Nie dla idiotów!

 Dlaczego Platforma Obywatelska i jej koalicjanci tak szybko zapomnieli o szumnie ogłaszanej „szóstce Schetyny

 

 

 

Nie dla idiotów! Dlaczego Platforma Obywatelska i jej koalicjanci tak szybko zapomnieli o szumnie ogłaszanej „szóstce Schetyny

 

 

Oni z powodu kompletnego braku wiarygodności nie są w stanie być merytoryczną opozycją zdolną w demokratyczny sposób przejąć władzę. Dlatego jedynym ich pomysłem jest wywoływanie złych emocji i chaosu oraz domaganie się pomocy w obaleniu obecnego rządu od obcych państw i międzynarodowych instytucji.

Damy radę. Praca nie obietnice. Pod takim hasłem Zjednoczona Prawica szła do wyborów parlamentarnych jesienią 2015 roku, zdobywając 37,58 proc. głosów i 235 mandatów. Z kolei Platforma Obywatelska, idąca pod hasłem Tak. Chodzi o Waszą przyszłość. Silna gospodarka, wyższe płace, weszła do sejmu z poparciem 24,09 proc. i klubem poselskim liczącym 138 posłów. Paradoksalnie szkodnicy z PO powinni być dzisiaj wdzięczni Zjednoczonej Prawicy, skoro zrealizowała nie tylko swoje, ale jak widzimy także ich hasło wyborcze. Dla porządku warto jeszcze przypomnieć, że cztery lata temu Zjednoczona Lewica (SLD, TR, PPS, UP, Zieloni) została przez Polaków wyrzucona poza parlament na polityczne wysypisko śmieci i jak widzimy nie nauczyło to ich rozumu. Wzięli sobie bowiem na sztandary cwaniaczka i pederastę Biedronia oraz starego komucha Czarzastego, rzucając znowu w przestrzeń publiczną radykalne antyklerykalne hasła i zapowiadając, podobnie jak PO, dintojrę, czyli zemstę na rządzących. Przypomnę, że w 2015 roku wylecieli za sejmową burtę idąc do wyborów pod hasłem Szkoły budować, księży opodatkować. Choć sondaże wskazują, że to lewacko–komusze pospolite ruszenie może dostać się tej jesieni do sejmu, to jednak mam nadzieję, że Polacy pogonią tę czerwona hołotę, która na listach umieściła takich zombie z PZPR jak: Joanna Senyszyn, Marek Dyduch, Jerzy Jaskiernia, Krzysztof Janik. Z kolei jeżeli słaniający i podtrzymujący się wzajemnie żałosny duet, Kosiniak-Kamysz–Kukiz zostanie przez Polaków wyrzucony za burtę, to PiS może mieć całkiem pokaźną większość i PO-KO jako jedyną opozycje parlamentarną.

To tyle tytułem wstępu. Teraz czas na wyjaśnienie, dlaczego Platforma Obywatelska i jej koalicjanci tak szybko zapomnieli o szumnie ogłaszanej „szóstce Schetyny”, którą, zanim zniknęła z dyskursu, zdążyliśmy już na łamach „Warszawskiej Gazety” wykpić i wyśmiać. Otóż w sporze na programy i obietnice wyborcze totalna opozycja musi polec z kretesem. Każdy merytoryczny spór z obozem rządzącym skazany jest na porażkę. W pojedynku na wiarygodność po prostu nie mają szans. Zapewne bardzo szybko zauważyli to doradcy salonu III RP i stwierdzili, że jedyną strategią dającą szansę na jakiś przyzwoity wyborczy wynik jest uczynienie wszystkiego, aby Polacy poszli 13 października do urn odkładając na bok rozum i zdrowy rozsądek. Oni muszą zrobić wszystko, żeby w dniu wyborów zadecydowały rozbujane emocje i z premedytacją rozbudzana nienawiść. Dlatego przez najbliższe tygodnie będziemy świadkami detonacji różnych bomb i odpalania kapiszonów oraz szytych grubymi nićmi skandali i afer. Mam nadzieję, że coraz więcej Polaków wie dzisiaj, że prawdziwym skandalem o często przestępczym charakterze były ośmioletnie rządy tej antypolskiej zgrai zdrajców, złodziei i szkodników, którzy uwierzyli, że w 1989 roku zostali już na stałe przyspawani do koryta.

