Mity polskie - Częstochowa

Gdy wspominam telewizję z czasów "nastoletności", przypominają mi się rzeczy charakterystyczne: szeleszczące kartki Jana Suzina, czy klimat amerykańskich filmów z lat 60-70.

 

556270f4d1b37a887346c0d964e1fc1f.jpg

 

Rok 1655 był krytyczny w dziejach naszej państwowości. Wojska rosyjskie opanowały większość Wielkiego Księstwa Litewskiego, a Ukrainą w rzeczywistości rządził Chmielnicki, w takiej sytuacji geopolitycznej na Polskę zwaliła się kolejna plaga w postaci najazdu szwedzkiego.

 

Jaki był powód tej inwazji?  Historycy do dziś nie są zgodni. Najczęściej wymieniane to stosunki wewnętrzne w Szwecji, trudności z utrzymaniem armii szwedzkiej i naturalny w takich wypadkach parcie dowódców do wojny, sukcesy militarne Rosjan  na Litwie, słabość Rzeczpospolitej, która wydawała się być łatwym kąskiem do połknięcia, błędna polityka Jana Kazimierza i zwyczajna zdrada polskich wielmożów liczących na nowe przywileje i układy z nowym królem.

 

To spowodowało, że wojska szwedzkie szybko i bez większego oporu opanowały tereny Rzeczpospolitej. Wiernopoddańcza postawa znacznej części polskiej szlachty i duchowieństwa zaskoczyła nawet Szwedów. Jednak równie szybko jak Karol Gustaw zajął Rzeczpospolitą, tak równie szybko musiał wycofać się ze swoją armią. Część historyków uznawała za przełomowy moment w historii „potopu” heroiczną obronę Częstochowy. Ten punkt widzenia powielano tak często, że stał się  paradygmatem historycznym. 

 

Wiktorię częstochowską opiewał również Henryk Sienkiewicz, który na zarzuty o mijanie się z prawdą historyczną odpowiadał, że pisze" ku pokrzepieniu serc".

 

Trudno mieć do Sienkiewicza pretensje.  Pierwsza część "Ogniem i mieczem"  była pierwotnie wydawana w odcinkach w latach 1883–1884 w warszawskim dzienniku  „Słowo” i z opóźnieniem  w krakowskim dzienniku „Czas”. Taki ówczesny serial o przygodach kilku znanych nam wszystkim panów Skrzetuskiego, Kmicica, Wołodyjowskiego i Zagłoby. Przywilejem literatury jest dowolność interpretacji historycznej, naukowej, czasu i przestrzeni. Pamiętać należy też o tym, że byliśmy pod butem zaborców. Tego typu powieści były wręcz koniecznością. Miały zapadać i zapadały głęboko w świadomość Polaków  budząc ich narodową tożsamość.

 

To właśnie Sienkiewiczowski „Potop” utrwalił w społeczeństwie polskim obraz wielkiego oblężenia, niezwykłej odwagi obrońców i bohaterskiej  postawy przeora Augustyna Kordeckiego. Tak zrodził się mit, który z historyczną prawdą nie ma zbyt  wiele wspólnego.

 

"Nie wstąpi noga heretyka w te święte mury, nie będzie luterski ani kalwiński zabobon guseł swych odprawował w tym przybytku czci i wiary”

 

To wersja z  „Potopu”, opisująca  przemówienie księdza Kordeckiego do wiernych, kiedy wokół jasnogórskiego klasztoru stanęli Szwedzi.

 

Istnieje jednak także inna:

 

„Ponieważ całe królestwo polskie posłuszne jest Najjaśniejszemu Królowi Szwecji i uznało Go za swego Pana, przeto i my wraz ze świętym miejscem, które dotąd królowie polscy mieli we czci i poszanowaniu, pokornie poddajemy się Jego Królewskiej Mości Panu Szwecji, zgodnie z listem z dnia 28 października, nadesłanym nam przez Wielmożnego Posła Wittenberga. Nasze poddanie się ponawiamy w liście do Warszawy (do króla Karola Gustawa), na który łaskawej obecnie czekamy odpowiedzi. Jako wierni poddani Jego Królewskiej Mości Króla Szwecji, a naszego Najmiłościwszego Pana, nie myślimy podnosić więcej oręża przeciwko wojsku Waszej Dostojności”. (tj. gen. Müllera). „Niechaj się dowie szanowna i szlachetna Dostojność Wasza, że nasz stan zakonny nie posiada prawa wybierania królów, lecz czci tych, których szlachta królestwa wybrała. Ponieważ Jego Królewską Mość Króla Szwecji całe królestwo uznaje i na swego pana wybrało, przeto i my z naszym miejscem świętym (...) pokornie poddaliśmy się Jego Królewskiej Mości Szwecji (...) Czcimy więc jako ulegli poddani Jego królewską Mość Szwecji, Pana naszego najłaskawszego, nie zamierzamy też podnieść zaczepnego oręża przeciw wojsku Jego Królewskiej Mości (...) Nasz klasztor (...) zasyła do Boskiego Majestatu modlitwy za bezpieczeństwo Najjaśniejszego Króla Szwecji, Pana i protektora naszego królestwa, jak i nas samych, których bynajmniej nie jest powołaniem opierać się potędze królów (...) Cokolwiek Jego Królewska Mość rozkaże, spełnimy. (...) Zanosimy ustawiczne modły do Boga i Najświętszej Bogarodzicy, czczonej w tym miejscu, o zdrowie i pomyślność Najjaśniejszego Pana, Króla Szwecji, Pana i Protektora naszego Królestwa...”. 

