Latający makaron a wolność wyznania

...jak zweryfikować szablon boskości?

 

"Pragnę zapewnić Ojca Świętego o woli i gotowości Polski do dalszego umacniania więzi i współpracy ze Stolicą Apostolską w obronie kultury chrześcijańskiej w Europie i na świecie". – Z depeszy gratulacyjnej Donalda Tuska do papieza Franciszka

*

“Ja nie jestem pupilem Kościoła, ale nigdy nie dam się namówić na wojnę z Kościołem. Bo uważam, że ze wszystkimi wadami jest Polsce bardzo potrzebny. Mam również głębokie przekonanie, że wiara w Boga, bycie członkiem Kościoła są dobre dla narodu, dla społeczeństwa. “ - Premier  Donald Tusk w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej"

„Kościół Latającego Potwora Spaghetti” – „kościół”, czy też może bardziej „inny związek wyznaniowy” stara się o rejestracje zgodnie z prawem polskim w trybie wpisu do rejestru kościołów i innych związków wyznaniowych. Procedura teoretycznie jest banalna – 100 osób popiera wniosek poprzez notarialnie poświadczone podpisy, następnie bada go organ rejestrowy – mający prawo żądać od wnioskodawców wyjaśnień treści wniosku w zakresie określonym w ustawowych wymogach dotyczących treści wniosku, a także zwracać się do odpowiednich organów państwowych o sprawdzanie prawdziwości zawartych we wniosku danych.

Niestety – pastafarianie – nie mają szczęścia do pana Michała Boniego ministra cyfryzacji i czegoś tam jeszcze, który z niezrozumiałych powodów zajmuje się w zarządzie pana DonaldaTuska sprawami właściwymi dla religii i wyznań, albowiem dotychczas były to sprawy w sposób naturalny zastrzeżone dla właściwości Ministra Spraw Wewnętrznych. Jednakże mniejsza z działami administracji rządowej, ponieważ nic nie działa w tym kraju jak powinno – trudno, żeby struktura rządu była odpowiednia. W każdym bądź razie pastafarianie dostali decyzję odmowną, którą publikują na swojej stronie internetowej [tutaj].

Jest to zwykła decyzja administracyjna wydana w reżimie KPA, w oparciu o opinię pracowników naukowych właściwej dla badania religii jednostki naukowej Uniwersytetu Jagiellońskiego. W wielkim uproszczeniu – erystyka i próba udowodnienia, że kościół – wnioskodawca nie jest wspólnotą religijną mającą na celu odnoszenie się do sacrum, ale wyśmiewanie innej religii. Organ rejestracyjny w ten sposób poszedł odrobinę za daleko, albowiem pozwolił sobie na badanie, czy coś, co przedstawiają ludzie jest religią – ich wiarą, przy pełnej świadomości braku możliwości obiektywnego zbadania czy dane sacrum rzeczywiście istnieje (jak w większości religii), nie mówiąc już o stosunku wierzących. Minister cyfryzacji i czegoś tam – decydując się na wydanie decyzji odmownej na podstawie przytoczonej opinii – złamał Konstytucję RP, albowiem nigdzie w niej nie jest napisane, że państwo ma prawo uzurpować sobie na podstawie jakichkolwiek przesłanej decydowanie czy przedmiot tego typu wniosków jest Bogiem czy nie jest Bogiem. Decydując się na ten krok minister podeptał prawo do wolności i swobody wyznania obywateli Rzeczpospolitej – tylko dlatego, ponieważ uznał na podstawie opinii, że ich wiara ma w istocie charakter prześmiewczy. W szczegółach można się doczytać, że badanie pastafarianizmu nastąpiło z punktu widzenia doktryny chrześcijańskiej – w zasadzie ograniczonej do jego wydania rzymskiego. Nie było to nic innego jak porównywanie, – czyli coś, czego w przypadku religii zrobić nie można, bo nie to jest istotą ich wyznawania. Nie można badać religii poprzez przystawianie jej do innej, ponieważ to nie może być kryterium w państwie świeckim. Tym kryterium może być tylko i wyłącznie Konstytucja! Jeżeli natomiast w takich przypadkach jak ten kładzie się obok niej Biblię, – jako wzorzec odniesienia – to nie może być mowy o jakimkolwiek niezależnym badaniu, nawet gdyby takie było dopuszczalne. Przecież nie możemy stwierdzić, prawdziwości religii – z samej natury jej istoty – nie podlega ona weryfikacji naukowej. W zasadzie jedynym – silnym i naprawdę istotnym argumentem przytoczonej opinii – podniesionym przez ministra jest stwierdzenie, że wyznawcy pastafarianizmu – jedynie udają wiarę, albowiem w rzeczywistości mamy do czynienia z ateistami. To jest naprawdę jedyny silny punkt opinii, jednakże powstaje pytanie – skąd minister posiada taką wiedzę? Czy wyznawcy, a raczej deklarujący się, jako wyznawcy – byli w jakiejkolwiek formule inwigilowani? To byłby dopiero skandal i dowód na policyjno-restrykcyjny charakter naszego państwa!

