JustPaste.it

Źrenice mętne i błękitne jak laser.
Czarno to widzę, ale biegnę jak Mbappe.

Wiedział.. Wiedział, że to nie był sen i w sumie co do mordercy mógł się spodziewać, że będzie ściemniał o śmierci, przecież rzekome wieści o niej obiegły cały świat. Tylko naiwni uwierzyliby w tą bajeczkę z zamiennikiem. Chyba powinien zacząć się martwić swoją wiedzą i sytuacją, ale na ten żart o swojej śmierci prychnął. Dla niego to tak brzmiało. Był niepewny ze względu na język, ale był też często zarozumiałym dupkiem. Słuchał, obserwował ich próbując opanować latającą szczękę. Ciężko było mówić w tym stanie, ale problemu ze zrozumieniem aż takiego nie miał. Więc na słowa o panience lekko zacisnął dłonie w pięści.

-Idiota. -Mruknął, bardziej do siebie niż do świata, mając na myśli ochroniarza. Te łebki zdecydowanie nie byłyby jego przyjaciółmi tutaj. Pozwolili mu się tu dostać i jeszcze mieli czelność go obrażać. Miał ochotę posłać im wiązankę po holendersku, ale niestety możliwe, że zrozumieliby. Z bólem serca darował sobie. Był tu po coś. 'Naćpany'. Tu też coś cisnęło mu się na usta. Okay, może był odrobinę nietrzeźwy, ale raczej nie od razu 'naćpany'. Od razu za drugim zdaniem łypnął na broń. Glock. Może miałby przewagę, gdyby go zabrał, ale on nie przyszedł tu walczyć. Jakby chciał pewnie przyszedłby tu z własną bronią, prawda? Czy on do niego się zbliżył. Zamrugał oczami na tyle na ile mógł. Prawdopodobnie jeśli umrze to jeden z momentów, gdy jest najbliżej świętych. Głęboki wdech nadal nie dawał wystarczająco powietrza. Wszystko działo się za szybko. Czego od niego wymagali. Był szczęśliwy i w tym stanie upojenia przy Grenardzie mógłby skonać. Byłoby to jeszcze bardziej ironiczne, gdyby nie zginął z jego rąk. Na jego pytanie założył rękę na rękę. Uniósł brew, a wzrok utkwił w tych 'jebniętych panienkach', które pilnowały tego przybytku. Wahał się, bo póki nie był jednym z nich, nie było to zbyt roztropne. Raczej nie byli na tyle ważni, by Joel dzielił się z nimi informacjami. Opuścili to pomieszczenie, ale czy to znaczyło rozluźnienie atmosfery? Raczej wręcz przeciwnie.

