Mam 86 lat i dupę bladą

Byłem w twoim wieku,,nie marnuj go, i nie żałuj co przeminęło z wiatrem

 

 

Rower-na drewnianych kołach ojciec kupił od zyda w 1938 roku, woził mnie nim do lekarza , cerkwi i na targ itp.Dopiero
W 1941 roku ujrzalem rowery cuda, żołnierzy niemieccy nimi ,gnali sowietow do Rosji.Podobnym w 1946 roku na
dolnym Slasku, nad rzeką Bobr zderzyłem z rowerzystka,rowiesniczką Niemką ,ku memu zmartwieniu wysiedlona ją za Odrę.Machala na pożegnanie chusteczką mokrą od łez.Planowalem ucieczkę do niej za rzekę nienaruszalnych granic ,ale ojciec zaniary pokrzyżowal,rower sprzedał, do szkoły z internatem zawióżł.Nieuczony jak slepiec-powiedział . Mijały lata.
Uczyłem w szkole dzieci gdzie djabel mowił dobranowc,a podróżny rzykowal zlamankem karku, ale kupiłem rower
produkcji PRL, budził zdumienie.Jezdzilem , jak wtedy z Niemką,po kraine tysiąca jiezior
dziewuchy z usmiechem wskakiwały na ramę, z jedną wylądowałem w krzakach...wieś huczala od plotek.
Smigałem nim nad jeziorani srebrzących rybami, nurkjowaly tam kaczki,plywaly łabędzie,pstrykalem zdjęcia pierwszym polskim aparatem "Druh", kiedy ślonce chowalo za jeziorem, koncert ptasi milkl ,a żaby kumkały , a szczupaki ruszały na łow, wgedy Siwa mgła pełzla u nog, wtedy jeszcze mocniej biło zielone serce przyrody.Byłem jej niepodzielną cząstką.
Wracać do szkolnego domu nie chciało.-Gdzie ryby pytała wścibska woźna-w jeziorze- mówiłem,.Trzeba lepiej zanęcać-radziła... ripostowałem wszyscy biorą ,ryby nie chcą.,