Przejdźmy jednakże do Konstytucji, albowiem to na jej gruncie należy badać, czy państwo ma obowiązek uznać nowy związek wyznaniowy, czy też, jak kto woli – kościół. Otóż, art. 53 tejże jest niesłychanie bogaty w treść odnoszącą się do kwestii religii – i już na swoim początku poraża – „Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii.” W zasadzie na tym powinniśmy skończyć badanie sprawy, no bo jeżeli każdemu to pastafarianom też, jednakże zgódźmy się, że każdemu nie oznacza zawsze i we wszystkich przypadkach. Jednakże jak czytamy dalej w tym przepisie „Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.” Kluczowe jest stwierdzenie definiujące, co to oznacza wolność religii, o której mówi się powyżej, otóż wolność religii w rozumieniu naszego państwa – przynajmniej teoretycznie to wolność wyznawania, według własnego wyboru. Niestety pan minister Boni pozbawił część obywateli polskich swoich konstytucyjnych praw właśnie w tym zakresie – podkreślmy – wolności wyznawania wg. własnego wyboru, a nie z katalogu jaki stanowią ustawy nie mówiąc już o przystawianiu wzorca w rozumieniu doktryny chrześcijańskiej.

Uwaga – nie ma tu znaczenia sam przedmiot sacrum w tym konkretnym przypadku, – czyli latający makaron. Jeżeli minister w swojej opinii powołuje się na prawo do ograniczenia uzewnętrzniania religii ze względu na konieczność ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób, to należy się zapytać – czy pastafarianie będą ścigać z nożami zjadaczy makaronu? Jeżeli tak to rzeczywiście niebezpieczna grupa motywowana religijnie i rzeczywiście niech się nimi zajmą, jeżeli jednak ich doktryna nie zabrania, a zdaje się wręcz propaguje jego spożywanie to, o czym my mówimy? Podkreślmy nie ma znaczenia przedmiot sacrum, albowiem tak samo jak nie da się udowodnić istnienia „Latającego potwora” tak samo nie da się zaprzeczyć jego istnieniu – przecież istotą religii – nie jest fizyczne stwierdzenie istnienia sacrum, a jedynie wiara w jego istnienie. Warto zwrócić uwagę, że podobnie jest w chrześcijaństwie, które w ogóle nie podnosi kwestii istnienia lub nie istnienia Boga – przyjmując jego istnienie na podstawie doktryny przejętej z Judaizmu, dodając jedynie jedną z jego osobowych postaci w osobie Boga Żywego – poddanego rzymskiego z prowincji Judea – Jezusa z Nazaretu syna Józefa i Marii. Jakoś pan Boni nie domaga się od Papieża Franciszka udowadniania, że Bóg – w którejkolwiek z jego trzech postaci istnieje. Przyjmuje się po prostu na wiarę fakt, że to, co zostało objawione istnieje – na podstawie przekazów pisanych. Jakkolwiek by to idiotycznie nie brzmiało – z punktu widzenia neutralności światopoglądowej i religijnej państwa – nie może być różnicy w wierze, jako sacrum w latający makaron, Jezusa z Nazaretu lub mały niebieski czajniczek na orbicie Saturna lub Jowisza, albowiem podkreślmy – istotą religii nie jest twierdzenie naukowe o istnieniu Boga, ale wiara wyznawców w to, że podmiot sacrum – właśnie zwany Bogiem istnieje.

