Mamona

Człowiek jest istotą wolną. Przyszedłem uwalniać go coraz bardziej od grzechu, w tym co dotyczy ducha, oraz od łańcuchów wynaturzonej religii

 

61. JEZUS NAUCZA TŁUM W BETSAIDZIE
Napisane 3 lutego 1945. A, 4369-4377
Jezus jest w Betsaidzie. Przemawia stojąc w łodzi, którą tu przypłynął i która jest jakby
osadzona na mieliźnie rzeki, przycumowana do pala na małym, szczątkowym nabrzeżu. Wiele osób
siedzi półkolem na piasku, aby Go słuchać. Jezus właśnie zaczął mówić:
«...i widzę tutaj ludzi, którzy Mnie bardzo kochają: was, z Kafarnaum, którzy szliście za
Mną, odkładając na bok handel i domowe zacisze, aby słuchać słowa, jakim posługuję się dla
pouczenia was. Wiem także, że takie postępowanie naraża was na wyśmianie i może wam przynieść
szkodę w waszej społeczności większą niż strata, jaką poniesie wasza sakiewka. Wiem dobrze, że
Szymon, Eliasz, Uriasz i Joachim są przeciw mnie. Dziś – przeciwnicy, jutro – wrogowie. Mówię
wam to, bo nikogo nie oszukuję. Nie chcę oszukać was, Moich przyjaciół. Mówię wam, że mocni z
Kafarnaum użyją wszelkich środków, by Mi szkodzić, zadać ból, by Mnie pokonać... Podsuną
kłamliwe myśli, będą także grozić, kpić i rzucać oszczerstwa. Wspólny wróg posłuży się wszystkim,
aby wyrwać dusze Chrystusowi i uczynić je swą zdobyczą. Powiadam wam: kto wytrwa, ten będzie
zbawiony. Jednak mówię wam też: ten, kto kocha życie i dobrobyt bardziej niż zbawienie wieczne, jest
wolny, może odejść, może Mnie opuścić, by zająć się swoim kruchym istnieniem i przelotnym
dobrobytem. Ja nikogo nie zatrzymuję.
Człowiek jest istotą wolną. Przyszedłem uwalniać go coraz bardziej od grzechu, w tym co
dotyczy ducha, oraz od łańcuchów wynaturzonej religii. [Religia taka] uciska, przytłacza masą
drobiazgów, słów i przepisów prawdziwe słowo Boże, które jest czyste, zwięzłe, jasne, proste, święte,
doskonałe. Moje przyjście przesiewa przez sito sumienia. Gromadzę Moje ziarno na wolnej
przestrzeni, młócę je nauką ofiary i przesiewam przez sito własnej woli. Plewy, sorgo, wyka, życica
odfruną – lekkie i niepotrzebne. Opadnie to, co ciężkie i szkodliwe, i nakarmi ptaki. Do Mojego
spichlerza trafi jedynie ziarno wybrane, czyste, odporne, wspaniałe: ziarno – czyli święci.
Przed wiekami szatan wyzwał Przedwiecznego do walki. Pyszniąc się swoim pierwszym
zwycięstwem nad człowiekiem powiedział Bogu: “Twoje stworzenia będą moje na zawsze. Nic, ani
kara, ani Prawo, jakie chcesz im dać, nie uzdolni ich do osiągnięcia Nieba. Twoja siedziba, z której
mnie wypędziłeś, z której wygoniłeś jedynego inteligentnego pomiędzy Twymi stworzeniami,
pozostanie pusta, bezużyteczna, smutna jak wszystko, co niczemu nie służy.”
