„Przetrwać i dopilnować, aby odpowiedzialni zapłacili za swoje zbrodnie”

Heather Morris - Tatuażysta z Auschwitz, Wydawn. Marginesy 2018
O autorce:
Heather Morris urodziła się w Te Awamutu w Nowej Zelandii. Mieszka w Australii. Pracując w szpitalu Melbourne pisała scenariusze. W 2003 roku spotkała Lale i przez trzy lata dwa, trzy razy w tygodniu z nim rozmawiała. Za tę książkę otrzymała „Audie Award for Fiction”.
O książce:
Wiele lat temu, w liceum, byłam na szkolnej wycieczce w obozie Auschwitz. Po powrocie z biblioteki publicznej wypożyczyłam i przeczytałam wszystkie dostępne książki na ten temat. Parę lat później byłam na spotkaniu autorskim z Czesławem Ostańkowiczem więźniem Auschwitz, autorem wspomnień z tamtego okresu. Na maturze pisałam pracę na ten temat. Obejrzałam też parę filmów - zarówno fabularnych („Pasażerka”, „Ostatni etap”) jak i dokumentalnych. Nie można więc powiedzieć, że temat jest mi obcy.
Dlatego bardzo byłam ciekawa czy dowiem się czegoś nowego z nagłośnionej w mediach książki o tatuażyście.
Jest to historia miłości słowackiego, 26-letniego słowackiego Żyda i Słowaczki Gity Furman. On znal kilka języków i miał szczęście dzięki czemu tatuował numery na rękach więźniów. Ta funkcja przyniosła ze sobą przywileje – osobny pokój w baraku, większe i lepsze racje żywnościowe, chroniła go też przed selekcjami czy pobiciem dla rozrywki przez nazistowskich oprawców. Zakochany pomagał przeżyć Gicie, a także jej koleżankom.
Niestety założenie, aby książka stała się lekcją człowieczeństwa a nie historii zawiodło autorkę na manowce. Potworności obozu są na bardzo dalekim tle dlatego nie wywołują w czytelniku żadnych emocji. A ich opis sprawia wrażenie, że łatwo tam było żyć i przeżyć. To tak na zasadzie: jak mały głupi Kazio wyobraża sobie obóz koncentracyjny.
Pierwotnie ta historia miała być scenariuszem ale pewnie nikt go nie chciał bo ma złe, bardzo złe dialogi.
Jest to bajka a nawet bujda a nie prawda. Przypomina włoski film „Życie jest piękne” w którym ojciec przebywając z synem w obozie tłumaczy mu rzeczywistość tak, aby dziecko nie doznało szoku.
Niestety ta książka to porażka, bo niby oparta na faktach a kompletnie przekłamana. Bardzo nie polecam.
Polecam za to: Krystyna Żywulska – Przeżyłam Oświęcim; Stanisław Grzesiuk – „Pięć lat kacetu”; Zofia Nałkowska - „Medaliony”