Kawałek historii...

Nie mogłam dodać wczoraj, gdyż z racji pogody nie maiłam netu, ale widocznie tak miało być...

 


Nie mam ostatnio czasu pisać i tym bardziej oglądać telewizji, ale z racji, ze w życiu nie ma przypadków obejrzałam jakieś wiadomości, gdyż miałam przerwę w dostawie internetu i tym sposobem dowiedziałam się jaki dziś dzień!
Otóż - 13 maja, niby normalny dzień, ale jak dodamy kilka ważnych faktów to przestanie być taki zwykły. Tego dania w dziejach ludzkości  wiele się wydarzyło. Pierwsza ważna rzecz to - objawienie fatimskie, druga -   zamach na papieża, urodziny powiedzmy moich dwóch koleżanek, oraz mniej dla mnie znacząca sprawa - urodziny również ojca dyrektora.
Tego dnia wielu innych ludzi zacnych i mniej  się urodziło, wielu umarło, ale tez wiele sytuacji przeszło do historii.
Powiem pod swoim kontem, w tym dniu miałam maturalną religijną pielgrzymkę. Byłam 19 letnia dziewczyną i chcąc nie chcąc musiałam iść na ową pielgrzymkę, gdyż w przeciwnym razie musiałabym zdawać jakiś egzamin przedmałżeński(tak, w tamtych cas to było normalne) chcąc uniknąć problemów byłam w gronie uczestników.

Z racji, że idąc na rano na przystanek (a wybór autobusów był żaden), miałam trochę czasu wstąpiłam po drodze  do mojej babci(szeptuchy tez 9 ). Babcia mieszkała razem w jednym domu ze swoją najstarsza córką( miały tylko wspólna ścianę), więc opieka nad babcią spadała właśnie głownie na ciotkę.
Moja babcia odkąd zapamiętam chorowała i była w szpitalach, nie da się zliczyć ile przeszła operacji i zawsze był dyżurny temat, ze trzeba jechać odwiedzić(pożegnać)  babcię bo... jest na wykończeniu.
Wiadomego dnia, gdy wstąpiłam babcia leżała umierająca, a ciotka krzątała się wokół niej i biadoliła jak to nie ma jej komu pomóc oraz, ze babcia zaraz umrze a nawet nie ma nikogo, aby po księdza pojechać.
Słuchałam tych wywodów i zerkałam ukradkiem na zegar ścienny, gdyż godzina odjazdu autobusu zbliżała się nieuchronnie. Pamiętam grało wtedy radio i zmroziła wszystkich wiadomość, ze był zamach na papieża.
W całym tym rozgardiaszu, rzuciłam szybko -"ciociu muszę iść bo autobus mi ucieknie" i nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy mojej ciotki oraz jej słów: "ty Boga w sercu nie masz, a ogólnie to nawet jesteś bez serca, babcia umiera, ojca świętego postrzelili, a ty ot tak sobie idziesz na autobus"!
Nie pamiętam co wtedy czułam, ale doskonale pamiętam co powiedziałam. Ciociu babcia nie umrze a papież przeżyje! I...wybiegłam, do dziś widzę pogardę w oczach mojej krewnej i jakby wzrok mógł zabić ja na bank bym nie żyła.  Mimo, że ...babcia nie tylko przeżyła, ale jeszcze tuliła w ramionach moją najstarszą córkę a jej prawnuczkę, dożyła 82 lat, była cały czas pogodna i mimo chorób nigdy się nie poddawała. Byłam jej ulubiona wnuczką, teraz często przychodzi do mnie w snach, zawsze uśmiechnięta i zawsze z dobra radą.
Papież jak wiadomo tez przeżył, nikt na tym nie ucierpiał, ze  poszłam na pielgrzymkę, a dziś zadałam sobie sprawę, ze część historii działa się na moich oczach i mam swój mały w tym udział, szkoda tylko, ze czas tak szybko leci i nie wiem kiedy minęło aż  35 lat...