-W sumie jestem Charlie. -Uśmiechnął się. Jego śćpane ja uznało tą odpowiedź za wyjątkowo elokwentną. W końcu tak dobrze użył języka, który w tym stanie nie przechodził mu przez usta. Wszystkie wyrazy były takie ciężkie. Kolejne słowa Joela potrzebował chwilę przetrawić. Brytyjczycy mieli wyjątkowo ciężki akcent, zwłaszcza dla kogoś, dla kogo angielski nie był pierwszym językiem. On jeszcze był nietrzeźwy, ale wydało mu się, że zrozumiał i na znak tego niechętnie kiwnął głową. Droga się nie dłużyła, wręcz przeciwnie, nie nadążał za szczegółami, a chciał przysiąść przy każdej ścianie, każdym metrze podłogi i wgapiać się w niego przez następne kilka minut. Może godzin? Plecy mężczyzny pewnie były jeszcze ciekawsze, ale tego było za dużo dla jego zapierdalającego jak chomik w kołowrotku mózgu. Rozejrzał się po miejscu, w którym morderca chciał go zostawić do wytrzeźwienia. Przeważały szarości, zdecydowanie było zbyt szaro. Słowa o zostaniu tutaj były raczej zbędne. Ten pokój był zbyt bezbarwny, więc w nim napewno nie zostanie. Chyba, że mówił o budynku, to co innego. Czuł jak jego żołądek odmawia posłuszeństwa. Czasem po MDMA zdarzało mu się wymiotować. Nie chciał tego zrobić w czymś co przypominało czasową sypialnię. Chciał zapytać go o łazienkę, więc od razu, gdy się odwrócił chwycił za jego nadgarstek niezbyt się nad tym zastanawiając. Musiał jak najszybciej tam pójść. Ich oczy się spotkały, ale to nie był moment, w którym ucieszyłby się z tego faktu. To był moment, gdy zobaczył tylko w nich złość i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, poczuł bliskość ze ścianą. Lot jeszcze wydawał się całkiem fajny mimo iż ból już dał się we znaki. Fruwał, a przy okazji ból swoim naćpanym umysłem pomylił z wyrastaniem skrzydeł, ale chyba natrafił na słup. Jego twarz zderzyła się tylko częściowo ze ścianą, a to wystarczyło. Malutka strużka krwi pojawiła się przy jego nosie. Jedynie opadł na kolana i oparł rękę o ścianę. Nie chciał wymiotować, ale mimo powstrzymywania torsji na podłodze wkrótce pojawiła się żółć wymieszana z cydrem. Nie chciał widzieć jego miny. Nie chciał wiedzieć jak bardzo sobie przejebał. Choć chyba był zbyt zajęty analizowaniem co się właśnie wydarzyło. Podniósł się na drżących nogach i zrzucił coś co robiło za koszulę. Butem próbował koszulą zetrzeć kałużę, którą zostawił. Chyba zbyt mu się kręciło w głowie. Nie musiał ścierać krwi, bo zastygła tylko delikatnie pod nosem i dalej nie leciała. Chciał już się położyć, ale nie chciał zostawić tak tego. Musiał, bo czuł, że jak tak dalej pójdzie wyląduje we własnych wymiocinach. Zrzucił buty i w końcu spojrzał na Joela. Nie wiedział, czy bardziej był zły, czy skonsternowany. Zignorował go całkowicie, mimo całego uwielbienia. Był w stanie to docenić. Jeśli go zabiją, skona w bazie świętych, ale teraz chciał konać w łóżku, którego brakowało mu w aktualnym miejscu zamieszkania. O ile można tak nazwać stary materac, który dzielił z kolegą. Po dwóch krokach trafił twarzą w miękką poduszkę. Jezu, cóż za ironia, że łóżko było rzeczą, za którą tęsknił z domu dziecka. Przewrócił się na plecy podkulając nogę. Oczy miał zamknięte z obawy co mógłby zobaczyć. Opatulił się kołdrą przyjmując pozycję embrionalną. Fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Uchylił lekko usta, bo nadal jego organizm nie ufał tlenowi.

-Alle kinderen zijn depressief.*-Wymamrotał bardziej do siebie niż do kogokolwiek, kto miałby być w tym pokoju. Teraz miał chwilę dla siebie i jeśli nawet wszyscy święci, cóż za ironiczna nazwa, zebrali by się w tym pomieszczeniu, z uśmiechem by im pomachał i wrócił do spania. Następne dźwięki z zewnątrz już do niego nie docierały. W jego głowie właśnie zapracował na pozycję w gangu i posiadał własny kąt, który nie był dzielony z dziewięcioma innymi osobami. Przytulał z całej siły kawałek kołdry, która była częścią saints of london. Odpłynął i nie pamiętał, kiedy spał tak spokojnie. I zapewne tak długo. Mimo że molly miała często właściwości speedu chyba w te parę chwil przeżył za dużo, by to działało. Sny były pełne tego co wydarzyło się tego dnia. Pełne urywek, strachu, nadziei i marzeń. Większy strach będzie jak się przebudzi. Cóż, zajęło mu to 10 długich godzin. Chyba wystarczający czas by zastanowili się co zrobią z tym zarozumiałym gówniarzem.

 

mypmagazine22interviewyungbludrebellionnextgeneration17.jpg

*to o co mu chodziło to 'wszystkie dzieciaki mają depresję'