Krótka powieść o Antychryście

176b7a17939bd874b603d43e0af0da0f.jpgAntychryst i jego pojawienie się przed końcem świata nie jest najbardziej popularną obecnie prawdą głoszoną przez księży. A jednak jest ona obecna w nauczaniu Kościoła. I dlatego dobrze się stało, że za pomocą świetnej powieści historycznej Getrudy von Le Fort „Papież z getta” wydawnictwo „Fronda” przypomniało kilka prostych prawd związanych z tym elementem wiary.

A ten jest niezwykle dla naszych czasów istotny. Von Le Fort zdecydowała się wziąć na warsztat problem tego kim jest Antychryst, albo dokładniej na czym postawa antychrystusowa postawa człowieka. Zdefiniowana ona zostaje w niezwykle prosty sposób. Antychrystem (niezależnie od szczerości intencji czy prawdziwości marzeń) jest ten, kto chce znieść w świecie Krzyż, czyli także cierpienie niewinnych. „Świat jednak zbawiony będzie nie przez tych, którzy walczą w obronie niewinnych (aczkolwiek powinniśmy walczyć o niewinnych), ale przez gorzkie męki niewinnych” - wskazuje autorka. A w innym miejscu nauczyciel mówi do zapalczywego ucznia, który domaga się nieustannej walki z niesprawiedliwością („będę walczył o to, by znieść niesprawiedliwość na ziemi”), by ten uważał na to, „aby nie znieść i krzyża”.

Słowa te wcale przy tym nie oznaczają, że chrześcijanie mają zaprzestać budowania bardziej sprawiedliwego świata. Są tylko przypomnieniem, że prawda o człowieku i świecie po grzechu pierworodnym jest taka, że nie ma możliwości zbudowania świata całkowicie sprawiedliwego i pozbawionego cierpienia. A nawet więcej nie ma możliwości takiego życia, by w nikim nie wywołać cierpienia, bólu czy nawet poczucia krzywdy. Książę Myszkin z „Idioty” Fiodora Dostojewskiego, człowiek, który chce być samym dobrem jest tego najlepszym dowodem. Kolejne podejmowane przez niego próby nie krzywdzenia nikogo, kończą się monstrualnym cierpieniem niewinnych, którego można by uniknąć, gdyby tylko wcześniej podjął on jakiekolwiek konkretne decyzje. Ale jako że ich nie podjął to z jurodiwego będącego symbolem Chrystusa, Myszkin przekształcił się w parodię prawdziwego chrześcijanina, w Antychrysta w skali mikro.

Wymiar jednostkowy i egzystencjalny (tak charakterystyczny dla Dostojewskiego) nie wyczerpuje jednak aktualności książki von Le Fort. Niemiecka pisarka odnosi się również do wymiaru społecznego, wskazując, że przyjście Antychrysta wcale nie będzie oznaczać „przyjścia w dźwięku trąb”, ale przeciwnie, że „przyjdzie on jako mąż wytrawny, zapobiegliwy, umiejący czekać, jak wszyscy mądrzy ludzie, dopóki nie przyjdzie jego pora”. Włodzimierz Sołowjow zaledwie kilkanaście lat wcześniej w słynnej „Krótkiej opowieści o Antychryście” uzupełniał ten obraz Antychrysta o to, że będzie on próbował zbudować pokój i sprawiedliwość bez odniesienia do Jedynego Boga, poprzez tworzenie nowej religii synkretystycznej, pluralistycznej i pozbawionej elementów dzielących.

Oba te obrazy jakoś się uzupełniają. I oba wskazują na jedno z większych niebezpieczeństw współczesności. Zagrożenia, które dla ludzi wierzących nosi nazwę Antychrysta, a dla niewierzących jest zwyczajnie zagrożeniem ich wolności, tożsamości i zwyczajnego człowieczeństwa. Oto bowiem pod płaszczykiem budowania lepszego świata, większej sprawiedliwości odbiera się ludziom wolność wyboru (żeby nie cierpieli), pozbawia się ich wpływu na wychowanie własnych dzieci (żeby one nie cierpiały), a ludziom wierzącym odbiera się prawo do głoszenia i realizacji własnych przekonań (żeby było spokojniej). Usunięcie cierpienia, w każdej spotykanej formie, staje się zaś usprawiedliwieniem dla naruszania wszelkich możliwych norm moralnych. Eutanazja – usprawiedliwiona zostaje prawem do unikania cierpień przez chorych (i ich bliskich). Aborcja – albo chęcią unikania pojawienia się upośledzonego (a zatem cierpiącego) życia, albo polepszenia standardu życia już urodzonych. In vitro i związane z nim ofiary (ale także cała masa badań na ludziach jeszcze nie urodzonych), także zostaje wyjaśnione poprzez konieczność zmniejszania cierpień par niepłodnych.

Ale problem polega na tym, że cierpienia nie da się usunąć z ludzkiego życia. Każda kolejna próba zniszczenia krzyża czy zbudowania absolutnej sprawiedliwości (czego przykładem był marksizm) jest tylko punktem wyjścia do jeszcze większego cierpienia niewinnych. I na tym właśnie polega (w wymiarze czysto doczesnym) postawa antychrystusowa, która staje się ostatecznie zawsze postawą antyludzką.

Zobacz też

 

Źródło: Tomasz Terlikowski