Niekończąca się dyskusja. Ateista kontra teista.

O tym, że nie tylko słowa, ale i czyny biorą udział w dyskusjach teologicznych.

 

5b847a4ac211723c81dd41abd00cab78.jpgBóg lub jego brak to, poza polityką,  najchętniej podejmowany temat dyskusji. Dyskusje są tym ciekawsze, że udowodnienie jednego bądź drugiego  jest w praktyce niemożliwe. Co zabawniejsze, nie tylko zakładanie istnienia Boga, lecz również  jego braku to kwestia wiary.  Tak, tak drogi ateisto,  możesz sobie jedynie wierzyć, że Bóg nie istnieje, udowodnić tego nie sposób. Brak dowodów  bezpośrednich  rozmowy religijnie czyni, nie tylko zaciekłymi, ale i niezwykle barwnymi,  a kreatywność obu stron w udowadnianiu swoich teorii jest zadziwiająca. Wierzący, jako dowód istnienia Boga przedstawi  piękno motyla. Ateista, używając tego samego motyla, poda jego skład chemiczny oraz  ewolucyjne zależności i udowodni (najczęściej i tak tylko sobie), że jego powstanie jest kosmicznym zbiegiem okoliczności. Innym plusem religijnych dyskusji jest to, że obie strony po burzliwej rozmowie wstają od stołu zadowolone i przekonane o tym, że heroiczną walkę, w obronie własnych przekonań, wygrały.

Ponieważ innych wyznań nie znam na tyle, by się na ich temat mądrzyć, za przykład wezmę wiernych Kościoła Katolickiego i ateistów zwłaszcza , że liczba tych ostatnich, w  katolickiej i konserwatywnej (z jednym i drugim mogłabym polemizować) Polsce, ciągle rośnie.

Z kim dyskutować, a z kim nie?

Od zadeklarowanego ateisty, który chce nas do czegokolwiek przekonać, wymagać należy, ażeby Kościoła  członkiem nie był.  Jeśli ktoś chce nas do swoich racji przekonać, musi to robić nie tylko gębą, ale i postawą. Postawa ateistyczna wymaga tego, żeby do żadnej organizacji religijnej nie należeć. Często bywa to kłopotliwe, a bo to siostra na ojca chrzestnego swojego dziecka szanownego ateistę poprosi (a dziecku się nie odmawia), a to kumpel będzie chciał w nim swojego świadka na ślubie kościelnym mieć, a i on sam by swoje dziecko (tak w razie czego) ochrzcił. Nie wspomnę o ateistach zasuwających z mamusią pod rękę na pasterkę (żeby mamusia się nim nie rozczarowała) czy posyłających dziecko na lekcje religii i  jednocześnie trąbiących o tym, że księża to pedofile (ładny z takiego rodzic, co to dziecko w szpony pedofila oddaje).   Złościć się taki również na księdza będzie, że wziął od niego tysiąc złotych (usilnie wkładanych mu za pazuchę)  za udzielenie ślubu. Doświadczenie mi mówi, że ci obrażeni na Kościół ateiści najczęściej gniewają się na własną słabość i na to, że nie potrafią Kościołowi powiedzieć ostateczne NIE. Ateista, który trąbi na lewo i prawo o nieistnieniu Boga, ale korzystający z sakramentów to nawet nie parodia ateisty, to parodia człowieka.  Ochrzczony przez swoich rodziców ateista, by być wiarygodnym musi dokonać aktu apostazji. Akt to bardzo prosty w wykonaniu. Idziesz do księdza twojej rodzimej parafii w obecności dwóch świadków i żądasz adnotacji na twoim świadectwie chrztu, że do Kościoła Rzymskokatolickiego należeć nie chcesz. To uczyni twoje sumienie czystym, a i do dyskusji startujesz z wiarygodniejszej pozycji.