 

– to cytat z historycznego dokumentu odnalezionego w szwedzkich archiwach (w 1905 roku) i opublikowanego przez szwedzkiego badacza  - Theodora Westrina.

 

Kto ma rację?

 

Wielki pisarz, który z historyczną prawdą z powodów już wymienionych niewiele miał wspólnego. A może wierzyć historycznym dokumentom i badaczom historii? Serce i emocje są za Sienkiewiczem. Rozum i wiedza historyczna  ma jednak odmienne zdanie.

 

Augustyn Kordecki urodził się 16 listopada 1603 w Iwanowicach koło Kalisza, zmarł. 20 marca 1673 w Wieruszowie. Był najstarszym dzieckiem mieszczańskiej rodziny Marcina i Doroty Kordeckich. Jego ojciec piastował urząd burmistrza. W latach 1624-1628 studiował filozofię w kolegium jezuickim w Kaliszu, a 1628-1633 teologię w kolegium jezuickim w Poznaniu. W 1633 roku wstąpił do zakonu paulinów i przyjął imię zakonne August.

 

Dwukrotnie był obrany przeorem w Wieluniu, następnie w Wielgomłynach i Oporowie. Od 1647 r. do maja 1650 r. był przeorem klasztoru paulińskiego w Pińczowie. Sześć razy  wybierany przeorem sanktuarium jasnogórskiego,  trzy razy prowincjałem polskiej prowincji, czyli przełożonym wszystkich paulinów w Polsce.  Dwukrotnie był wikariuszem generalnym zakonu i cztery razy członkiem definitorium polskiej prowincji paulinów. W latach 1657, 1660-1661 Augustyn Kordecki  był prowincjałem paulinów w Polsce i na Śląsku.

 

W 1673 r. podczas wizytacji klasztoru w Wieruszowie miał atak serca. Zmarł  20 marca 1673 roku. Cztery dni później został pochowany na Jasnej Górze w podziemiach kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej. 

 

W dniu 7 listopada 1655 r. Kordecki dobrowolnie uznał władzę szwedzkiego króla Karola Gustawa za co  otrzymał od Szwedów list żelazny, czyli tzw. salwagwardię, gwarantujący bezpieczeństwo klasztoru jasnogórskiego.

 

W świetle dzisiejszych standardów lustracyjnych zostałby uznany  za bohatera, czy za kolaboranta?

 

Jedno trzeba przyznać, Kordecki odmówił polsko-szwedzkim oddziałom wstępu do klasztoru, ale prawdopodobnie  motywem jego działania był strach przed zabraniem klasztornych kosztowności. W 1658 r. przeor Kordecki napisał pochwałę samego siebie pod tytułem „Nova Gigantomachia”, w której opisał jasnogórskie zmagania z wrogiem i przypisał sobie szereg zasług. Jego przekazy o kierowaniu przez niego obroną są wątpliwe, bo nie miał żadnego przygotowania, był z wykształcenia teologiem moralistą.

 

Jak to było z tą bohaterską obroną?

 

W celu pacyfikacji pogranicza śląskiego Szwedzi zabiegali o umieszczenie swojego garnizonu w klasztorze, jednak paulini zaczęli powoływać się na regułę zakonną, mnożyli trudności i stawiali warunki. W rzeczywistości paulini obawiali się, że Szwedzi, zabiorą zgromadzone w klasztorze wota i relikwie.Szwedzko-polski oddział ( ok. 200 jeźdźców pod dowództwem hrabiego Jana Wrzesowicza - notabene katolika i byłego dobroczyńcy klasztoru) zażądał w dniu 8 listopada wstępu na teren klasztoru, lecz po odmowie odszedł bez żadnych konsekwencji następnego dnia do Wielunia.

 

Dopiero po 10 dniach  szwedzko-polski oddział ponownie podszedł pod klasztor. Nie posiadali j artylerii, więc o żadnym ostrzale klasztoru nie mogło być nawet mowy. Dopiero w końcu listopada pod klasztor dostarczono 3 lekkie armaty małego kalibru, które nie były w stanie uszkodzić muru klasztornego. 