A Przedwieczny odpowiedział Przeklętemu: “To jest teraz w twej mocy, gdy jedynie twoja
trucizna panuje nad człowiekiem. Jednak ześlę Moje Słowo i Jego nauczanie unieszkodliwi twą
truciznę, uleczy serca, uzdrowi je z szaleństwa, jakim je opętałeś, i powrócą do Mnie. Jak zagubione
owce, które odnajdują pasterza, powrócą do Mojej zagrody i Niebo się zaludni. To dla nich je
uczyniłem. A ty, w swej pozbawionej mocy wściekłości, zazgrzytasz wstrętnymi zębami w twym
przerażającym królestwie, jako więzień i przeklęty. Aniołowie zrzucą na ciebie kamień Boży, który
zapieczętuje twoją siedzibę. Ciemności i nienawiść staną się udziałem twoim i tych, którzy do ciebie
należą. Losem Moich [świętych] będą błogosławione śpiewy, nieskończona wolność, wieczna i
najwyższa.”
A Mamona z kpiącym śmiechem przysięgła: “Na moją Gehennę przysięgam, że gdy
nadejdzie ta godzina, przyjdę. Będę wszędzie obecna przy ewangelizowanych i zobaczymy, kto będzie
zwycięzcą: Ty czy ja.”
Tak, szatan zastawia na was pułapki, by was przesiać, ale i Ja was otaczam, aby was przesiać.
Jest dwóch przeciwników: Ja i on. Jesteście między dwoma. To pojedynek Miłości z Nienawiścią,
Mądrości z Niewiedzą, Dobroci ze Złem. Rozgrywa się on nad wami i wokół was. Wystarczy Moja
obecność, aby odwrócić złośliwe uderzenia, jakie szatan na was kieruje. Stanę pomiędzy szatańskimi
zastępami i wami. Zgadzam się, by Mnie raniono zamiast was, bo was kocham. Jednak ciosy,
dosięgające was wewnętrznie, powinniście pokonać waszą wolą, biegnąc do Mnie, idąc Moją drogą,
która jest Prawdą i Życiem. Ten, kto nie ma silnego pragnienia Nieba, nie osiągnie go. Ten, kto nie
jest zdolny być uczniem Chrystusa, będzie lekką plewą, którą wiatr porwie ze sobą. Kto jest
nieprzyjacielem Chrystusa, ten jest szkodliwym ziarnem, które rozkwitnie w królestwie szatana.
Wiem, dlaczego przybyliście, wy z Kafarnaum. Doskonale wiem, jaki grzech jest Mi
przypisywany. Wiem, że z powodu tego nie istniejącego grzechu szepcze się za plecami i podsuwa
myśl, że słuchać Mnie i iść za Mną znaczy być wspólnikiem grzesznika. Jasno zdaję sobie z tego
sprawę i nie obawiam się uświadomić tego ludziom z Betsaidy. Pomiędzy wami, mieszkańcami
Betsaidy, są starzy, którzy z różnych przyczyn nie zapomnieli ‘Pięknej z Korozain’. Są mężczyźni,
którzy razem z nią grzeszyli, i niewiasty, które z jej powodu płakały. Płakały –a Ja jeszcze wam nie
powiedziałem: “Miłujcie tego, kto wam szkodzi”. Po płaczu nastąpiła radość, kiedy dowiedziały się,
że [‘Piękna z Korozain’] została dotknięta zgnilizną, jaka z jej nieczystych wnętrzności wyszła na
powierzchnię jej pięknego ciała. Był to symbol trądu groźniejszego, pożerającego jej duszę
cudzołożną, zbrodniczą i rozpustną. Cudzołożna po siedemdziesiąt siedem razy z każdym, kto nosił
imię “mężczyzny” i posiadał pieniądze. Po siedemdziesiąt siedem razy morderczyni swych
nieślubnych dzieci. Rozpustna z powodu grzechu, a nie z potrzeby.
O! Rozumiem was, zdradzone niewiasty! Rozumiem waszą radość, gdy wam powiedziano:
“Ciało ‘Pięknej’ jest bardziej cuchnące i bardziej zepsute niż ciało padliny leżącej w rowie przy
głównej drodze, [wydane] na pastwę kruków i robactwa.” Jednak mówię wam: Umiejcie przebaczyć.
