Lenin miał rację

Podobno w EU stręczycielstwo jest karalne. Jeśli tak to powinni przede wszystkim zapuszkować małego francuskiego Napoleona. Kandydatów do zapuszkowania jest zresztą więcej bo jeśli wierzyć doniesieniom cały chór przestraszonego zachodniego establishmentu zgodnie stręczy Niemcy aby się na TO zgodziły. TO ma uratować skorumpowane rządowo-bankowe koterie czujące pod stopami żar rozpadających się systemów monetarnych, rozsadzanych przez niespłacalny dług.

Chodzi oczywiście o zgodę Niemiec aby Europejski Bank Centralny (ECB) zaczął drukować euro w trybie turbo, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, aby ratować tym rozpadający się system. Ratunek ma leżeć w kolejnym przekręcie na gigantyczną skalę, polegającym na pan- europejskim, przyspieszonym zeszmaceniu pieniądza. Zeszmacony pieniądz zeszmaca długi w nim wyrażone ratując tym zbankrutowane rządy i banki przed jedynym racjonalnym wyjściem – oficjalnym bankructwem i rozpoczęciem od nowa. Ratunek jest jednak iluzoryczny bo zeszmacenie pieniądza zeszmaca również wszystko inne. Zeszmaci oszczędności ludzi, wyrwie dywan spod nóg biznesu, zniszczy tkankę społeczną. Rozsadzi w końcu samą unię której zachowanie jest podobno priorytetem.

źródło: wikipedia

Lenin miał absolutną rację. Nie ma bardziej subtelnej, bardziej pewnej metody zniszczenia podstawy społeczeństwa niż zdebazowanie jego waluty. Proces ten angażuje wszystkie ukryte siły praw ekonomicznych po stronie destrukcji, i czyni to w taki sposób że nikt nie jest w stanie tego zdiagnozować. Te prorocze słowa napisał nie kto inny jak John Maynard Keynes, czczony przez unijny establishment jako prorok i patron ich „deficit spending”.

O tym jak trafne okazały się te słowa wiedzą najlepiej Niemcy. W cztery lata później (1923) doświadczyli oni destrukcyjnego epizodu hiperinflacji w Republice Weimarskiej, kiedy pieniądz drukowany był coraz szybciej, w takt cen przyspieszających najpierw z tygodnia na tydzień, potem z dnia na dzień, potem z godziny na godzinę. W końcu tak szybko że pieniądz drukowany był tylko po jednej stronie. Zdesperowana ludność paląca paczkami banknotów w piecach i kupująca chleb taczkami banknotów straciła wszystko. I wszystko ponad powrót do tego hiperinflacyjnego piekła wydawało się jej lepsze. W tym ład i porządek narodowego socjalizmu obiecany przez Adolfa Hitlera który sobie wybrała.

Po wojennej klęsce czyściec hiperinflacji ponownie nawiedził Niemcy. Reichsmarki Hitlera były po wojnie tyle warte co marki Republiki Weimarskiej. Ludzie w jednym pokoleniu raz jeszcze przeżyli traumę utraty wszystkiego.

W tej sytuacji wolnorynkowa reforma Ludwiga Erharda w 1948 i wprowadzenie Deutschemark okazała się objawieniem. Zarządzana konserwatywnie przez Bundesbank DMarka musiała być sukcesem bo nie było innego wyjścia!  I była jeszcze jakim! Stanowiła fundament powojennej odbudowy i cudu gospodarczego. Niemcy stanęły na nogi dzięki walucie twardej jak stal, będącej obiektem zazdrości innych.

Trauma hiperinflacji i utraty wszystkiego tkwi głęboko zakodowana w niemieckim DNA. Każdy niemiecki polityk, nawet uczestniczący w demokratycznym wprowadzaniu euro tylnymi drzwiami w 1999, wie o tym dobrze. Stąd też przyrzeczenia sprzed 12 lat o euro mającym zastąpić DMarkę które miało być „tak silne jak DMark” i o ECB mającym być przedłużeniem Bundesbanku w tym samym Frankfurcie nad Menem.

Opór Niemców przeciwko proponowanemu teraz przez Francję zeszmaceniu euro, do czego europejski ekwiwalent amerykańskiego quantitative easing w wydaniu ECB doprowadzi, jest zrozumiały. A do tego właśnie zmierzają stręczenia Niemiec przez małego Napoleona i inne rządy zachodnie z bankami śmiertelnie umoczonymi w bagnie wspólnej waluty.  Dotychczas Niemcy mówią rezolutnie nein drukowaniu,  ergo podszyciu się funduszu bailoutowego EFSF pod bank.

Pewna państwowej protekcji „wspólnej waluty” i ubezpieczenia ryzyka amerykańskimi CDS-ami kamaryla prywatnych banków beztrosko pożyczała ewidentnym bankrutom europejskim bez końca,   praktycznie w jednym wielkim przekręcie. Banki doskonale wiedziały co robią, znały ryzyko i zarabiały na tym doskonale.  Nie przewidziały tylko że zbankrutowany kraj może przestać spłacać dług i teraz krzyczą do państwa „ratuj”.  Byłoby jednak rzeczą wysoce niemoralną aby ratować niewypłacalne banki strefy euro i  NIE pozwolić im zbankrutować, tak jak oficjalnie  zbankrutować powinna Grecja i inne kraje PIIGS.

