(Nie)zaprzeczalne prawdy kościelne

Wiecie, jakiego słowa najbardziej nie cierpię? DOGMAT. Nie, nie chodzi mi o to, że nieprzyjemnie brzmi, a raczej o to, że na skutek jego funkcjonowania, zatraca się wolnomyślicielstwo oraz szerzy się ciemnota. Stworzyli je księża (którym najprawdopodobniej zależało na kontroli i wyzysku bliźnich), nie mówiąc do końca, na jakiej podstawie je ustanawiają. Pewnie przebąkiwali coś o bogu, Maryi - i to miało wystarczyć. W tym artykule, omówimy kilka z tych katolickich, "nieomawialnych1 prawd" i zobaczymy jak bardzo mogą one zawirować w głowach ludzi. W artykule uwypuklę również sprzeczności między dogmatami kościoła a Biblią.

"W imieniu czterystu Ojców i swoim zanosimy prośby, którymi jednomyślnie, najpokorniej błagamy Najświętszego Pana [papieża], by był łaskaw na tym Św. Soborze Powszechnym ustalić i określić wyraźnymi słowy Nieomylność Najwyższego Biskupa. Niech Wasza Najczcigodniejsza Eminencja zechce przyjąć te nasze prośby.(...)" - tak w skrócie, brzmiał postulat, który wystosowali Ojcowie Soboru Watykańskiego I, do Piusa IX. "Najczcigodniejsza Eminencja" zechciała spełnić te prośby, i 18 lipca 1870 roku został ogłoszony dogmat o nieomylności papieża - i… tak to się zaczęło

Roszczenia do jakiejkolwiek papieskiej nieomylności rozbijają się o liczne błędy popełnione przez papieży, którzy zaprzeczali sobie nawzajem, a nawet stawali po stronie herezji. Marcelin (296-304) popełnił bałwochwalstwo, składając ofiarę w świątyni rzymskiej bogini Westy. Papież Liberiusz (352-66) przyjął arianizm, odrzucając boskość Chrystusa; papież Zosimus (417-18) stanął po stronie pelagianizmu; papież Honoriusz I (625-38) okazał przychylność monotelitom, za co został pośmiertnie ekskomunikowany, Wigiliusz (537-55) wziął stronę monofizytów. Grzegorz I (590-604) nazwał antychrystem tego, kto przywłaszczyłby sobie tytuł biskupa powszechnego, co uczynił papież Bonifacy III (607-608). Eugeniusz IV (1431-39) zgodził się na przywrócenie Wieczerzy Pańskiej pod postacią wina w Czechach, podczas gdy Pius II (1458) zgromił ten zwyczaj. Papież Hadrian II (867-72) uznawał śluby cywilne, zaś Pius VII (1800-23) potępił je. Sykstus V (1585-90) pochwalił drukowanie i czytanie Pisma Świętego, podczas gdy Pius VII zganił tych, którzy je czytają. Klemens XIV (1767-74) zniósł zakon jezuitów, zaś Pius VII przywrócił go. Eugeniusz IV (1412-31) potępił Joannę D'Arc skazując ją na spalenie jako czarownicę, zaś Pius X (1903-14) beatyfikował ją, a Benedykt XV (1914-22) kanonizował jako świętą. Urban VIII (1623-44) zagroził torturami i śmiercią Galileuszowi, jeśli nie odwoła heliocentryzmu, zaś w 1992 roku Watykan przyznał, że ziemia jednak kręci się wokół słońca (czyżby w roku 1991 zmarł podtrzymujący ją żółw?). Pius XII (1876-1958) stwierdził, że ludzie wywodzą się od wspólnego przodka Adama, zaś Jan Paweł II zaakceptował część teorii ewolucji, według której człowiek wywodzi się z niższych form życia. Kto zatem miał rację? Jak obiektywnie o tym zadecydować? Którymi - z tak różnych wypowiedzi - kierować ma się zwykły katolik? A może powinien zostać ateistą? Jak znaleźć jeden wspólny kanon? Jak sklecić jeden kościół?

