Myślenie magiczne zastępuje metodę naukową

Jedną z przyczyn porażki (a może klęski) nauki jest to, że bardzo wielu ludzi związanych z nauką, widzi szansę na to, że nauka odpowie na wszystkie pytania.

 

.

Jednym z symptomów kryzysu nauki, jest masowy powrót do myślenia magicznego. 

Wraca astrologia, ezoteryka, okultyzm. Stare religie przeżywają renesans, a ci, którym one nie wystarczają, tworzą nowe religie. Wyznawców nie brakuje, nawet wśród naukowców. .
Systemy magiczne mają w większości to do siebie, że zawierają odpowiedzi na wszystkie pytania. Fakt, że niektóre z tych odpowiedzi są absurdalne, nie zraża wyznawców. Jeżeli nawet coś zauważą, zwracają się ku innemu rodzajowi magicznego myślenia.

Jedną z przyczyn porażki (a może klęski) nauki jest to, że bardzo wielu ludzi związanych z nauką, w tym także tych, którzy mieli rzeczywiste osiągnięcia, czyli uznanych autorytetów, widzi szansę na to, że nauka odpowie na wszystkie pytania. To oznacza, że uważają naukę za inną odmianę magii, ich zdaniem lepszą od pozostałych. 

Komercjalizacja.

Nadzieja na odpowiedź ma konkretną wartość handlową i łatwo ją zamienić na pieniądze, a te z kolei na inne dobra komercyjne. Adresaci tej reklamy nie wiedzą, podobnie jak znaczna część słabo wykształconych naukowców, że twierdzenie o nieograniczoności poznania jest nienaukowe. Co więcej, jest sprzeczne z nauką.

Już niedługo minie sto lat od czasu, gdy Kurt Gödel udowodnił twierdzenie o niezupełności, znane zresztą już starożytnym, którzy formułowali je w następujący sposób: - Nie wiecie i nie będziecie wiedzieli (ignoramus et ignorabimus). W nowoczesnym ujęciu twierdzenie Gödla brzmi: Istnieją problemy nierozstrzygalne. Oczywiście, nie będziecie wiedzieli wszystkiego, choć możecie wiedzieć dużo i coraz więcej.

Coraz więcej dziedzin jest badanych przez naukowców. Badane są zwyczaje much, uczucia ludzi w odniesieniu do warzyw, wzornictwo w przemyśle obuwniczym, albo na przykład wpływ jakości programów telewizyjnych na rozmnażanie chomików, czy też katalog różnic i podobieństw między ogórkiem a telefonem komórkowym. Z jednej strony to dobrze, że metoda naukowa jest tak szeroko stosowana, z drugiej strony ilość przechodzi w jakość - niezwykle niską jakość.

Coraz większy procent ludzi kończy studia wyższe. Ludzie, którzy ich uczą, muszą mieć statut naukowy, a wielu innym także pomaga on w podniesieniu swoich dochodów lub choćby jedynie prestiżu. 

Statut naukowy zdobywa się przez publikacje.

 Najważniejsza jest ich ilość. Jakość teoretycznie też. Jednak często uczony więcej pisze publikacji, niż czyta (no, może przesada, w każdym razie czytelników jest, co kot napłakał), jakość schodzi na dalszy plan. Liczą się także cytowania (istnieje zjawisko cytowania grzecznościowego i wzajemnego).

Adam Jezierski