"Miałam rację", jakiś triumfalny głosik odezwał się w jej głowie, napełniając ciało czymś w rodzaju satysfakcji. Z łatwością rozpracowała szyfr, ale nie oczekiwała na wiwaty czy oklaski - wiedziała, że generał znów jest zawiedziony jej zachowaniem. Oczywiście Katarina miała jakieś pojęcie o manierach, ale poza oficjalnymi spotkaniami całkiem o nich zapominała, nie były jej potrzebne.
No i pozostawała sprawa tego nowego rekruta. Nienawidziła, kiedy ojciec werbował kolejne osoby, zawsze wtedy czuła, że stara się jej coś udowodnić. Dochodziła również do wniosku, że generał ucząc kolejnych rekrutów próbuje zatuszować fakt, iż posiada dwie córki - i za każdym razem, kiedy o tym myślała, miała ochotę walnąć z rozpędu głową w ścianę. Ciągle miała wrażenie, że ojciec jest zawiedziony całą jej osobą i pociesza się tymi marnymi chłopczynami szkolonymi na zabójców. Może to była jedynie jej reakcja, ale tak właśnie się czuła.
Jedno było pewne - skoro oni poszli, nie miała już po co stać w tym gabinecie. Wyszła, nie dbając o zamknięcie drzwi, i najszybciej jak mogła opuściła zachodnie skrzydło domostwa. Przez następne pół godziny spacerowała po jednym z korytarzy rezydencji z niecierpliwością, czekając na powrót ojca - była tak poddenerwowana, że nie mogła znaleźć sobie miejsca ani zajęcia, pozostało jej jedynie czekać, a że czas umilała sobie miarowym stukotem swoich kroków, to była już inna sprawa. Od czasu do czasu zerknęła na tarczę zegara, sprawdzając godzinę. Minęło półtorej godziny, odkąd ojciec i jego fantastyczna czwórka wyszli, a Katarina - choć ciekawa - z trudem powstrzymała się od podążenia za nimi. Jeśli jednak mieli zwerbować kogoś, kto bardzo się temu opierał, lepiej dla niej było zostać na miejscu.