Jak to widzi Biblia:
Dogmat o nieomylności papieża, kościół zbudował na fragmencie: "A ja ci też powiadam, żeś ty jest Piotr i na tej opoce zbuduję kościół mój, a bramy piekielne nie przemogą go. I dam ci klucze Królestwa Niebieskiego, i cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w niebiosach, i cokolwiek rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane i w niebiosach" (Mat 16,18-19). Jak zmienili to hierarchowie kościelni? "Dam klucze tobie i twoim następcom... Na tej skale, którą jesteś ty, Piotrze i twoi następcy... Cokolwiek zwiążesz ty i twoi następcy, będzie związane...". Rzymskokatolickie "imperium" wie, że Jezus Chrystus nie powiedział "twoi następcy", lecz podaje jako dogmat wiary, że On to miał na myśli. Z czego jasno wynika, że jeśli następcy Piotra, czyli papieże, mają klucze Królestwa Niebieskiego, to nie ma innej drogi do niego, jak tylko przez czynienie tego, czego ten kościół naucza. Na podstawie tego Kościół dufnie twierdzi, że poza nim, nie ma zbawienia.

Kolejny dogmat mówi o tym, że Bóg istnieje w Trzech Osobach. Oficjalnie, był on ustanowiony na Soborze Nicejskim, w 325 roku. Omówmy poszczególne osoby boskie, zaczynając od Jezusa Chrystusa:
Jak wiemy jeszcze z biologii, nie każdego człowieka możemy nazwać swoim synem - by nim był, musi spełniać pewne warunki. Chociażby taki, że trzeba go spłodzić - do tego potrzeba matki i ojca, wyjątkiem są tu bakterie, mnożące się przez podział, - ale Bóg chyba do nich nie należy, prawda? Jak zatem spłodził swojego syna? Czy ów osobnik ma kod genetyczny ojca? Kim jest matka?
Niektórzy katolicy nieudolnie tłumaczą, że Bóg nie tworzy tak, jak robią to ludzie, a słowa są zbyt niedoskonałe by cokolwiek co boskie opisać. Powstaje jednak pytanie, jaki sens jest rozmawiać czymkolwiek religijnym oraz jaki cel miał Bóg by mówić nam coś, czego i tak nie zrozumiemy? To tak, jakby robić kotu wykład z fizyki kwantowej i potem go z tego egzaminować!
Kolejną osobą boską jest duch święty. Na cóż on Bogu? Czyż "Ojciec", w swojej wielkości i mocy nie może wszystkiego zrobić samemu? Jestem przekonany, że gdyby istniał, mógłby poradzić sobie ze wszystkim bez pomocy ducha, syna, aniołów i sterty innych postaci, z których wynikają tylko kłopoty i nieporozumienia.
W dzisiejszym świecie nie możliwe jest stwierdzenie "jedno, ale trzy". Bóg kolejny raz, zatem wiedział, że nikt go nie zrozumie, a jednak postanowił zaplątać ludziom w głowach, - po co? Jeżeli chcielibyśmy skarykaturyzować jego postać, moglibyśmy powiedzieć następująco: Siedzi nasz absolut na swym złotym tronie (jak to często wyobrażają sobie wierni), gdy w pewnym momencie przychodzi mu myśl. Mówi do aniołów z rozbrajającym uśmiechem: "Ha, ha, mam pomysł! Powiem im, że jestem w trzech osobach, zobaczycie, jaki będzie z tego ubaw!". Już po chwili, jego "pracownicy" na Ziemi rozgłaszają to, a on, popijając Boży Sok, patrzy na trudy zrozumienia zagadnienia. Niestety - czy to się komuś podoba czy nie, w naszym ludzkim odbiorze, tak to wygląda.
Powracając do tematu, to samo "roztrojenie" Boga, jest bardzo dziwne i niezrozumiałe nie tylko dla ateistów, ale i katolików. Z jednej strony, ociera się to o politeizm, a z drugiej - by uniknąć takich porównań, przyjęto że Bóg jest niepojęty. Nic bardziej głupiego. Tylko to co logiczne może być słuszne.