Bóg dokonał za was zemsty i potem Bóg wybaczył. Również i wy przebaczcie. Ja przebaczyłem jej w
waszym imieniu, bo wiem, że jesteście dobre, o, niewiasty z Betsaidy, pozdrawiające Mnie wołaniem:
“Błogosławiony Baranek Boży! Błogosławiony Ten, który przychodzi w Imię Pana!” Jestem
Barankiem i takim Mnie znacie. Skoro Ja, Baranek, przychodzę do was, wy powinnyście się wszystkie
stać łagodnymi owieczkami, nawet te z was, którym dawny ból – odtąd już miniony – [ból]
zdradzonych małżonek dał instynkt dzikich zwierząt broniących gniazda. Nie mógłbym pozostawać
między wami, gdybyście były jak tygrysice i hieny, Ja bowiem jestem Barankiem.
Ten, który przychodzi w najświętszym imieniu Boga – zgromadzić sprawiedliwych i
grzeszników, aby doprowadzić ich do Nieba – poszedł ku nawróconej i powiedział jej: “Bądź
oczyszczona. Idź i wynagradzaj.” Uczyniłem to w dniu szabatu. I o to się Mnie oskarża. To oskarżenie
oficjalne. Drugim jest to, że podszedłem do nierządnicy. Do tej, która była prostytutką, lecz teraz jest
już tylko duszą opłakującą swój grzech.
Tak! I mówię wam: uczyniłem to i będę to nadal czynił. Przynieście Mi Pisma, bacznie się im
przyjrzyjcie, przestudiujcie je dogłębnie. Znajdźcie, jeśli to możliwe, fragment, który zabrania
lekarzowi leczyć chorego, lewicie – zajmować się ołtarzem, kapłanowi – wysłuchać wiernego tylko
dlatego, że jest szabat. A Ja – jeśli znajdziecie taki fragment i pokażecie Mi go – powiem, uderzając
się w piersi: “Panie, zgrzeszyłem wobec Ciebie i wobec ludzi. Nie jestem godzien Twego
przebaczenia, lecz jeśli zechcesz okazać litość Twemu słudze, będę Cię błogosławił aż po ostatnie
tchnienie.” Ta dusza była przecież chora, a chorzy potrzebują lekarza. To był ołtarz sprofanowany i
trzeba było, aby lewita go oczyścił. To była wierna, która szła zapłakać w prawdziwej Świątyni
Prawdziwego Boga i potrzebowała kapłana, aby ją do niej wprowadził. Zaprawdę powiadam wam, Ja
jestem Lekarzem, Lewitą i Kapłanem. Zaprawdę powiadam wam, że gdybym nie wykonywał Mego
obowiązku i pozwolił na zgubę choć jednej z dusz, którą pobudza pragnienie zbawienia, nie ocalając
jej, Bóg Ojciec zażądałby ode Mnie rachunku i ukarałby Mnie za zgubę tej duszy.
Taki jest Mój grzech według możnych z Kafarnaum: mogłem poczekać na dzień po szabacie,
aby ją uzdrowić. Tak. Jednak po co czekać cały dzień i noc, by przywrócić Boży pokój skruszonej
duszy? W tym sercu była prawdziwa skrucha, prawdziwa szczerość, doskonała boleść. Czytałem w
tym sercu. Jej ciało było jeszcze trędowate, lecz jej serce było już uzdrowione balsamem łez
wylewanych przez lata ekspiacji. Aby do tego serca mógł zbliżyć się Bóg – bez kalania aury świętości
otaczającej Boga – potrzebowało ono jedynie Mojego odnowionego poświęcenia. Uczyniłem to.
[‘Piękna’] wyszła z jeziora czysta w ciele, ale jeszcze bardziej oczyszczona w sercu.
