Koszmar

Opis mojego snu tekst pierwszy, więc może zawierać błędyMile widziane komentarze

 

„Koszmar”

Dzień apokalipsy nikt nie panikuje w końcu już i tak nic nie można zrobić, wszyscy zbierają się w domach rodzinnych. Te ostatnie chwile każdy wykorzystuje na swój specyficzny sposób.

Siedziałem z całą rodziną w największym pomieszczeniu w całym domu.

Zniecierpliwiony, starałem się dojrzeć jakąkolwiek szczelinę w deskach, które teraz szczelnie zatykały okiennice, nie przepuszczając nawet lekkiego podmuchu wiatru.

Doprowadzany już do szału dźwiękiem sygnału alarmowego, który od ponad 3 godzin był nadawany bezustannie w radiu i w telewizji. Rozmyślałem nad tym jak ludzkość sie podniesie po takiej tragedii. Czy będzie miał w ogóle, kto się podnosić? Czy ktokolwiek przetrwa ten sądny dla naszej cywilizacji dzień?

Rozmyślania przerwała jedna myśl, która przebiła moje serce jak rozpalona do białości stal: „przecież to wszystko bez sensu, co my właściwie robimy! Powinniśmy jakoś walczyć a ukrywać się jak jakieś szczury w kanałach"

Lekka panika wdarła mi się do głowy, chęć działania były silniejsze od logicznego myślenia.

W momencie, gdy sobie to uświadomiłem byłem już w trakcie skoku z okna, jedynego niezabezpieczonego w całym domu odwróciłem się, dostrzegłem przerażoną twarz brata, krzyczał coś. Jego głos zagłuszył niezmordowany dźwięk syreny w pobliskiej strażnicy. Biorąc w płuca porządną dawkę zimnego powietrza, spoglądając dookoła na powstające tornada w odległości kilku kilometrów. Na chmury, które miały kolor purpurowy i szaro-czarny. Wyciągnąłem z kieszeni aparat, beztrosko robiłem zdjęcia...Upamiętniałem upadek cywilizacji. Nagle za domem ujrzałem jedno z tornad, które jeszcze kilka sekund temu były dość daleko. Biegłem ile sił w nogach i jak już wskoczyłem szybko przez okno, kątem oka widziałem jak asfalt zaczyna się „łuszczyć”, wbiegłem szybko do salonu, gdzie cała rodzina siedziała skupiona w koncie, nikt sie nie poruszył, nikt nie drgnął, nikt nie zwrócił uwagi na moje przybycie. Podchodząc w ich kierunku poczułem jakby dom zaczynał się wywracać, mocne targnięcia miotały mną w różne strony, odbijałem się od ścian- czułem się jak zabawka w rękach małego dziecka, ze strachu zmrużyłem oczy. Poczułem najsilniejszy wstrząs, odwróciłem się, ostatnim widokiem była spadająca na mnie szafa.

Otworzyłem oczy, zlany potem, wystraszony, spojrzałem na zegarek godzina 1:12, lecz więcej nie mogłem zasnąć bałem się wrócić do świata, w którym najprawdopodobniej przed chwilą umarłem.

Tekst: Kamil Nowaczek

Korekta: Paweł Nowaczek - http://pnowaczek.wordpress.com/