Jak to widzi Biblia:
"Święta" księga, nic o Bogu w trzech osobach nie wspomina, a wręcz im przeczy. Mówi na przykład "Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego." (Ew. Mateusza 16:16), lub, "Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę." (Ew. Łukasza, 1:41) - ale nie ma ani wzmianki na temat tego, że SYN, czy DUCH jest bogiem. Co więcej, w Ew. Jana, jest zdanie "A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem." (14:26). Jak zatem widać Ojciec POŚLE Ducha - a przecież sam siebie posyłać nie może, prawda? Ciekawy jest też fragment "Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec." (Mk 13:32). A zatem, jak widać Syn czegoś nie wie a zatem nie jest wszechwiedzący, co równa się temu, iż nie jest bogiem. Następnie: "Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?" (Mt 26:53). A zatem sam, nie jest w stanie owych zastępów sobie "zorganizować", co dowodzi braku jego wszechmocy.

Następne dwa dogmaty, które sobie rozważymy, mówią o Maryi. Ten, o wniebowzięciu powstał dopiero w 1950 roku, choć dzień wniebowstąpienia czczono dużo dawniej. Luter w kazaniu z r. 1522 opowiedział się za zniesieniem tego święta. Stwierdził, że wyznaczona na ten dzień Ewangelia Łuk. 10,38 nn. nie odnosi się do Marii, matki Jezusowej, lecz do Marii z Betanii. W kazaniu na dzień Nawiedzenia Marii (r. 1544) Luter powiedział, że święto Wniebowzięcia jest papieskie, wynika z zabobonów i nie ma podstaw biblijnych. Mówił też, o tym, że nie możemy sprawdzić, ani zobaczyć tego, co dzieje się w niebie. Nie możemy wiedzieć czy Maria jest wzięta do nieba i nie możemy jej prosić, aby wstawiła się za nami. Jan Kalwin również odrzucił święto Wniebowzięcia Marii jako nie-biblijne. Co zatem skłoniło Kościół katolicki do utworzenia tegoż dogmatu? Moja hipoteza brzmi po prostu: kościół chciał się przypodobać wiernym. Francuski teolog ewangelicki Roger Mehl użył mocnego zwrotu mówiąc, że w mariologii widzi rodzaj "zębatego koła, które niesie śmierć ewangelickiej wierze" i konstatując, że w mariologii zgromadziły się wszystkie biedy katolicyzmu2. Ma rację - bo to głównie właśnie o tą postać rozbijają się próby zjednania kościołów.

Dogmat numer dwa - jeśli chodzi o Maryję - to ten o jej dziewictwie. Więcej na temat, w artykule znajdującym się w serwisie Ateista.pl. Ja pozwolę sobie przytoczyć najważniejszy jego fragment. "Źródłem nieporozumienia jest proroctwo w księdze Izajasza podające, że żydowski mesjasz zrodzony będzie 'z młodej kobiety' (Izajasz 7:14). W wersji hebrajskiej użyte zostało słowo aalmah - młoda kobieta, dziewczyna. Natomiast w greckim tłumaczeniu słowo aalmah zostało zastąpione przez parthenos oznaczające jednocześnie młodą kobietę i dziewicę. Nie ma wątpliwości, co autor księgi Izajasza miał na myśli, bowiem w hebrajskim istnieją odrębne słowa oznaczające młodą kobietę, dziewczynę - aalmah i dziewicę - bethulah3."