[por. Mk 1,4n] Jak wielu, o jakże wielu z tych, którzy – z posłuszeństwa dla Prekursora –
weszli do wód Jordanu, nie wyszło zeń tak czystymi jak ona! Ich chrzest bowiem nie był aktem
dobrowolnym, którego potrzebę odczuwał szczery duch chcący się przygotować na Moje przyjście. Był
on formalnością dla uchodzenia za doskonale świętych w oczach świata. Była to więc obłuda i pycha:
dwa grzechy dorzucające się do mnóstwa innych, już istniejących w ich sercach. Chrzest Janowy był
jedynie symbolem. Mówił: “Oczyśćcie się z pychy, upokórzcie się, uznając się za grzesznych.
Oczyśćcie się z grzechów rozwiązłości, obmywając się z tego, co w was pozostaje.” Skuteczny chrzest
to taki, który łączy się z pragnieniem duszy, chcącej się oczyścić przed ucztą Boga. Nie ma tak
wielkiego grzechu, który nie mógłby zostać obmyty najpierw przez skruchę, potem przez Łaskę, a
wreszcie – przez Zbawiciela. Nie ma tak wielkiego grzesznika, który nie mógłby podnieść
upokorzonego oblicza i uśmiechnąć się do nadziei odkupienia. Wystarczy, że całkowicie odrzuci
grzech, wytrwa bohatersko w pokusie, jest szczery w pragnieniu odrodzenia.
Powiem wam obecnie prawdę, która Moim nieprzyjaciołom może wydać się bluźnierstwem.
Jednak wy jesteście Moimi przyjaciółmi. Mówię szczególnie do was, uczniów, których wybrałem, a
także do was wszystkich, słuchających Mnie. Powiadam wam: aniołowie, duchy czyste i doskonałe,
żyjące w światłości Najświętszej Trójcy i w Niej napełnione radością, są pomimo swej doskonałości –
i uznają, że tak jest – w gorszej sytuacji niż wy, tak oddaleni od Nieba. Są w gorszej sytuacji, bo nie
mogą się poświęcać i cierpieć, by współpracować w odkupieniu człowieka. Pomyślcie, Bóg nie bierze
anioła i nie mówi mu: “Bądź odkupicielem człowieka”. On bierze Swego Syna. Wie jednak, że tej
Ofierze – choć ma nieocenioną wartość i jej potęga jest nieskończona – czegoś brakuje. Bóg bowiem,
w Swej dobroci Ojca, nie chce czynić różnicy pomiędzy Synem Swej miłości i dziećmi Swej mocy.
Ogółowi zasług – które trzeba przeciwstawić wszystkim grzechom, gromadzonym przez ludzkość z
godziny na godzinę – czegoś brak. Bóg nie bierze jednak aniołów dla dopełnienia tej miary i nie mówi
im: “Weźcie na siebie cierpienie, by naśladować Chrystusa”. Bóg do was się zwraca: do was – ludzi.
Mówi: “Cierpcie, poświęcajcie się, bądźcie podobni do Mego Baranka. Bądźcie
współodkupicielami...”
O! Widzę zastępy anielskie, które – przerywając na chwilę ekstazę uwielbienia wokół Trójcy,
będącej ich centrum – upadają na kolana i zwracając się w stronę ziemi, mówią: “Błogosławieni
bądźcie wy, którzy możecie cierpieć z Chrystusem i dla Boga wiecznego, naszego i waszego.” Wielu
nie rozumie jeszcze tej wielkości. Ona zbytnio przekracza człowieka. Gdy jednak Hostia zostanie
ofiarowana, gdy wieczne Ziarno zmartwychwstanie, by więcej nie umrzeć – po tym jak zostanie zżęte,
wymłócone, wyłuskane i pochowane we wnętrznościach ziemi – wtedy przyjdzie nadprzyrodzony
Oświeciciel. On napełni światłem duchy, nawet najbardziej ociężałe, które jednak pozostały wierne
Chrystusowi, Odkupicielowi. Wtedy zrozumiecie, że nie bluźniłem, lecz ogłosiłem wam najwyższą
godność człowieka. Wynika ona z faktu, że może on być współodkupicielem, nawet jeśli wcześniej był
tylko grzesznikiem. Przygotowujcie się do tego zadania czystością serca i intencji. Im bardziej
będziecie czyści, tym lepiej zrozumiecie. Nieczystość, jakakolwiek by nie była, zawsze jest dymem
zaciemniającym i obciążającym wzrok i rozum.
