Mity o szybkim czytaniu

Chociaż zabrzmi to jak truizm, ale taka jest prawda – w dzisiejszym świecie trzeba się uczyć, trzeba dużo czytać.

 

Szczególnie jeżeli chcemy być na bieżąco z nowinkami technicznymi, ze zmieniającym się prawem, z nowymi odkryciami, albo gdy po prostu lubimy czytać. Często denerwujemy się, że nie mamy czasu, że „za dużo tego wszystkiego, tych informacji”. Tak właśnie jest.... W jednym z kiosków z prasą liczyłem razem ze sprzedawcą pozycje prasowe – przy 115 pozycji sprzedawca powiedział „to jeszcze nie wszystko - jutro przychodzą inne tytuły”. Na dzień 27.02.2008 roku w księgarni Merlin.pl znajdowało się 192 732 książek. W ten sam dzień w księgarni Empik.com w dziale książki można było znaleźć 123 720 produktów. Mamy co czytać! (Nie wspominając już o stronach internetowych....). No i powstaje proste pytanie – jak temu zaradzić?

Pytanie jest proste, odpowiedź... w sumie też! Mowa oczywiście o szybkim czytaniu, o którym napiszę kilka słów, a dokładniej postaram się obalić kilka mitów z tym związanych. Gdyż wielu ludzi słyszało coś o tym, ale nie wie dokładnie co, a w ogóle to „z jakiej sekty jesteście?” (Autentyczne pytanie jakie zadał nam kiedyś pewien człowiek....).

 mit: Szybkie czytanie zabija przyjemność lektury, rozkoszowania się pięknem literatury.

Szybkie czytanie to jest narzędzie do zdobywania wiedzy, do szybszego zaznajamiania się z literaturą, gazetami. I nikt nie wykonuje żadnej operacji na mózgu, która uniemożliwia nam czytanie wolne! To jest jak z jazdą dobrym samochodem – możemy jechać 20km/h, ale i 130 km/h. Maluchem to raczej mniej niż więcej. A po drugie to jest TWOJE czytanie i tak naprawdę możesz czytać jak szybko chcesz – czy to powieści czy gazety, czy podręcznik do nauki ekonomii.

 

Anegdotka:

Rozmawiam z pewną potencjalną uczestniczką kursu.

Ona: wiesz, bo jak czytam np. Nad Niemnem, to bym się chciała rozkoszować pięknem opisów lasów, drzew itp.

ja: ale przecież będziesz mogła czytać wolno, nie dokonujemy żadnych operacji na mózgu itp.

Kilka dni po tej rozmowie na jednym z wykładów pokazowych starsza wiekiem nauczycielka języka polskiego mówi: „gdybym ja wiedziała, że jest coś takiego jak szybkie czytanie, to te wszystkie głupie opisy w Nad Niemnem bym raz dwa przeleciała, a nie męczyła się”.... :)

 Wszystko zależy od celu czytania!

 mit: Tak naprawdę to nie czytamy tekstu tylko specjalnie przygotowane znaki typu „ble,bla”

Tylko po co byśmy to mieli robić? Dla rekordów? Czytamy zwykłe teksty. No, może nie wszystkie one są zwykłe – szczególnie te, przygotowane na Mistrzostwa Polski w Szybkim Czytaniu ale nie są to same „dziwne znaki”. Co ważniejsze – po przeczytaniu tekstu w jakiś sposób sprawdzamy jego zrozumienie. Czy to w formie pytań wyboru, otwartych czy opowiadania. Co można zrozumieć z wyrażenia ble, bla, ole?

 Skoro mówimy o rozumieniu to kolejny:

mit: Jak będę czytał szybko to mniej zrozumiem. Muszę czytać wolno i uważniej, aby wszystko zrozumieć.

 Abstrahując od tego co to znaczy tak naprawdę rozumieć, trzeba stwierdzić iż poziom naszego rozumienia nie wynosi zawsze 100%. Co więcej, według statystyk Akademii Szybkiego Czytania w Krakowie poziom rozumienia na początku kursu wynosi przeciętnie 59%. Na końcu aż 70%. Przy końcowej prędkości ponad 10x większej! Z czego to wynika? Czytając wolno myślimy często „o niebieskich migdałach”, o tym co ugotować na obiad, albo gdzie iść na zabawę w najbliższą sobotę. Po prostu jesteśmy zdekoncentrowani. Co innego przy szybkim czytaniu, gdzie nie ma czasu, nie ma możliwości dekoncentracji. Szybkie czytanie wspomaga koncentrację, a koncentracja pomaga szybciej czytać. Można też porównać to do jazdy samochodem. Wolna jazda w korku, 20 km/h to zwracanie uwagi na mijane miejsca, odpisywanie na smsy, poprawianie fryzury w lusterku czy szukanie dobrej muzyki w radiu. Gdy jedziemy 130 km/h autostradą (nieremontowanymi odcinkami! ;) ) to nie możemy pozwolić sobie na dekoncentrację. Oczywiście poprawa rozumienia przy wzroście prędkości przychodzi z czasem – po serii intensywnych ćwiczeń. Ale przychodzi! Zawsze wtedy kiedy dużo ćwiczymy i chcemy się nauczyć szybko czytać. A czy muszę wszystko zrozumieć? Nie... chyba, że jesteś prawnikiem i negocjujesz bardzo ważną umowę, gdzie każde słowo jest warte milion złotych....

mit: Przyjdę na kurs i w trzy godziny nauczę się szybko czytać.

Nie, nie i jeszcze raz nie! W trzy godziny można poznać przykładowe ćwiczenia dotyczące technik przyspieszania tempa czytania, poprawy pamięci i koncentracji. Wyrobienie nawyku szybkiego czytania, poszerzenie pola widzenia, walka z fonetyzacją przy jednoczesnych ćwiczeniach poprawiających pamięć i koncentrację musi trwać dłużej. I oprócz zajęć należy ćwiczyć w domu – godzinę, dwie dziennie. Co jeżeli komuś się nie chce? Nie osiągnie dobrych wyników. Nasza motywacja ma wpływ na wszystko co robimy, również na tempo naszego czytania. Przyjmuje się, że przychodząc na kurs szybkiego czytania przyspieszamy jego tempo o 20%. Jeżeli jesteśmy dobrze zmotywowani jesteśmy równocześnie lepiej skoncentrowani o czym m.in. wspomina w swojej książce „Trening koncentracji” Eberhard Heuel. Co innego gdy „musisz” się czegoś nauczyć, a co innego gdy „chcesz” się czegoś nauczyć. Co innego „muszę iść do pracy”, a co innego „chcę iść do pracy”. Musisz i chcesz to jak minus i plus, jak ogień i woda, po prostu dwa odległe światy. Jak poprawić swoją motywację można przeczytać m.in. w ebooku „Szybko czytasz – więcej rozumiesz” i w wielu innych pozycjach na ten temat.

Paweł Rudzki
trener szybkiego czytania

 

Źródło: http://www.szybkoczytasz.pl/mity.html