Mistrz świata, okolic i dalekich rubieży

O tym, dlaczego intronizacja Jezusa nie byłaby wskazana.

 

Leci panie Bogusiu nam ten czas, przesunięty zresztą ostatnio. „Były wakacje i ciepłe wieczory, jest błoto, deszcze i ciepłe majtory” – jak mawiał pewien chcący zachować anonimowość słynny poeta. Pogoda nie skłania do podziwiania jej uroków podczas siedzenia pod gołym niebem, dlatego sadowiąc zad w wygodnym fotelu zajrzałem do edytora tekstowego, wracając z krótkiej przerwy w pisaniu.

Wielkiego formatu należy być gwiazdą, aby czerpać zyski (nie tylko materialne) ze swojej kariery nawet po śmierci. Podobnie jak Elvis Presley czy Włodzimierz Lenin, Jezus z Nazaretu jest wciąż żywy i czy chce tego czy nie, coś się w jego temacie kręci. Dzisiejsza historia rozpoczyna się w 2006 roku, kiedy to znudzony codziennością poseł PiS-u wpada na genialny pomysł, by Chrystusa mianować „królem Polski”. Do inicjatywy podpięło się jeszcze kilkunastu parlamentarzystów i miast głowić się nad gospodarką, zajmowali się problemami znikomego kalibru. Coś trzeba z tym nadmiarem czasu robić.

Jak donoszą źródła, wspomniana grupa organizuje sobie w sejmowej kaplicy nabożeństwa, adoracje i niezbyt melodyjne śpiewy, dodatkowo przepraszając pana Bogusia za złe ustawy (te o in vitro i aborcji choćby). Oczywiście zajęcie uznajemy za bardzo twórcze, w dobie kryzysu gospodarczego wielce potrzebne.

Wracamy do Jezusa i pomyślmy chwilę. Spędził facet 40 dni na pustyni, odrzucając dość intratną propozycję objęcia królestwa, podróżował na osiołku i zajmował się rybołówstwem. Doskonały przykład człowieka skromnego i wiedzącego, co tak naprawdę ważne jest w życiu. Nagle, nie wiadomo skąd, przychodzi jakiś poseł i chce go intronizować. To przecież wbrew Chrystusowej naturze.

Drugim problemem jest psychologia (ta człowiecza). Literatura podpowiada, że człowiek wystawiony na bodziec przyzwyczaja się do niego. Motocykliści muszą jeździć coraz szybciej aby otrzymywać tyle samo adrenaliny, narkomani muszą brać coraz więcej by narkotyk zadziałał itp. Z czasem tytuł „Król Wszechświata” również nie będzie niczym szczególnym i co wtedy? Trudno będzie zrobić go władcą czegoś szerszego niż nasze Uniwersum, dlatego wielcy tego świata znów będą musieli wykazać się swoją kreatywnością. Jezus zostanie więc honorowym obywatelem Nowego Sącza, dostanie paszport Polityki i odbierze symboliczny klucz do bram Gdyni.

Może wreszcie któremuś posłowi wpadnie w ręce Biblia, w Nowym Testamencie przeczyta historię tego wiodącego prosty żywot człowieka i uzmysłowi sobie, że palma w jego głowie była bardzo szybka i odbiła zanim odezwał się rozsądek. Sam tytuł, nieważne jak dostojnie by brzmiał, majestatu nie daje.

Do zobaczenia.

Licencja: Creative Commons - użycie niekomercyjne