Kara śmierci

 źródło: ateista.pl

Ostatnie wydarzenia na nowo ożywiły w Polsce dyskusję na temat stosowania kary śmierci... Stop. Nie ma dyskusji. Jest żądanie ze strony mediów i społeczeństwa: śmierć za śmierć! Poza nielicznymi wyjątkami gazety oraz popularni politycy jednogłośnie twierdzą, że kara śmierci powinna zostać przywrócona. Osobną sprawą jest pytanie, ile w tej postawie faktycznego gniewu i chęci wymierzenia sprawiedliwości, ile zaś chęci zysku lub zbicia kapitału politycznego.

           W pierwszym odruchu po usłyszeniu informacji o bestialskim mordzie człowiek myśli o bezlitosnym ukaraniu winowajców - wręcz o odpowiednich torturach, aby morderca poczuł, że umiera. Spróbowałem pomyśleć jednak o całym tym problemie głębiej i na chłodno.

Zacznę od zalet kary śmierci, jakie przytaczają jej orędownicy. Mają one być następujące:

kara śmierci odstrasza potencjalnych przestępców,
kara śmierci eliminuje ze społeczeństwa jednostki niebezpieczne,
kara śmierci jest jedyną sprawiedliwą karą za morderstwo.

Pominę takie argumenty, jak brak miejsca w więzieniach...

           Teza 1: Kara śmierci odstrasza potencjalnych przestępców. W większości ludzie, którzy dokonują morderstwa (zwłaszcza z tych najbardziej bestialskich), bardzo rzadko zastanawiają się nad sensem swojej zbrodni lub kalkulują bilans zysków i strat. W danym momencie nie zastanawiają się, czy to im się opłaci, czy warto - nie zastanawiają się nad niczym. Widać to często po ujęciu mordercy, kiedy dociera do niego, co właściwie uczynił. Niejednokrotnie zaś w ogóle to do niego nie dociera - do samego końca. Wątpię, by perspektywa kary śmierci odstraszyła kogoś, kto jest w takim stanie psychicznym, że potrafi odebrać życie.

           Na przestrzeni lat widać z kolei na przykładzie krajów, w których stosowana jest kara śmierci – między innymi w USA -, że ma się ona nijak do ilości popełnianych przestępstw. Najniższy zaś wskaźnik przestępczości mają te państwa, w których system penitencjarny jest w miarę łagodny. Choć zapewne nie w tym szukać należy przyczyny. Powodami wysokiej przestępczości są przede wszystkim poczucie frustracji, bezsilność, oraz świadomość, że uczciwie nic się w życiu nie osiągnie. Najlepszym zatem sposobem ograniczenia przestępczości jest postawienie na rozwój kraju i stworzenie ludziom godnych warunków życia. W takim kraju kara nie musi być surowa - powinna być jedynie nieunikniona. Ważniejsze jest, aby przestępca miał dokąd wrócić, oraz aby nikomu nie opłacało się własnoręczne wysunięcie się poza nawias społeczeństwa.

           Słyszę argumenty, że bez kary śmierci bandyci żyją sobie w celach jak królowie, i to na nasz koszt. Poza tym szybko je opuszczają za tzw. dobre sprawowanie. I dziwię się naiwności tych, którzy o tym mówią. Przecież w skorumpowanym systemie prawnym ktoś, kto załatwił sobie wyjście z więzienia, załatwi sobie równie dobrze ustawiony proces. Kara śmierci nie uderzy w morderców świadomych, czyli w przestępczość zorganizowaną. Uderzy w morderców z przypadku lub nie będących w pełni sił umysłowych.