Bankructwo wymagane jest z wielu powodów.  Pozostawiając kapitalizm i wolny rynek na boku, wymaga tego przede wszystkim zapomniane nieco pojęcie fundamentalnej sprawiedliwości. Wymaga tego zasada odpowiedzialności na własne czyny, zasada że wszystko mające upside ma też downside i że zgarnianie prywatnych profitów z jednej strony musi iść w parze z absorpcją prywatnych strat z drugiej. Prywatne profity i obarczanie publiki stratami jest moralnie niedopuszczalne i nie da się na dłuższą metę tolerować, zasłaniane parawanikiem rzekomego armagedonu w przypadku dopuszczenia do kolapsu banków. Publika wystawi rachunek wcześniej czy później. Więcej, indywidualni bankierzy i zarządy odpowiedzialne za konkretne decyzje prowadzące do kolapsu powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności teraz, płacąc rachunek zamiast inkasowania bonusów.

Niemcy w żadnym przypadku nie powinny zgodzić się na masowy druk euro aby bankrutów wybailoutować. W żadnym wypadku podatnicy strefy euro nie powinni zostać obarczeni ciężarem takiego bailoutu.  Zbankrutowane banki zasługują na upadek i ich upadek będzie pozytywem, nie negatywem. Będzie  warunkiem nowego początku, po wycięciu gangreny doszczętnie skorumpowanego starego systemu. Jeśli pociągnie to za sobą wysokie koszty, a nie ma co do tego wątpliwości, będzie to też pozytyw. Będą to koszty w pełni zasłużone, które Niemcy zawdzięczają sobie, wynikłe z braku mechanizmów odpowiedniej kontroli i z czystej głupoty.

Każda lekcja kosztuje a ta jest jedną z najcenniejszych. Ból będzie ale wbrew uśmierzającej propagandzie establishmentu ból ma też pozytywne strony. Ból skłania do nauki, do wyciągnięcia wniosków, do zrozumienia przyczyn. I do działania aby się więcej nie powtórzył. Niemcy są wielkim narodem którego sukces w Europie w niewielkiej części zależy od przekrętów bankowych i od wciskania południowym bankrutom rzeczy na kredyt którego nie są w stanie spłacić. Nie ma i nie może być na tej podstawie trwałej prosperity.   Nigdy nie było.  Czas w końcu oprzytomnieć i,  jak to mówią Amerykanie,  face the music.  Metodą na oprzytomnienie jest właśnie ból.

Przejście Niemiec przez ten ból ich nie zrujnuje choć być może wymusi daleko idące zmiany w samej EU. Być może  trzeba będzie ją zmniejszyć i oprzeć na dawnych zasadach  bloku gospodarczego,  porzucając plany socjalistycznego ponadnarodowego imperium.  Będą to zmiany na lepsze. Zrujnować Niemcy, i całą strefę euro razem z nimi, może za to co innego – hazard moralny jaki stanowi rabunek mas w biały dzień na miliardy potrzebne na „ratowanie” bankrutów. Nie ma to i mieć nie może żadnego usprawiedliwienia, choćby cały system bankowy miał runąć jutro czy pojutrze. I nie ma tu różnicy czy rząd rządzi rzeczywiście czy tylko wykonuje polecenia posiadającej go w kieszeni koterii bankowej. Nikt nie powinien zapominać że sprawiedliwość w naszym kręgu kulturowym stoi wysoko, daleko wyżej ponad doraźnymi interesami ekonomicznymi. Przekręty i defraudacja przyszłych pokoleń prowadząca do ich zubożenia dojść może tylko tak daleko i nie dalej. W pewnym momencie spauperyzowane debazowaniem waluty i doprowadzone do ostateczności masy wystawić mogą rachunek niewspółmierny z żadnym bailoutem, grzebiąc tym ostatecznie wizję europejskiej harmonii i spokoju społecznego.

Miejmy nadzieję że Niemcy, ponoszący szczególną odpowiedzialność za powojenną Europę u źródła sukcesu której stali, nie popełnią fatalnego historycznego błędu ulegając  presji  i  dając zielone światło ECB na zeszmacenie własnej waluty. Że nie dadzą zielonego światła do rabunku milionów ludzi w Europie aby przedłużyć agonię zbankrutowanego,  skorumpowanego systemu bankowego opartego na drukowanym z powietrza pieniądzu bez pokrycia który stymuluje takie ekscesy kredytowe jakie miały miejsce. Sztuczne utrzymywanie przy życiu kryminalnej kamaryli banków „zbyt dużych aby upaść” jest dla przyszłości Europy dużo większym zagrożeniem  niż jej bankructwo.

 

 

Źródło: cynik9