Nie jem stałocieplnych.

Nie jem mięsa i nie jestem wegetarianinem. Definiuję tu nową kategorię wraz z jej wytłumaczeniem.

 

Na pytanie czy czemu nie jem mięsa, ludzie oczekują zwykle odpowiedzi: bo jestem wegetarianinem. Czasem tak odpowiadam, by nie ciągnąć rozmowy. Jednak to obrazoburcze.

Jadam ryby, więc trochę naginając mówię chrześcijańskim jaroszem. Ale i to nie jest prezycyjne.

6c30c033970900a509f8ff9ed160370e.jpgNie jem zwierząt stałocieplnych. (Tu zwykle następuję chwila namysłu i przypomnienie wiedzy z podstawówki. Zwierzęta stałocieplne to przykładowo wszystkie ssaki (psy, krowy, koty, świnie, delfiny, wieloryby), ptaki (gołębie, kury, łabędzie). Zwierzęta zmiennocieplne to ryby, owady, robaki, insekty, płazy, gady.)

Ale czemu tak?! Nie lepiej wybrać coś znanego np. weganizm, albo wegetarianizm?

Weganie by chcieli wyeliminować całkowicie cierpienie i wykorzystywanie zwierząt (żadnego mleka i jego przetworów, jaj, wyrobów skórzanych, wielu kosmetyków z siarą zwierząt, mięsa, ryb, owoców morza).
Nie podoba mi się to, bo to jak potępienie naszych przodków za ich dietę, dzięki której przetrwaliśmy (tylko dzięki mięsie przetrwaliśmy okresy zlodowaceń). Z ich jednak słusznej strony, obecny chów przemysłowy to nowoczesne Auschwitz dla zwierząt (na sieci jest dużo niekomfortowych filmów na ten temat). Zwierzę to nie przedmiot.
Nasi przodkowie nigdy nie jedli tyle mięsa co my w obecnych czasach. Oni jedli mięso z konieczności, a my z wygody.
Indianie z czułością dla zabijanego zwierzęcia modlili się do ducha za umożliwienie im przetrwania.
Dlatego uważam, że przemysłowe zabijanie zwierząt jest nieetyczne, a każdy objadający się codziennie mięsem wykazuje się próżnością, konformizmem i ignorancją.

Sam jednak jem ryby z hodowli przemysłowej.. przyznaję nie jestem radykalny, poszedłem na kompromis. Chciałem być szczęśliwy bez trudnych poświęceń i zatargów z miesożercami. Chciałem mieć pełnowartościowe posiłki i w górach, i na obiedzie u znajomych i, i na pracowniczym kateringu, i na wyjeździe bez słoików z własnym jedzeniem i tak dalej...

Po 6 latach ścisłego wegetarianizmu zacząłem myśleć racjonalnie. Uznałem, że w pierwszej kolejności zrezygnuję z istot rozwiniętych, które odczuwają ból podobnie jak ja - człowiek.
Najbliżej nas (z jadanych zwierząt) są ssaki: świnie, psy, krowy.. Mają parokrotnie mniejsze mózgi, ale to wciąż ta sama skala wielkości. Poza mózgiem ich układ nerwowy jest taki sam jak u nas. Odczuwają ból tak jak my.. szok, jak myślisz, czemu wzbraniasz się przed zjedzeniem psa, a jesz świnię, która jest de facto inteligentniejsza? Jeśli czujesz potrzebę zmiany to nie czuj się winny, liczy się ruch na przód.
Następnym krokiem w pokrewieństwie są ptaki - kury, kaczki, indyki, strusie - już z mózgami o skalę mniejszą. Dalej są zwierzęta zmiennocieplne, w które ciężko mi się wczuć, dlatego je jem.

Z optymizmem patrzę na zabiegi UE do promowania jedzenia z robaków i insektów. Po przełamaniu kulturowej bariery, jem je ze smakiem kiedy mam okazje. Zachowania tych zwierząt są już dobrze symulowane przez dzisiejsze roboty, a ich produkcja ekologiczna i wydajna.

Weganizm i wegetarianizm to bardzo dobre opcje. Niewątpliwie kiedy zdrowe produkty wegańskie będą powszechne to przejdę na owowegetarianizm (bez mleka i ryb, ale z jajami ;). Jaja da się produkować bez zarodków i przez wieloletnie "szczęśliwe" kury. A kiedy już stanę się Buddą to przejdę na breatharianizm ;).

Pozdrawiam i życzę jakieś rezygnacji z zadawania cierpienia,
Waldemar Wosiński