Niechciane maski.

Było dobrze, jednak stało się coś niezaplanowanego, wszystko runęło a my założyliśmy maskę. Po jakimś czasie zaczyna nas uwierać. Nie tak łatwo jednak się jej pozbyć...

 

   Niektórzy płakali, bo zostali skrzywdzeni przez kogoś, na kim im zależało. Ich poukładany świat, budowany latami nagle legł w gruzach i nie potrafią od nowa wspiąć  się na prostą.

   Niektórzy zdali sobie sprawę, że od dłuższego czasu nie czują się dobrze nawet ze samym sobą, ich życie przepełnia nuda, nigdy nie było całkiem dobrze a wszystko, czym karmili się dotychczas jakby przestało mieć sens.

   Kiedy już minął czas nie ogarniętego bólu, który nie pozwalał im przestać topić się w morzu własnych łez, wyjść z domu, spojrzeć w oczy drugiej osobie czy nawet ruszyć się z łóżka - wtedy właśnie popatrzyli do lustra i przyrzekli sobie, że się zmienią. Obiecali odbiciu w lustrzanej szybie, że nie pozwolą się skrzywdzić nikomu, że nie pozwolą, aby ból i rozdarcie, które towarzyszyło im przez ostatnie dni wróciły. Mówiąc to przecierali ostatnią łzę patrząc sobie prosto w oczy. Założyli maski, zażyli środki usypiające i poszli przespać pierwszą od dawna noc.

   Następnego dnia poduszka nie była zmoczona już łzami, dzień nie zaczynał się o godzinie szesnastej a dużo wcześniej a w głowie potrafili znaleźć chociaż jeden pozytywny aspekt swojego życia. Nie było co prawda lepiej, ale przyzwyczajali się powoli do nowych wcieleń. Do osób, którymi nie są, ale którymi tak bardzo chcą się stać - do uśmiechu, który zniknął po utracie ukochanych a mimo wszystko towarzyszy im teraz a jednocześnie do kryjących się za uśmiechem zimnych drani, którzy nie chcą już nic czuć a wszystko co robią jest tajemnicze i nie jasne. Do tych, którzy gmatwają w czyimś życiu nieświadomie jednocześnie nie przywiązując się i odchodz w najmniej oczekiwanym momencie - kiedy zaczynają do nas cokolwiek czuć.

   Grę mają opanowaną do perfekcji, jednak powoli maska zaczyna ich już męczyć, chcą pozwolić sobie na uczucia których zaczyna im brakować. Wracają wieczorem do domu i chcą ją zedrzeć, na nowo poczuć, pokochać, spróbować stworzyć coś z drugą osobą. Jest jednak problem, maska nie znika, nie da się jej wyrzucić.

   Tak niszczą się powoli czekając na kogoś, kto ich z tego wyrwie, kto zrozumie cierpienia jakich doznali i kto zapali od nowa płomień uczuć. Ludzie na ogół zamiast uporać sie z tym sami wolą czekać na pomoc, która może nie nadejść nigdy a nawet, kiedy znajdzie się ten, który spróbuje się zbliżyć zostaje odepchnięty nieświadomie przez nich samych.

   Niektórym uda się uciec, obrać kierunek i nie przerwanie brnąć dalej, wydostać się z koła. Znajdują kogoś, kto da im siłę i nie zniechęci się mimo ich postępowania, nad którym niejednokrotnie nie panują. Oni nie mogą tylko uciec, nie mogą tylko zaprzepaścić tej szansy. Większość  niestety nie znajduje drugiej osoby, która jest w stanie im pomóc, muszą postawić pierwszy krok sami.

 

 525753616c7669bc7bf7dad78497b561.jpg