Co prawda ekonomia i finanse to nie jest mój konik, ale w dzisiejszym tekście zadziała to bardziej na plus niż na minus, ponieważ pod tym względem nie różnię się od statystycznej większości naszego społeczeństwa. I dlatego zapewne zapowiedź premiera Mateusza Morawieckiego o zrównoważonym budżecie na 2020 rok przyjąłem tak jak miliony Polaków, czyli na chłopski rozum, bez wnikania w szczegóły. Oto znaleźliśmy się w historycznym momencie, kiedy po raz pierwszy od trzydziestu lat, czyli od 1989 roku, państwo wyda tylko tyle ile zarobi, czyli nie będzie się już zadłużało na bieżące wydatki. Chwile po tym, jak premier i minister finansów ogłosili tę wiadomość, pomyślałem sobie, co na to salonowe ekonomiczne guru Leszek Balcerowicz i jego przydupas, główny ekonomista Platformy Obywatelskiej, Andrzej Rzońca? Przecież po tym, co ci „totalni ekonomiści” wygadywali przez ostatnie lata powinni dzisiaj zapaść się ze wstydu pod ziemię albo wejść pod stół i wszystko głośno odszczekać. Nie odmówię sobie tej przyjemności i przypomnę, co ta para nawiedzonych salonowych pupilków napompowanych przez „elity III RP” głosiła, korzystając z antypolskich, lewackich i najczęściej zagranicznych medialnych szczekaczek. Gdyby tak w jednej pigułce skupić wszystkie brednie i złowieszcze zapowiedzi Balcerowicza, to najlepiej nadaje się do tego wypowiedź, jakiej udzielił Dominice Wielowieyskiej na antenie radia TOK FM, kiedy stwierdził, że:
Po prostu PiS realizuje najgorszy scenariusz dla polskiej gospodarki na nieco dłuższą metę. (…) PiS realizuje tylko najgorszą część polityki gospodarczej Orbana – upolitycznianie gospodarki, selektywne podatki. Nie realizuje tej lepszej – mianowicie ograniczenie deficytu budżetu, pewne uproszczenia podatków.
Na antenie TVN24 pytał:
— Jak
można ogłaszać się patriotą, jak PiS, i jednocześnie tak szkodzić własnemu krajowi – i apelował: Ztym trzeba walczyć, bić się. W mediach, w Internecie. Trzeba mobilizować rozsądnych, ośmieszać populistów.
Z kolei w wywiadzie dla „Polska The Times” zapytany o przyjaciół w PiS-ie mówił:
To nie dlatego, że zrywałem znajomości. Po prostu ich w tym moim najbliższym kręgu nigdy nie było. To nie są podziały tylko ze względu na poglądy polityczne. Tu raczej chodzi o etykę. Da mnie najważniejszą cechą człowieka jest to, czy jest przyzwoity czy nieprzyzwoity.
A kto dla Balcerowicza jest tym etycznym i przyzwoitym? W tym samym wywiadzie mówił:
Ryszard Petru całkowicie samodzielnie podjął decyzję o wejściu w politykę. Faktem jest, że kiedyś należał do moich najlepszych studentów. Zwróciłbym więc uwagę na fakt, że Petru zrezygnował z dostatniego życia na rzecz naprawy polskiego państwa. I udało mu się coś niezwykłego, w ciągu kilku miesięcy uzyskał poparcie na poziomie sięgającym 20 proc.
Nie wiem, czy towarzysz Balcerowicz już odnotował, że od czasu, kiedy wypowiadał te słowa jego najlepszy student oraz wzorzec etyki i przyzwoitości zdążył się wielokrotnie skompromitować, porzucić żonę, a jego jedyną pamiątką po krótkim politycznym, kabaretowym incydencie jest obecna kochanka znana w całej Polsce dzięki ich romantycznemu „Sylwestrowi na Maderze”. Tak więc precyzując, dla Balcerowicza liczą się etyka i przyzwoitość, ale tylko wtedy, kiedy ich brak.

