Nie wszystko gra

Polskie "Mamma Mia" czy stracona szansa na musical?

Polskie "Mamma Mia" czy stracona szansa na musical?

 

32bc32d96b32475f9bccd26e1c074142.png

„Wszystko gra” reż. Agnieszka Glińska

Film zaczyna się piosenką „Jak dobrze wstać skoro świt”, śpiewa ją Zosia (Eliza Rycembel) uciekając przed policją na rowerze. Malowała nocą na murze, z dwiema koleżankami, syrenkę i niebieską dziewczynkę. Bo studiuje na ASP i buntuje się przeciwko rzeczywistości.

Wraca do domu prawie jednocześnie z matką o imieniu Roma (Kinga Preis), która jest sprzątaczką w muzeum przyrodniczym.

A przed domem babcia (Stanisława Celińska) zamiast „Kiedy ranne wstają zorze” śpiewa „Ty pójdziesz górą a ja doliną” miksując ziołowy koktajl.

Mieszkają w starym klimatycznym domu, który zdaje się być spokojną przystania. Niestety niejaki Woland (kłania się Goethe i Bułhakow) Lis rości sobie prawa do tego budynku.

Babcia wie w jaki sposób rodzina otrzymała posiadłość a my poznajemy tajemnicę w retrospekcjach.

Ale przecież jest to film muzyczny. I rzeczywiście piosenek tu mnóstwo, tańca też. Ale nie zawsze te elementy łączą się z fabułą, niestety.

Najbardziej podobał mi się tercet liryczny Celińska – Preis - Rycembel wykonujący piosenkę „Jej portret”.

Oraz duet taneczny Preis i Fabijański na Moście Gdańskim – są prawie jak Fred Astaire i Ginger Rogers.

Mamy tu także nawiązanie do klasyki polskiego filmu – piłkarz na aucie po nocnej hulance wraca do domu w ten sam sposób jak Łazuka w „Nie lubię poniedziałku”, a w domu ogląda „Ostatni dzień lata” Tadeusza Konwickiego.

Film stoi (inaczej by się zawalił) trzema aktorkami i ich postaciami: Celińska, Preis i Rycembel.

Nie rozumiem po co do filmu wstawiono animacje no i finał (gra jaką prowadzą Zosia i Woland) jest dość dziwny.

Dla mnie znacznie lepsza jest ostatnia scena, bo z czarnym kotem.

To byłby fajny film o tym co w życiu jest ważniejsze: zabetonowanie wszystkiego pod kolejne wieżowce dla dużego zysku czy miłość, przyjaźń i rodzina.

 Ale się nie udało choć miło oglądało.