Kuźnia brygadzistów

Bez szkoły, zakładów pracy, kościoła, a nawet kaplicy. Dziś, całe jej piękno i prawie siedemsetletnia historia, rozciąga się gdzieś pomiędzy czterema wersami Wikipedii.

 

Jaszczurowa była wtedy górską wsią, osadzoną gdzieś pośrodku gór i przykrytą lasem. Quasi-miejscowość wzdłuż jednego strumyka, wzdłuż jednej żwirowej drogi, kończącej się z ostatnimi domostwami.

Za chlebem

W latach 70. było w niej kilkanaście, może kilkadziesiąt drewnianych chałup i betonowych domów. Były porozrzucane jak grzyby w lesie. Niektóre lubią mieć sąsiadów, żyjąc na tej samej ściółce. Inne żyją w miejscach, do których nie da się dotrzeć. Mieszkały w nich wielodzietne rodziny, które trzeba było utrzymać. W końcu wszyscy nie mogli żyć tylko z rolnictwa, a ze zbierania grzybów, wyżyć się nie da. Ojcowie rodziny zmuszeni byli poznawać wartość pieniądza daleko, bardzo daleko. Wyjeżdżali do Czechosłowacji, Związku Radzieckiego, a nawet Iraku. Dotychczas trzymali się swojej małej miejscowości. Wyjścia były dwa: wschód albo południe. Woleli to drugie. O zachodzie nie było nawet co marzyć. Tylko najwięksi szczęściarze dostawali się do Iraku. Trzeba było mieć wysoką rangę albo znajomości, a najlepiej jedno i drugie.

465566bdbb3e790aee15b4dadfcd66c3.jpg
Po słowiańsku

Z miejsca zapomnianego trafiali na ogromne place budowy, na których pracowało więcej ludzi, niż liczyła cała ich wioska. Pracowali w polskich brygadach, które liczyły po kilkanaście osób. Nie musieli znać ani słowa w obcym języku. Z "Pepikami" i "Ruskimi" dogadywali się po "słowiańsku". Na budowach pracowało co najmniej kilka takich brygad. Z każdą budową zmieniał się ich skład i brygadzista. Zdarzało im się po latach ponownie spotkać kolegę z budowy elektrowni w Związku Radzieckim, przy nowym zleceniu na remont chłodni w Czechosłowacji. Byli to często ludzie z sąsiedniej wsi, a nawet gospodarstw. Ich jedynym stałym miejscem był oddalony o nieraz tysiące kilometrów dom.

f16a947159e2b5fa426c51f446968dd5.jpgBetonowe wulkany

Zlecenia przyjmował polski lub zagraniczny pośrednik. Budowali i remontowali wszystko. Elektrownie, tamy, chłodnie, huty, mosty i drogi. 70-letni dziś Edek pracował na zlecenie austriackiej firmy przy remontach potężnych - wysokich i szerokich na ponad 100 metrów, chłodni kominowych w Czechosłowacji. To te betonowe wulkany, które zieją dymem przy zakładach przemysłowych, chociażby w Skawinie czy Trzebinie. Czyścił i malował konstrukcje rusztowania, zajmował się betonowaniem, ale głównie ciesielką. Było sporo picia. Często pracował na wysokościach, ale kto by się tam wtedy tym przejmował. Raz tylko spadł z drabiny i złamał biodro, musiał wrócić na kilka miesięcy do ojczyzny. W jak mówi "delegacje", wyjeżdżał na pół, do półtora roku. Potem wracał do domu, by odpocząć i czekać na kolejną okazję wyjazdu za granicę. Nie wyobrażał sobie pracy w Polsce. Było ją tak samo trudno znaleźć, a do tego zarobki kilkukrotnie niższe.

O tyle, o ile

Takich jak on było wielu z tych okolic. Zdyskwalifikowanych na rynku pracy, ze względu na
miejsce swojego zamieszkania. Żenili się wczas i budowali dom dla rodziny. Młodzi, w sile wieku, ale bez podstawowego choćby wykształcenia wyruszali w świat, by tam także budować. Na budowlance znali się "o tyle, o ile". Wystarczająco, by wykonywać polecenia brygadzisty. Wystarczająco, by wznosić wielkie budowle w wielkich państwach, wśród wielu ludzi, a potem wrócić do małej ojczyzny, małych dzieci i swej małej miejscowości. Czasy były trudne. Żonie kupowali kieckę, dzieciom dżinsowe spodnie, kolorowe trampki i najważniejsze - czekoladę "Studentską" i "Lentilki". Lepszego prezentu, nie mogli sobie wyobrazić. Najważniejsze, że ojciec i mąż wrócił. W zasadzie wszystko co mieli w domu, było przywiezione przez niego. Wirówki, sokowniki, dywany.

Piwo, wnuki i wspomnienia

Dziś Jaszczurowa, z prawie tysiącem mieszkańców, stała się miejscowością turystyczną. Już nie jak grzyby, ale jak grzyby po deszczu wyrastają na jej zboczach kolejne domki letniskowe. W pobliskiej Świnnej Porębie budowany jest wielki zbiornik retencyjny, który dodatkowo podnosi ceny działek atrakcyjność regionu. A co z Edkiem? Edek chodzi dziś na piwo, wychowuje swojego piątego i szóstego wnuka, a podczas rodzinnych spotkań, jak z rękawa sypie anegdotami z lat spędzonych za granicą. Rozumie młodych, którzy wyjeżdżają do pracy za granicę. W przeciwieństwie do żony, która znając trudy samotnego wychowywania dzieci, mówi: "Lepiej siedź na dupie".

228aa9642c78f816b0acc351d97f92db.jpg

Licencja: Creative Commons