Kopanie bestsellerów czyli znowu krytyka

Pod artykułem jest link do felietonów Jacka Dukaja, o których mowa w tekście

 

Na stronach Wirtualnej Polski zamieszczono niedawno artykuł pod intrygującym tytułem „25 najbardziej przereklamowanych i przesadnie wychwalanych książek”.

Ofiarą krytyki padły głośne bestsellery. Na liście znalazły się między innymi, takie nazwiska, jak: Zafon, Murakami, Coben, Rowling, Larsson, Coelho czy Wharton. Oberwało się i naszym rodzimym pisarzom. Oto, co można było przeczytać o Andrzeju Pilipiuku: „Grafomanów i hochsztaplerów w polskiej fantastyce nie brakuje, a za jednego z czołowych reprezentantów gatunku uważa się właśnie Pilipiuka. Doczekał się on oczywiście rzeszy wielbicieli, ale nie takie żenady się u nas wielbi, więc trudno się dziwić…”

O „Wojnie polsko-ruskiej” Doroty Masłowskiej dowiadujemy się, że jest to: "Dresiarski bełkot, promowany na siłę przez tzw. kręgi opiniotwórcze związane z kapitułą nagrody Nike".

Jako wielbicielka Harry’ego Pottera ze zdumieniem wyczytałam taką oto opinię: "Niestety, ale większość miłośników Pottera nie radzi sobie z rzeczywistym życiem, dlatego szukają ucieczki w fantazji.”

Naprawdę nie rozumiem, po co Wirtualna Polska przytacza te prostackie wypowiedzi. W większości są one autorstwa internautów, czyli zwykłych czytelników.

Jak już pisałam, tak zwana krytyka literacka jest w sieci wszechobecna. I blogi z recenzjami i kopy znawców na rozmaitych portalach. Czasami można odnieść wrażenie, że krytyków jest więcej niż piszących beletrystykę. Niektórzy złośliwcy twierdzą, że najbardziej zajadli krytycy to niespełnieni pisarze, którzy próbowali coś wydać, nie wyszło i rozładowują frustrację na tych, którym się powiodło.

Faktem jest, że nie jest łatwo wydać swoją książkę. Wydawcy otrzymują codziennie mnóstwo propozycji. Zdarza się, że uradowany autor cieszy się, gdy otrzyma z wydawnictwa zapewnienie, że jego dzieło godne jest uwagi. Czasami nawet zdąży się tą radosną nowiną podzielić. Czar pryska po uściśleniu, że w grę wchodzi jedynie współfinansowanie, względnie wydawnictwo podziękuję grzecznie, podając różne „obiektywne” przyczyny. Bez umowy w garści lepiej się więc nie chwalić, bo może być różnie.

Mówi się, że autorzy nie lubią być krytykowani. Święta racja! A znacie kogoś, kto lubi?

No cóż, krytyka ma prawo w sieci istnieć. Ale, o czym już pisałam, uczciwy krytyk powinien zdawać sobie sprawę z własnego subiektywizmu. Nie sposób się przed nim uchronić w jakiejkolwiek dziedzinie sztuki. Istnieje dosyć liczne grono „znawców”, szczególnie na dziesiątkach portali literackich, przekonanych o swojej zdolności do obiektywnej oceny. Bywają portale bardzo zhierarchizowane, z silnie rozwiniętym aktywem, którego członkowie poklepują się wirtualnie po zadkach i zapewniają nawzajem o swoich wyjątkowych w tym zakresie talentach.

O literackiej krytyce wypowiadał się w swoich felietonach Jacek Dukaj. Przyznam, że z publicystyką tego autora zapoznałam się dopiero niedawno. W artykule „Pożytek z krytyki” pisze, między innymi:

Literatura jest sztuką, a sztuka podlega ocenie w kategoriach estetycznych. Estetyka i etyka to dwie aksjologie, w których o żadnym obiektywizmie ex definitione nie może być mowy.” I dodaje: „ten recenzent jest uczciwy, który szczerze zdaje relację ze swych wrażeń wyniesionych z lektury."*

Jacek Dukaj miał wprawdzie na uwadze krytykę profesjonalną, ale jego spostrzeżenia można chyba odnieść także do bawiących się w krytykę blogową czy portalową.

We wspomnianym na początku artykule z listą skopanych niemiłosiernie bestsellerów, zadziwiły mnie aż tak ostre wypowiedzi zwykłych czytelników. Prowadzący blogi z recenzjami czy wymądrzający się na portalach próbują poprzez krytykę zaistnieć i mają jakąś tam (dla mnie, książkowego mola, niezrozumiałą) motywację, by czytać książki, które się im nie podobają. Ale zwykły czytelnik, katujący się męczącą dla niego lekturą to już dla mnie niepojęty masochizm. Zakładam, że przytoczone zjadliwe wypowiedzi nie wynikają jedynie z faktu, że dany osobnik musi dać upust swojej ogólnej frustracji, ale są efektem autentycznego rozczarowania lekturą.

Mówi się czasami górnolotnie, że obcowanie ze sztuką to uczta duchowa. Skoro uczta, pozwolę sobie poczynić analogie do uczty kulinarnej. Każdy z nas ma swoje ulubione potrawy i takie, których nie znosi. Jeżeli mamy możliwość wyboru, to decydujemy się na te pierwsze. Dlaczego nie przenieść tej zasady na książki? I przyjemniej i zdrowiej.

Przyznam, że czasami szczególnie zjadliwi krytycy przypominają mi męczącą teściową, która pragnie być we wszystkim nieomylnym autorytetem i nie widzi, że jej wywody nikogo nie interesują.

Blogowym i portalowym znawcom, chcącym wzbogacać swoją kreatywność, polecam inspirującą lekturę innego felietonu Jacka Dukaja, zatytułowanego „10 sposobów na zgnojenie książki”.*

 

Alicja Minicka

http://mysli-o-ludziach.blog.onet.pl

 

* http://www.readability.com/read?url=http%3A//dukaj.pl/czytelnia/publicystyka/ORodzajachWrazliwosciLiterackiej