Katolik zaś, który zachwala przymioty swojej organizacji najpierw swoją wiarygodność  (przede wszystkim sam przed sobą) powinien udowodnić. Co to za katolik, który lubi Komunię Świętą przyjmować, ale z seksu pozamałżeńskiego wyspowiadać się nie raczy? Prezerwatywy prawdziwemu katolikowi używać również nie wolno, ani w jakikolwiek inny sposób nasienia marnować.  Cwany katolik  natomiast, próbuje za wszelką cenę swojej wiary bronić, ale sam od obowiązków na nim spoczywających chętnie się uchyla. W niedzielę mu ciężko się do Kościoła zebrać.   W konfesjonale zbyt nadgorliwie formułki ‘więcej grzechów nie pamiętam’  używa, nawet gdy w głowie mu kołacze, że wczoraj w lasku z koleżanką żony cudzołożył.  Jeśli natomiast małżonka mu nie odpowiada, to po unieważnienie ślubu do biskupa leci, a tam,  żeby je dostać nakłamie, nakręci , by tylko znowu ze świętobliwą miną sakramenta mógł otrzymywać. Katolik to żaden, a przeciwnik dyskusji jeszcze mniejszy. Jak żeś katolik, to sakramenty czcij, Boga i księdza nie oszukuj, a dogmaty pokornie przyjmuj. W kościele nie ma miejsca na nadinterpretację, wszystko jest wytłumaczone i w odpowiednich aktach zapisane. Uczciwy katolik wie co powinien, a czego nie powinien robić. Szukanie prawd religijnych na własną rękę to grzech pychy, bo od tego są biskupi i papież,  to ich Duch Święty natycha, by prawdę pochodzącą od Boga tobie objawiać. Pamiętaj,  gadanie rodzaju, ja jestem prawdziwy katolik, ale nie uważam że aborcja jest zła to herezja. Nie wierzysz?  Więc idź do kościoła i podczas spowiedzi powiedz księdzu, że abortowanie dzieci do dla ciebie nie grzech, a następnie czekaj na rozgrzeszenie? Poczekasz sobie do śmierci.

O innych wyzaniach wiem mniej, aczkolwiek wydaje mi się, że pewnych analogii i tam doszukiwać się można.

 

Fanatyzm

Z fanatykami, jednej i drugiej strony, dyskusji  nie zalecam prowadzić. Fanatyk jest zazwyczaj psychicznie niestabilny, a na pewno żadnych innych punktów widzenia poza swoimi do wiadomości nie przyjmie.   Fanatyk-ateista powie ci, że papież osobiście go gwałcił, a ksiądz proboszcz jego psa po ulicy gonił w tym samym celu. Do fanatyka religijnego natomiast Panienka Przenajświętsza co noc przychodzi i jedyną prawdę, z samego źródła, mu przekazuje. Przyznaj czytelniku, że z takimi argumentami dyskutować nie sposób.

 Fanatyk będzie cię obrażał, groził, może się nawet do rękoczynów posunąć.  Racji swoich nie ma mu sensu wyłuszczać, bo to go tylko rozjuszy. Najlepiej w momencie rozpoznania fanatyka stół dyskusyjny po cichu opuścić. Gdy zaś się wydostaniesz z jego objęć, uciekaj jak najdalej  i postaraj się innymi niż on ścieżkami chodzić.

Uczciwość i wyrozumiałość

Uczciwy ateista z uśmiechem na twarzy popatrzy na klęczących przed figurkami swoich Bogów. Z czego się tak cieszy, zapytasz?  Ano z tego, że tak jak i on, swoje poglądy nie tylko gębą ale i postawą głoszą. Wierzący zaś, zamiast besztać niedowiarków,  co wieczór z całego serca pomodli się o ich nawrócenie wiedząc, że to nie on, lecz Bóg serca ludzkie odmienia.

Człowiek odpowiednio moralnie ukształtowany nie będzie przeceniał potęgi swojego intelektu, gdyż każdego z nas on zbyt często zawodzi. Człowiek taki uzna wolność słowa i wolność myślenia, ba…nawet ucieszy się, że wolność takowa istnieje, bo i on dzięki temu bać myślenia się nie musi. Bez względu na swoje poglądy pozwoli, by każdy mógł pojmować świat na swój sposób. Będzie potrafił znaleźć to, co dobre w ludziach bez względu na to do jakiej grupy społecznej i religijnej należą. Przede wszystkim zaś, będzie oceniał argumenty w dyskusji, a nie człowieka, bo człowieka jednoznacznie ocenić się nie da. Człowiek to nie twór czarno-biały, lecz twór barwniejszy nawet od tęczy, tak kolorowy, że wszystkich  jego odcieni odnaleźć  nie sposób.