Kobiety w Libanie

Karmel to cukier poddany działaniu wysokiej temperatury w procesie karmelizacji, w wyniku czego uzyskuje charakterystyczną brązową (karmelową) barwę.

 

6f6b69a48fa4ca507fe09323969d9751.jpg

„Karmel” reż. Nadine Labaki

 

W bejruckim salonie piękności pracują cztery kobiety.

Layale właścicielka (gra ją reżyserka) ma romans z żonatym mężczyzną i jest uzależniona od czekania na telefon od niego i klakson samochodu. Nisrine (Yasmine Elmasri) ma muzułmańskiego narzeczonego ale nie jest dziewicą, od czego jednak chirurgia plastyczna. Jamale (Gisele Aouad), rozwódka z dwojgiem dzieci, obsesyjnie dba o sylwetkę i udaje wiecznie młodą, aby wrócić do aktorstwa. Ich koleżanka zakochuje się w klientce.

Rose (Sihame Haddad) seniorka, krawcowa wykonująca przeróbki mieszka ze starszą siostrą, która nieustannie zbiera na ulicy każdy papierek (w tym mandaty), bo od młodości czeka na list od ukochanego.

Oglądamy codzienność tych kobiet naznaczoną obowiązkiem wyjścia za mąż. Wszystkie spotkania, wróżenie z fusów, rozmowy kręcą się wokół tego. Kobiety bardzo o siebie dbają, od rana mają perfekcyjny makijaż i dużo biżuterii.

Matka Nisrine w przeddzień ślubu mówi córce, że mąż to jej pan i że każda kobieta to przechodzi. Na początku jest trudno ale potem się przyzwyczaisz – słyszy przyszła żona.

Karmelowej barwy są zdjęcia filmu, karmel służy w salonie do depilacji. Ale spod tej słodyczy przebija gorycz –  litera nazwy salonu zaraz odpadnie, bo trzyma się na jednym gwoździu, tynk z murów odpada, korki wysiadają i trzeba włączyć generator, zasoby ciepłej wody szybko się wyczerpują, a usuwanie włosów jest bardzo bolesne.

Kobiety wspierają się jak mogą nie buntując się i nie próbując uciec od oczekiwań rodziny i tradycji. Wyrosły w tych warunkach, innych nie znają i nawet nie wiadomo czy dobrze by się w nich czuły.

Główne postaci bardzo dobrze zagrały amatorki wybrane przez reżyserkę.