 

O pierwszym etapie oblężenia możemy mówić dopiero od 11 grudnia, kiedy ściągnięto większe armaty, zdolne do zburzenia murów. Składały się na nią dwie  24-funtowe i cztery  12-funtowe. Obsłudze armat brakowało jednak amunicji. Wystarczyło jej na zadanie klasztorowi niewielkich strat. Wszystkie udokumentowane straty podczas „oblężenia” to: 16 stłuczonych szyb, trzy zabite konie, zniszczone koło od armaty, jeden poległy żołnierz, i trzech lub czterech zabitych cywili. 

 

Straty, nie licząc ludzi, mniejsze  niż  wyrządzane corocznie przez  "prawdziwych polskich patriotów" w święto niepodległości. 

 

W wigilię 24 grudnia 1665 r Kordecki kolejny raz odrzucił żądanie wpuszczenia szwedzko-polskiego oddziału, a w dniu 27 grudnia Szwedzi odeszli spod murów klasztoru i ........ było po wszystkim.

 

Kto atakował Jasną Górę?

 

Większość polskiej szlachty, zarówno katolików jak i protestantów witała wówczas Szwedów jak wyzwolicieli. Wiele osób  pragnęło gorąco końca rządów króla, jezuity i kardynała Jana Kazimierza, który swoją szkodliwą polityką doprowadził do faktycznego rozpadu państwa, a roszczeniami do tronu Szwecji w znaczny sposób sprowokował szwedzką inwazję. Pod Jasną Górą znalazł się oddział liczący od 1500 do 2000 żołnierzy, z tego połowę (ok. 1000 żołnierzy) stanowiła polska jazda pod dowództwem Polaka- pułkownika Wacława Sadowskiego. To Polacy wspólnie ze Szwedami zaatakowali jasnogórski klasztor. Zresztą Sienkiewicz też o tym pisze. Dziwna to była wojna, bo  paulini wpuszczali do klasztoru na msze święte Polaków, którzy byli w polsko-szwedzkich oddziałach, co oznacza, że byli tam również  katolicy, a nie tylko protestanci.

 

Jakie było strategiczne znaczenie "twierdzy" częstochowskiej.

 

Klasztor zakonu paulinów Jasna Góra w Częstochowie ( wówczas Częstochówka) w XVII wieku nie był twierdzą w ówczesnym systemie obrony. Nie dorównywał nawet w najmniejszym stopniu Kamieńcowi. Tak jednak jak większość klasztorów otoczony był murami obronnymi w obawie przed atakiem bandytów. Nie miał też większego znaczenia strategicznego. Położony był wówczas niedaleko granicy ze Śląskiem, jednak nie pełnił funkcji obronnej, ani nigdy nie znajdował się w ówczesnym systemie granicznych umocnień. 

 

Miał pewne wartości obronne. Położony był na wzgórzu otoczony murami, i miał 30 dział (Szwedzi mieli ich 16 lub 18). Załoga liczyła kilkuset (najprawdopodobniej 200-300) nieźle wyszkolonych i uzbrojonych żołnierzy. Przed oblężeniem do klasztoru trafiło kilkadziesiąt nowych muszkietów. W klasztorze znajdowały się wystarczające  zapasy żywności, wody i amunicji. Szwedzki generał Burchard Müller nazywał tę rzekomą „twierdzę” jasnogórską „kurnikiem”.  Straty materialne poniesione przez Rzeczpospolitą w potopie szwedzkim są porównywalne do strat Rzeczypospolitej w II wojnie światowej. Postawa naszych przodków w tamtym okresie była preludium  do późniejszej utraty niepodległości. 

 

 

 Wynik oblężenia przypisano cudowi spowodowanemu przez Maryję. Istnieje hipoteza, iż podczas oblężenia obraz nie znajdował się na Jasnej Górze, został uprzednio wywieziony w bezpieczne miejsce do Mochowa pod Głogówkiem z obawy przed przejęciem go przez Szwedów[. Król , powróciwszy do Lwowa, ogłosił śluby, w których polecał swoje państwo protekcji Bożej Matki, nazywając Ją Polską Królową.

 

Te wydarzenia, a zwłaszcza umiejętnie budowana legenda w dużej mierze przyczyniły się do kultu jasnogórskiego. Okres po potopie był bardzo pomyślny dla Częstochówki, która szybko rozwijała się i rozbudowywała. Będący właścicielem wsi klasztor intensywnie zabiegał o rozwój osady. W 1717 roku klasztor otrzymał przywilej nadający Częstochówce prawa miejskie jako Nowa Częstochowa.  Legenda procentowała. Przybywało pielgrzymów i kosztowności.

 

Czy warto obalać mit?

 

Sienkiewiczowskie prawdy tak głęboko wrosły w tradycję narodową, że po czasie chyba nie jest już możliwa jakakolwiek zmiana. Każdy naród ma swoje mity i legendy. Przy tak zagmatwanej historii może i lepiej karmić się mitami niż brutalną rzeczywistością. Podobno  sny i mi­ty za­wierają ważne przesłania od nas do siebie samych. 

 

 

Licencja: Creative Commons - bez utworów zależnych