Moc truchleje

Serdeczne życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia przesyłam użytkownikom Eioby wraz z opisem Pasterki, odprawionej w Woli Krzysztoporskiej w połowie XX wieku./Odłamki czasu/

Serdeczne życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia przesyłam użytkownikom Eioby wraz z opisem Pasterki, odprawionej w Woli Krzysztoporskiej w połowie XX wieku./Odłamki czasu/

 

 Wszyscy razem i każdy z osobna czekali niecierpliwie na dzwonek oznajmiający początek nabożeństwa.Zanim to nastąpiło wyszedł z zakrystii kościelny Adam Kowalski z wystudiowanym, uduchowionym wyrazem twarzy.  Przy pomocy knota płonącego na końcu długiego kija przeniósł płomień na knoty świec osadzonych w ozdobnych lichtarzach, wysoko tuż pod obrazem Serca Jezusowego. Światło świec zamigotało przed postacią Chrystusa z gorejącym sercem. Chwilę później za naciśnięciem pstryczka elektryczka z dwóch żyrandoli zawieszonych pod sklepieniem spadła jasność na głowy wiernych. Przez tłum przebiegł jakiś podobny do elektrycznego impuls, ale zamarł natychmiast, równo z przenikliwym głosem srebrzystych dzwonków sygnaturki, zawieszonej przy drzwiach do zakrystii. Z tych, otwartych drzwi wyłonił się najpierw nieduży chłopiec w białej komży ozdobionej czerwoną pelerynką. Za nim szli inni kolejno, według wzrostu, a na końcu najstarsi wiekiem i rangą ministranci: Stasiek Kowalski i Zdzisiek Sobala, obaj z Bałut, obaj w zielonych pelerynkach. Tuż za nimi szedł dostojnie ubrany w białą,  nieskazitelnie odprasowaną albę i jasny, zdobiony złotym haftem ornat ksiądz Jan Brachowski z kielichem liturgicznym w dłoniach opartych na piersiach. Kapłan zajął miejsce naprzeciw tabernakulum, mając po obu stronach ministrantów z wypisanym na twarzach wzruszeniem, wywołanym powagą i doniosłością rozpoczynającej się liturgii. Ksiądz zgiął kolana nad pierwszym stopniem schodków, wiodących do ołtarza, a razem z nim służący do mszy ministranci. Zanim jednak dokładnie oparli kolana na wzorzystym, czerwonym dywanie zadrżały mury kościoła i wypełnił go rozdzierający, metaliczny głos trąb, wyrzucony z blaszanych wnętrz lśniących polerowanym mosiądzem trąbek, altów, puzonów, waltorni i ogromnych basów, podrasowany dodatkowo świdrującym piskiem klarnetów. – Bóg się rodzi. - Moc truchleje. – Zabrzmiała z wielką mocą wysoko na galerii chóru orkiestra dęta, a ludziom zabiły mocniej serca i ciarki przeszły po plecach. Nikt z obecnych w świątyni nie wątpił w tej podniosłej chwili, że Chrystus narodził się naprawdę,  nie tylko przed dwoma tysiącami lat w dalekim Betlejem, ale tu i teraz w ich świadomości97195966d6db467955bde2978bb4614a.png