 

 

 

Teraz czas na kolejnego ekonomicznego tuza ze szkoły Balcerowicza i głównego ekonomistę PO, Andrzeja Rzońcę. Oto, co wieszczył jeszcze nie tak dawno temu:
— Jeżeli minister finansów nie będzie miał szczęścia i nie uda mu się uszczelnić systemu podatkowego, a jednocześnie partia obniży wiek emerytalny i skokowo podniesie kwotę wolną od podatku, wtedy w 2018 roku zamiast czterdziestomiliardowego deficytu, przewidywanego przez Ministerstwo Finansów, możemy mieć deficyt w okolicach 100 mld zł i to przy założeniu utrzymania szybkiego wzrostu gospodarki.
O tym, że Rzońca plótł bzdury nie świadczy tylko dzisiejsza zapowiedź zrównoważonego budżetu na 2020 rok. Już w 2018 roku ten przewidywany na 40 mld deficyt, o którym wspominał Rzońca wyniósł zaledwie 10 mld, czyli był rekordowo niski. Mamy całe mnóstwo dowodów na to, że wbrew powszechnej propagandzie totalna opozycja nie posiada żadnego wartościowego zaplecza, jeżeli chodzi o finanse publiczne. No, bo chyba nikt nie traktuje już poważnie towarzysza Leszka Balcerowicza, Jana Vincenta Rostowskiego czy Izabeli Leszczyny, której praca w ministerstwie finansów za rządów PO-PSL, owszem, przejdzie do historii z powodu pewnego niepodważalnego sukcesu. To ona organizowała i pilotowała mocno reklamowaną w mediach „Loterię paragonową”. Na koniec okazało się, że z dziesiątek milionów zgłoszonych paragonów główną nagrodę, którą był samochód Opel Insignia, wylosowała jej dobra kumpelka i była przełożona z pracy w rodzinnej Częstochowie.

I tak spoglądając chłodnym okiem na poczynania totalnej opozycji nie dziwmy się, że obrała w kampanii wyborczej jedyną możliwą strategię. Im nie pozostało nic innego, jak atakować i odczłowieczać polityków obozu rządzącego. Zresztą robili to samo, kiedy PiS był w opozycji. Oni z powodu kompletnego braku wiarygodności nie są w stanie być merytoryczną opozycją, zdolną w demokratyczny sposób przejąć władzę. Dlatego jedynym ich pomysłem jest wywoływanie złych emocji i chaosu oraz domaganie się pomocy w obaleniu obecnego rządu od obcych państw i międzynarodowych instytucji. Dlatego w najbliższym czasie mnożyć się będą przeróżne akty zdrady, podobne do ostatniego listu samozwańczej „Konfederacji Ambasadorów”, którzy postanowili uświadomić prezydenta USA Donalda Trumpa, że przybędzie do kraju zamieszkiwanego przez zniewolony i spragniony wolności naród ciemiężony przez krwawą dyktaturę Jarosława Kaczyńskiego. Teraz po przełożeniu wizyty Trumpa jak na megalomanów przystało sugerują, że to dzięki nim. Wszystko jeszcze przed nami. Tylko czekać, jak Lech „Bolek” Wałęsa powieli w niemieckich mediach swój apel z 2016 r., kiedy to wysuwał takie żądania:
Domagam się efektywnych działań, łącznie z groźbą wykluczenia z Unii Europejskiej. Polska znajduje się w ślepej uliczce i dlatego potrzebuje pomocy z całego świata.

Zaledwie po czterech latach obecnych rządów mamy rekordowo niskie bezrobocie, wzrost gospodarczy, którego nam zazdroszczą inne państwa, zapowiedź historycznego zrównoważenia budżetu, wzrost płac oraz wbrew medialnym i politycznym szczekaczkom rośnie znaczenie i pozycja Polski na arenie międzynarodowej. Trzy lata temu swój felieton zatytułowany „Idiotów mamy za opozycję” zakończyłem poniższymi słowami, które i dziś w całości podtrzymuję:
Dalej wierny jestem poglądowi, że bez prawdziwej merytorycznej opozycji nie ma prawdziwej demokracji. Jeżeli jest merytoryczna i uczciwa to należy bronić jej pazurami niczym niepodległości, a jeżeli jest taka jak dziś to należy głośno krzyczeć, NIE DLA IDIOTÓW!!!

 

Autor: warszawskagazeta.pl