Na marginesie problemów latającego makaronu – posiłkując się ww. opinią sporządzoną na polecenie ministra i wyrażonym na jego podstawie stanowisku – należałoby od ręki zarejestrować „kościół” szatana, albowiem w tym przypadku nie dałoby się zaprzeczyć istocie tak ujętego sacrum przez twierdzenie, że go nie ma – jakkolwiek nieuprawnione i bezprawne, ale jeszcze nie dałoby się przyrównać całości „kultu” do chrześcijaństwa w sposób negatywny, albowiem tenże z istoty swojej natury tj. samego zaprzeczenia, jakim jest zły – musi być totalnym absolutnym, zaprzeczeniem chrześcijaństwa we wszystkich jego przymiotach i przejawach. Ciekawe, co by minister zrobił z takim wnioskiem? Ciekawe czy autorzy opinii pomyśleli o tym, komu torują drogę do rejestracji! Naprawdę warto przeczytać opinię – szatan i jego kościół pasuje doskonale. Tak się niestety kończą zabawy administracji z ludzkimi sumieniami, na tyle wystarcza argumentacji naszym profesorom – od nauki o religii. Coś przerażającego, naprawdę porażającego w całej swojej rozciągłości.

Podchodząc do sprawy na gruncie Konstytucji – trzeba wyraźnie stwierdzić – państwu nic do tego, w co wierzą jego obywatele. Wszelkie regulacje ustawy z dnia 17 maja 1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania należy jak najszybciej odwołać, albowiem łamią one Konstytucję – nie pozwalając ludziom na wolność wyznawania wg. własnego wyboru. No, bo niby dlaczego ma być 100 wyznawców? To nawet Jezus miałby problem, bo miał stałych 12, może z rodzinami by się zebrała setka! Nie można robić sobie takich jaj! Albo na coś pozwalamy – jesteśmy demokracją opowiadającą się za wolnością, niech ludzie sami decydują o swoim zbawieniu lub czym tam chcą, albo jesteśmy jednak państwem chroniącym chrześcijańskiego paradygmatu cywilizacyjno-kulturowego. Jednakże wówczas napiszmy to wprost w Konstytucji – nie róbmy takiej szopki.

Rejestracja kościoła lub może raczej związku wyznaniowego powinna mieć charakter administracyjny – złożenie wniosku, z jednym – naprawdę nie trzeba więcej – podpisem pełnoletniego obywatela polskiego, z obowiązkowym dostarczeniem dowodu badania psychiatrycznego, – jeżeli wniosek budziłby wątpliwości i proszę bardzo sobie działać. Państwo nie ma nic do tego, w co wierzą jego obywatele. No, ale wówczas naruszylibyśmy przywileje, prawa, układ, sitwę… stąd właśnie nie ma wolności – żałosne, że pozbawia nas jej jakiś minister Boni – decydujący o tym, czy zdefiniowane w przedstawiony sposób sacrum spełnia kryteria boskości!

Naprawdę można banalnie na podstawie polskiej Konstytucji – odrzucić w zasadzie każdy nowy wniosek o rejestrację nowego wyznania, jednakże trzeba wiedzieć jak. Nie trzeba przy tym badać czy makaron jest lub nie jest Bogiem! Przecież już samo postawienie tego problemu nawet z punktu widzenia prostej falsyfikacji i logiki jest w zasadzie nie weryfikowalne! Poczekajmy teraz, aż pan minister – „wszechmogący” Michał Boni wyda rozporządzenie definiujące Boga, może podadzą w nim wymiary i sposób weryfikacji? Po co 3000 lat rozwoju filozofii, po co teologia, po co poszukiwanie „boskiej cząstki” przez fizyków – skoro pan minister po prostu wie lepiej – miejmy nadzieję, że podzieli się z nami swoją wiedzą. Jednakże jak zweryfikować szablon boskości?

bp-wojciech-polak.jpg

„ Niektórzy ludzie nie myślą. To znaczy mówią że myślą, myślą że myślą, ale nie myślą!” - Ojciec Rydzyk

"Trzeba pić zioła, bo to nie chemia. Ale jak się je pije na przykład o północy, stojąc na jednej nodze, to już wtedy zaczyna się okultyzm i diabeł." - Ojciec Rydzyk

"słuchaczka RM: - Pojechałam na pielgrzymkę na Węgry i widziałam, że księża, co byli z nami, kupowali w dużych ilościach winiaki... 
o. Jacek: - Mówi pani nie na temat dzisiejszej katechezy."

"słuchacz RM: - Chciałem pozdrowić moją zmarłą siostrę. Żeby zawsze była zdrowa."

“O ile rozmówca nie powołujący się na żadną ideologię wymaga szacunku jedynie do samego siebie, o tyle człowiek "wierzący" często żąda jeszcze szacunku dla swojego "boga". Z katolicyzmem jest jeszcze więcej utrudnień, bo należy okazywać szacunek do  bibilii, krzyża, papieża, świąt, świętych, figurek, różańca, obrazków...itd” – Fukuyama


 

*

Fotografie zaczerpnięto z zasobów "Google Images"




 

Źródło: krakauer