           Teza 2: Kara śmierci eliminuje ze społeczeństwa jednostki niebezpieczne. Tutaj dotykamy kwestii usuwania skutków, a nie przyczyn choroby. Łatwo jest mówić o eliminacji chorych elementów społeczności - trudniej uzmysłowić sobie, skąd się one wzięły. Trudniej jest też je leczyć. Być może niektórych nie da się już cofnąć z obranej drogi - tych, zdawałoby się, należy eliminować. Jednak po nich pojawią się następni - tego właśnie należy uniknąć, a wtedy kwestia niebezpiecznych jednostek w ogóle nie zaistnieje. Obok wymienionych już wcześniej przyczyn przestępczości widzę jeszcze jeden ważny aspekt całej sprawy. Państwo nie może posługiwać się w walce o sprawiedliwość tymi samymi metodami, jakie stosują przestępcy. Jeśli państwo nie będzie szanować ludzkiego życia, jeśli przyzwoli na zasadę "oko za oko" - skąd mają czerpać wzorce jego obywatele? Morderstwo winno być napiętnowane jako najpodlejszy rodzaj zbrodni. Popełniając, jakkolwiek w szczytnym celu, ale jednak morderstwo - państwo zdejmuje z niego to odium.

           Teza 3: Kara śmierci jest jedyną sprawiedliwą karą za morderstwo. Na tyle, na ile może to zrozumieć osoba nie dotknięta podobną tragedią, rozumiem ludzi, którym odebrano bliską osobę. Czuję ból i bezsilny gniew czytając o zamordowaniu dziewczyny w pociągu. Potrafię sobie wyobrazić, że ktoś mógłby zrobić coś takiego komuś z moich bliskich. Myślę wtedy, że zabiłbym - nie - zajebałbym skurwysyna z zimną krwią. Po chwili myślę jednak: i co dalej? Co wtedy? Zemsta dokonana, ale czy przywróci mi to zabitą osobę? Czy zmniejszy mój ból? Teraz sam będę miał krew na rękach. Czy mnie to nie uniewrażliwi? Być może następne morderstwo nie wzruszy mnie tak bardzo, skoro sam już jednego dokonałem. Podobnie, jak w przypadku państwa, nie chcę stosować tych samych metod, co morderca. Wiem, że to trudne, wiem, że boli, ale vendetta jest według mnie brnięciem w ślepą uliczkę.

           Do tej pory starałem się wykazać, że to, co się przedstawia jako zalety kary śmierci, to zalety mocno dyskusyjne. Co więcej, oprócz nich kara śmierci ma również wady, których istnienie przyznają nawet jej zwolennicy. Niektóre z nich można wyczytać wyżej pomiędzy wierszami, tu zaś skupię się na najważniejszej - jest to możliwość pomyłki. Wydania niewłaściwego wyroku na niewinną osobę. Już samo to powinno wystarczyć do rezygnacji z kary śmierci jako narzędzia wymiaru sprawiedliwości. Takie pomyłki już się zdarzały. Czy w takim razie państwo należy uznać za mordercę? Czy wyrok śmierci należy się sędziemu? Kto i w jaki sposób wynagrodzi stratę bliskim zamordowanej w majestacie prawa osoby? Uważam, że nic nie jest warte ryzyka zabicia kogoś niewinnego.

           Jeszcze konkluzja dotycząca bezpośrednio Polski. Jestem człowiekiem niewierzącym. Widzę w każdym polskim domu nad drzwiami krzyż z przybitym do niego Jezusem. Pamiętam, co mówił o miłowaniu nieprzyjaciół i nadstawianiu drugiego policzka. Znam piąte przykazanie. Słyszę słowa papieża, uważanego przez większość Polaków za najwyższy autorytet moralny, kiedy nakłania do zaniechania kary śmierci. I dziwię się, że zwolennicy kary śmierci nadal mienią się chrześcijanami.

           Czytałem kiedyś piękną książkę dla dzieci (a może nie tylko dla dzieci) - "Bracia Lwie Serce" autorstwa Astrid Lindgren. Jonatan, jeden z głównych bohaterów staje do walki z tyranem, jednakże nie chce nikogo zabijać. Ktoś inny mówi wtedy: "Gdyby wszyscy byli tacy jak ty, zło panowałoby po wieczne czasy". Na to zaś brat Jonatana, Karol, odrzekł: "Gdyby wszyscy byli jak Jonatan, w ogóle nie byłoby żadnego zła" .

 

Autor: Bartłomiej Bartkowski