Bądźcie czyści. Zacznijcie być czystymi w waszym ciele, aby czystość weszła potem do
waszego ducha. Zacznijcie od pięciu zmysłów, przechodząc do siedmiu namiętności. Zacznijcie od
oka. Zmysł wzroku jest królem i otwiera drogę dla różnych głodów, najbardziej dokuczliwych i
złożonych. Oko widzi ciało kobiety i pożąda ciała. Oko widzi dostatek bogatych i pragnie złota. Oko
widzi potęgę rządzących i pragnie władzy. Miejcie oko spokojne, szlachetne, umiarkowane i czyste, a
wasze pragnienia będą spokojne, szlachetne, umiarkowane i czyste. Im czystsze będzie wasze oko,
tym czystsze będzie wasze serce. Czuwajcie troskliwie nad waszym okiem, żądnym odkrycia
kuszących owoców. Bądźcie skromni w spojrzeniach, jeśli chcecie być skromni w ciele. Jeśli
posiądziecie czystość ciała, będziecie mieć czystość bogactwa i potęgi. Będziecie posiadać wszystkie
rodzaje czystości i będziecie przyjaciółmi Boga.
Nie lękajcie się, gdy was wyśmiewają za waszą czystość. Bójcie się jedynie tego, by nie stać
się nieprzyjaciółmi Boga. Pewnego dnia usłyszałem: “Świat wyśmieje Cię jako kłamcę lub eunucha
jeśli pokażesz, że nie masz pociągu do kobiet”. Zaprawdę powiadam wam: Bóg ustanowił
małżeństwo, by was wznieść jako Swoich naśladowców w prokreacji i jako współpracowników w
zaludnianiu Nieba. Jest jednak stan jeszcze bardziej wzniosły, przed którym kłaniają się aniołowie,
widząc w nim doskonałość, jakiej nie mogą naśladować. Ten stan może trwać, jeśli jest doskonały, od
narodzenia aż do śmierci. Nie jest jednak zamknięty przed tymi, którzy – nie będąc już dziewicami –
rezygnują ze swej płodności męskiej lub kobiecej, usuwają swą zwierzęcą żywotność, by stać się
płodnymi lub żywotnymi jedynie w duchu. To stan jakby eunucha, ale bez niedoskonałości naturalnej
ani bez okaleczenia dobrowolnego lub zadanego gwałtem. Stan, który nie zabrania zbliżania się do
ołtarza. W wiekach przyszłych ci – którzy się do tego stanu zobowiążą – będą otaczać ołtarz i służyć
przy nim. To stan najwznioślejszy, ze względu na który [człowiek] wyrzeka się wszystkiego, co nie
jest przynależnością do jedynego Boga i zachowuje dla Niego samego czystość ciała i serca, aby
posiadać na wieki olśniewającą biel, tak drogą Barankowi.
Mówiłem do ludu i do tych z ludu, którzy są wybrani. Teraz, zanim pójdziemy połamać się
chlebem i podzielić się solą w domu Filipa, błogosławię was wszystkich. Błogosławię dobrych, by im
wynagrodzić. Błogosławię grzeszników, aby im włożyć do serca odwagę przyjścia do Tego, który
przybywa, by wybaczać. Pokój niech będzie z wami wszystkimi.»
Jezus wysiada z łodzi i przechodzi przez tłum tłoczący się wokół Niego. Przy rogu jednego z
domów stoi jeszcze Mateusz. Stamtąd słuchał Nauczyciela, nie mając śmiałości uczynić nic więcej.
Doszedłszy do niego, Jezus zatrzymuje się i – jakby błogosławiąc wszystkich – udziela jeszcze raz
błogosławieństwa. Patrzy na Mateusza, a potem dołącza do uczniów. Lud podąża za Jezusem, który
znika następnie w jednym z domów.