Kochane czy niechciane biblioteki?

W Wielkiej Brytanii myślą o likwidowaniu bibliotek! Pretekstem ma być postęp techniczny i tanie e-booki.Ale dla mnie to straszne, bo w dzieciństwie dużo dzięki nim zyskałem.

 

Nie zapomnę chwili, w której, zaraz po poznaniu wszystkich liter, wypożyczałem w bibliotece szkolnej swoją pierwszą książkę do przeczytania. Wkrótce stałem się groźnym molem książkowym, który co drugi dzień pożerał po dwie książki z biblioteki publicznej. Niekiedy też spoglądałem na książki i płyty w księgarniach, na które zwykle nie było mnie stać. Dobierałem się też do biblioteki szkolnej oraz bogatego w czasopisma techniczne stryszku taty.

e6aa44d566db26b2b7413c7ac6d8f133.jpgTo ostatnie okazało się brzemienne w skutkach, bo wraz z przedwojenną książką z fizyki wujka zorientowało umysł mola na nauki ścisłe. Do tego urzeczenie komputerami z Targów Poznańskich i pracą w Młodzieżowym Towarzystwie Przyjaciół Nauk skończyło się studiami informatycznymi na Politechnice i w końcu doktoratem z nauk technicznych w zakresie informatyki. 

Dzisiaj większość bibliotek została już dawno podłączona do internetu i wyposażona w stanowiska komputerowe dla czytelników. Słyszałem, że niektóre jeszcze pobierają za to jakieś opłaty, ale te które znam nie. Ważne też, że te stanowiska są pilnowane i ze względów technicznych nie da się tam zainstalować żadnej gry. Myślę, że "czytelnik" może mieć też problemy z przeglądaniem stron pornograficznych i zwraca się uwagę nie tylko na dzieci. Natomiast ważne, że mogą tu znaleźć azyl nie tylko dzieci i dorośli, którzy mają problemy z domowym komputerem, ale w ogóle w domu.

Niektórzy chcą też korzystać z wielu innych form życia kulturalnego. Biblioteki przecież często organizują spotkania z autorami, przedstawienia, minikoncerty. Moja biblioteka zaprasza dzieci na zajęcia plastyczne, muzyczne, filmowe i wiele innych. Intensyfikuje je w okresie ferii. W tym wszystkim oczywiście biblioteki troszkę przekraczają swój zakres kompetencji wkraczając na podwórko dotąd zarerwowane dla domów kultury jednak nie ulega kwestii, że jest to potrzebne i biblioteki są również w miejscach gdzie nie ma domów kultury. Nadal jednak zachowują swoją tożsamość i dają również to czego nie dają domy kultury. Uważam, że likwidowanie polskich bibliotek byłoby w najwyższym stopniu nieuzasadnione i szkodliwe dla całej kultury. Zamiast tego uważam, że biblioteki dalej powinny się rozwijać oferując coraz więcej, zwłaszcza w miejscach gdzie szczególnie ze względów społecznych są potrzebne np. małe miejscowości, trudne środowiska itd.

Kiedyś przez cztery lata prowadziłem społecznościowy serwis literacki, w którym młodzież współpracowała nad tworzeniem opowiadań, wierszy i innych form literackich. Miałem okazję dowiedzieć się, że jeden z użytkowników-licealista w ogóle nie miał komputera w domu. Domyślam się, że nie z fantazji czy ekstrawagancji. Było to duże miasto. Chodził do biblioteki, gdzie udostępniano internet za opłatą, ale on znał panie bibliotekarki i korzystał za darmo. Większość czasu spędzanego przy bibliotecznym komputerze poświęcał naszemu serwisowi. Pisał głównie przejmjące wiersze, ale również był moderatorem i bardzo się angażował w korygowanie błędów oraz utrzymywanie porządku w serwisie. Był dla nas bardzo pomocny.

Uważam, że sprowadzanie dyskusji do sporu pomiędzy ksiażką tradycyjną a e-bookiem nie jest dobre. Co niestety wielu obrońców bibliotek czyni. Szkoda, że nie mam tu wykazu kosztów magazynowania tradycyjnej ksiażki. Okazało się, że te koszty są tak wysokie, że biją je na głowę nie tylko e-booki, co oczywiste, ale również maszyny drukujące na żądanie. Wyszło, że lepiej kupić taką maszyne i pokrywać koszty każdorazowego druku książki dla kolejnego czytelnika niż ponosić coroczne koszty magazynowania tysięcy tomów książek. Oczywiście to przy założeniu, że taka oferta dla czytelników nie spowodowałaby ich lawinowego wzrostu poszukując darmowej alternatywy dla księgarni. W sumie więc, już niebawem zaobserwujemy i w bibliotekach dążenie do ebooków. Być może tańsze okaże się wypożyczanie czytelnikom również czytników e-booków. Pewnie ksiażki tradycyjne, które są w zasobach bibliotek będą tam jeszcze długo ale już niebawem zacznie brakować książek nie chronionych prawami autorskimi, bo nie będzie się ich wydawać na potrzeby bibliotek i nielicznej garstki, która będzie wolała zapłacić za coś co może mieć za darmo.(a e-booki stają się coraz wygodniejsze niebezpiecznie przybliżając się do ksiażki tradycyjnej). Myślę, że dzisiaj nikt nie płacze za piórami do pisania, zwłaszcza tymi gęsimi. Natomiast wieczne pióra znalazły dla siebie miejsce na rynku jako przedmiot ekskluzywny. Nie potrafię wyjść ze zdumienia, że można za taki przedmiot z najwyższej półki zapłacić wiele tysiecy złotych. Myślę, że podobnie będzie z książkami. Tylko pytanie na ile szerokim zainteresowaniem już po ugruntowaniu się e-booków będą się one cieszyły. I tu można prowadzić długie spory.

Post Scriptum 

Link do tego artykułu wysłałem swemu znajomemu pracującemu w bibliotece publicznej w centrum kraju. Odpowiedź zawierała informację, że otrzymał wypowiedzenie z pracy razem z kilkoma innymi osobami. Czyżby jednak moda na likwidowanie bibliotek i ograniczanie ich działalności wyprzedziła już inne kraje?