponieważ nie zgadzają się one z naszymi egoistycznymi wizjami życia jest często tragiczne w skutkach. W efekcie zamiast pełnej optymizmu, pasji i radości z życia pary otrzymujemy dwa automaty trzymające się wzajemnie w sidłach swoich ograniczających wyobrażeń, zaśwolność zostaje zduszona ciężarem lęku. I czy można zdziwić się, że w takim układzie z czasem miłość zamienia się w rutynę?Oto i pełna automatyka, kochani.

 

4. Iluzja szczęścia – wstępujemy w związek małżeński, aby dawać i otrzymywać szczęście. W rzeczywistości, przypomina to nieco handel wymienny, gdzie wymieniamy się obiektami, które uważamy za dające nam spełnieniedasz mi seks i ciepłe obiadki, to obiecuję przynosić do domu pieniążki i zrealizuję twoje marzenia o dzieciach. To daje zadowolenie. Niestety, nasze potrzeby z czasem się zmieniają i wówczas handel przedmiotami szczęściazwykle się załamuje, albo zaczynamy go manipulacjami naginać do naszych oczekiwań. Seks? Jak najbardziej, ale dopiero wtedy gdy (i tutaj lista żądań); pieniądze na fryzjera? Pewnie, rozkładaj nogi.I tak dalej. W efekcie szczęście które miało trwać na zawsze znika, zamieniając się w ciężki do udźwignięcia wór wzajemnych uzależnień i uwarunkowań.

 

Prawdopodobnie po przeczytaniu tych słów, jesteś, szanowny Czytelniku, przekonany o tym, że autor jest zupełnym wrogiem trwałych związków. Wprost przeciwnie! Jestem jedynie przeciwny kłamstwom i fałszywym wyobrażeniom. Trwałe związki są dla mnie bardziej wartościowe niż romanse na jedną noc (choć przyznaję, że czasami relacja trwająca tylko kilka chwil potrafi wpłynąć na bieg życia). To w długotrwałych związkach kreujemy specyficzną, wyjątkową, dwuosobową subkulturę – dojrzewamy, dorastamy, poznajemy i odkrywamy siebie oraz partnera, doświadczamy porozumiewania się bez słów, realizujemy długofalowe cele czy stwarzamy dogodne warunki do wychowania potomstwa. Nie jestem też fanem kończenia związków jako ucieczki od problemów – doskonale bowiem wiem, że nie można uciec od samego siebie, a zamieciony pod dywanik problem prędzej czy później wyjdzie na wierzch, niezależnie od tego, czy obok mnie będzie Jadzia, Krysia czy Czesia ;)Tylko, czy naprawdę do tego wszystkiego potrzebne są nam fałszywe, publiczne deklaracje zakończone weselną pompą i zakrapiane ostro wódką? Przecież można to zrobić zupełnie inaczej, bez kłamstw, obietnic bez pokrycia i fałszywych przyrzeczeń, wystarczy oprzeć relację na wartościach, które są prawdziwie cenne i znaczące:

 

1. MIŁOŚĆ. Jedyny kontrakt, jaki nas łączy to miłość. Próbowałem kiedyś w raz z grupą osób, w ramach pewnego szkolenia, zdefiniować czym jest miłość. Różnych odpowiedzi było mniej więcej tyle, ile było osób na szkoleniu. Nie ma jednoznacznej definicji i określenia, którym można ten stan nazwać i ewidentnie wymyka się on jakimkolwiek próbom ograniczenia go i sprowadzenia do postaci słów. Nie można nikomu powiedzieć – „kochaj tak a tak” bez zabijania jego własnego doświadczenia. Skoro miłości nie można zawrzeć w słowach, zawieranie jakichkolwiek kontraktów nie ma większego sensu (no chyba, że komuś zależy np. na zniżkach z racji ulg podatkowych dla małżonków ;). Miłość między dwojgiem ludzi jest najcenniejszym doświadczeniem.

 

2. DZIELENIE SIĘ. Jesteśmy ze sobą po to, aby obdarowywać się wzajemnie tym, co mamy najlepsze i najpiękniejsze, dzielić się radością i szczęściem, inspirować i wnosić do relacji to, czym naprawdę jesteśmy. Nie jestem tutaj po to, aby spełniać Twoje zachcianki. Nie jestem podnóżkiem ani służącym, nie tresuj mnie jak psa, gdyż nie będę przynosił ci w pysku kapci. Nikt z nas nie jest lepszy czy gorszy, jesteśmy inni – ja mężczyzna, ty kobieta, wzajemnie zasługując na szacunek i uznanie. Jesteśmy równi.

 

3. DOJRZAŁOŚĆ. Dojrzałość to odpowiedzialność. Ja jestem odpowiedzialny za siebie, ty – za siebie. Mogę ci podać rękę kiedy będziesz w potrzebie, ale tylko po to, abyś sama stanęła na swoich nogach, a nie po to, abyś korzystała ze mnie już na zawsze. Jeśli masz zły humor lub napad agresji, to zauważ, że powstał on w tobie i twoim wyborem zawsze będzie co z nim zrobić. Niech każdy z nas będzie odpowiedzialny za siebie, swoje myśli i uczucia – i naprawdę będzie dobrze.

 

4. PRZEMIJANIE I ŚMIERĆ. Nic nie trwa wiecznie.Wszystko co ma swój początek ma i swój koniec – cóż za perfekcyjne słowa!Nie mogę ci obiecać, że będę kochać cię za 20 lat – gdyż to będzie kłamstwem. Ale mogę ci obiecać, że będę kochał cię teraz. Nawet nie muszę tego mówić, poczuj to, zobacz w każdym moim słowie, czynie i geście. I że budząc się jutro rano również zapragnę odnowić obietnicę miłości. I będziemy tą obietnicę odnawiać cały czas, tak długo, jak długo tego oboje zapragniemy.

 

5. WOLNOŚĆ. Ty jesteś wolna, ja jestem wolny. Wolność, swoboda i prawo samostanowienia to filary naszego ponadczasowego istnienia. Wspaniale jest w ramach bycia wolnym świadomie wybierać towarzystwo danej osoby. I ponawiać ten wybór, choćby przez lata, do końca tego życia a nawet i później, a nie tylko opierać naszą decyzję o prawny kontrakt zawarty w przeszłości. Jednakże, jeśli dwie osoby, zrobiły co mogły, aby naprawić zaistniałe przeszkody czy problemy i nie chcą być już razem, pozwólmy im się rozstać. Lepiej bowiem aby próbowały na nowo się zdefiniować i określić, niż toczyły niewolnicze życie siłą rozpędu, bo kiedyś sobie coś obiecały. Nie można nikogo przetrzymywać przy sobie na siłę, to odbiera wolność i zabija radość w życiu.

 

6. BYCIE SOBĄ. Bądźmy sobą. Nie grajmy, nie udawajmy ani nie czarujmy. Budujmy relacje na zaufaniu i otwartej komunikacji a nie manipulacjach. Rodzi to niezwykłą lekkość i swobodę w relacji.

 

I to tyle. Nie wygrałem quizu, niewiele znam nazwisk znanych aktorów czy reżyserów, nie wiem z kim aktualnie sypia Tom Cruise czy Doda. Nie mam też zielonego pojęcia co za mężczyzna zamówił owo danie. Za to w mojej głowie jest to, co napisałem powyżej i... zupełnie mi z tym dobrze :)

 

Pozdrawiam Cię serdecznie, o Dzielny Człowieku, który wytrwałeś do samego końca, zrozumiawszy, mam nadzieję, przesłanie tych słów :)

 

Elijah

www.elijah-blog.info