Jak to widzi Biblia:
Nie ma ani słowa na temat wniebowstąpienia Maryi. Co do jej dziewictwa, występuje fragment "ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy." (1 List Piotra 1:19). Niekoniecznie można to jednak zrozumieć jako "porodzony bez grzechu", bo słowo "zmaza" jest też używane w ks. Hioba: "Bo Hiob powiedział: Jestem bez zmazy, a Bóg odebrał mi prawo (…)" (34:5). Biblia nic nie mówi na temat tego, że matka Hioba po jego urodzeniu była nadal dziewicą, tak, więc słowo "zmaza" prawdopodobnie użyte jest tutaj jako "bez grzechu". Nieco inaczej trzeba interpretować słowo "Niepokalany". Chodzi tutaj o Porodzonego Bez Grzechu. Nie chodzi jednak o grzech w sensie "seks" a grzech w sensie "grzech pierworodny".

Oprócz Ziemi, istnieje też Piekło, Niebo, Czyściec. Mniej więcej tak można sformułować kolejny dogmat katolicki.
Kara i nagroda - chciałoby się rzec - potrzebne są przecież tutaj na Ziemi. Mają one na celu umoralnić, pokazać zło i dobro, nauczyć poruszania się po świecie - spełniają więc bardzo ważną rolę. Ale jaki cel miałby mieć Bóg skazując na wieczne męki ludzi, których sam stworzył, i to bez możliwości odwołania!? Niektórzy, tłumaczą to następująco: by grzesznik zdał sobie sprawę ze swych występków i wreszcie żałował za nie. Ale tym samym można zapytać - po cóż ma żałować, jeśli i tak nic z tego nie wyniknie? Podkreślić chciałbym też, że istnienie piekła jednocześnie udowadnia nieistnienie, wszechdobrego i wszechmiłosiernego pana, jakim ponoć jest Bóg katolików. Wszystkie pozytywy z przedrostkiem "wszech-" zobowiązują między innymi do wybaczania wszystkiego wszystkim, oraz bycie dobrym, również dla… wszystkich. Jak widać, jeśli istnieje Piekło, to Boga albo nie ma, albo nie jest wszechdobry.

Jak to widzi Biblia:
Z Biblii za dużo na temat Piekła wywnioskować nie możemy. Mateusz np. pisze "I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego." (25:46) oraz "Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany Diabłu i jego aniołom!" (25:41). W Apokalipsie możemy znaleźć nieco dokładniejszy obraz. "[Grzesznik] będzie pić wino zapalczywości Boga przygotowane, nierozcieńczone, w kielichu Jego gniewu; i będzie katowany ogniem i siarką wobec świętych aniołów i wobec Baranka. A dym ich katuszy na wieki wieków się wznosi i nie mają spoczynku we dnie i w nocy czciciele Bestii i jej obrazu, i ten, kto bierze znamię jej imienia." (14:10-11). Chodź można znaleźć też dosyć ciekawy - przede wszystkim z perspektywy ludzi zwracających uwagę na nieścisłości - fragment. Brzmi on następująco: "W nim poszedł ogłosić [zbawienie] nawet duchom zamkniętym w więzieniu [piekle]" (3:19). A zatem czy jednak jest wybawienie od mąk czy nie? Biblia tego nie uściśla.

Z pewnością, kto wierzył, ten i po przeczytaniu tego artykułu dalej wierzy. Słynne słowa Tertuliana Credo quia absurdum (wierzę, bo absurdalne) sprawdzały się, sprawdzają i sprawdzać się będą, dopóki na świecie racjonalizm nie weźmie góry nad niezachwianą wiarą, pomimo że w jej obiekcie można znaleźć więcej absurdów i sprzeczności, niż logiki.

Łukasz Remisiewicz

Przypisy:



1) Neologizmu "nieomawialny" użyłem dla sprecyzowania dogmatu - ten, bowiem ze swej definicji, trzeba przyjąć bezwarunkowo (bez dowodu i dyskusji).
2) Praca Rogera Mehla: "Postawy wydał niedawno PAX"
3) Roman Zaroff, "Niepokalane poczęcie" zamieszczony na stronie
http://ateista.pl/articles.php?id=33 .

 

 

źródło: ateista.pl 

 

Autor: Łukasz Remisiewicz