Jestem złą matką...

Ostatnio znajoma wprost mi powiedziała,że jestem złą matką. No cóż, czytając te wszystkie "mądre" artykuły o wychowywaniu dzieci - muszę się z nią zgodzić...

 

 

-Nie prasuję i nigdy tego nie robiłam, co gorsza nie rozumiem po co miałabym tracić na to czas. Nie mam ciuchów które się gniotą, a eleganckie męskie koszule w razie potrzeby prasuje mąż,bo to jego... Ciuszki dziecka się nie gniotą i tyle, początki są i tak trudne,a że jestem złą matką to wolałam się wyspać i zrobić obiad niż padać nad deską.

-Jak mały ma kaszelek nie lecę do lekarza po antybiotyk. Tak, dopiero ciężka choroba zmusi mnie do wizyty u lekarza poza szczepieniami, może i jestem złą matką,ale jak na razie wychodzi nam to na dobre.

-Nie kupuję małemu zabawek. Poza klockami na gwiazdkę nie kupiłam nic,a i tak mnóstwo tego do sprzątania... Jestem leniwa i tyle, a mały i tak najchętniej bawi się łyżeczką i garnkiem.

-Nie kupiłam mu też specjalnego krzesełka do karmienia, super kojca, chodzika i setek innych niezbędnych rzeczy o których nie mam pojęcia. Zamiast wózka ma chustę, bawi się na dywanie, je u taty na kolanach...

-Nie ubieram małego jak na biegun polarny. Jedna warstwa więcej? Ok, ale jak jest zimno a dziecko naprawdę małe, a jak ja-zła matka wychodzę w bluzie z polaru to małemu też należy się tylko bluza i g. mnie obchodzą głupie miny sąsiadek- to ich dzieci chorują nie mój.

-Nie kupuję jedzonka w słoiczkach, ani też nawet nie gotuję oddzielnie dla dziecka - naprawdę zdrowo się odżywiam,wszystkiego wiadomo,że niemowlak nie może,ale większość i owszem, więc nie mam ochoty karmić małego według książek (zresztą każda przedstawia inne normy:) Tak, pozwalam mu jeść palcami i nie przeszkadza mi że rozgniata piąstką marchewkę i że łyżeczką zamiast jeść puka w kubek- normalny- niekapka też mu nie kupiłam!

-Nie wciskam mu jedzenia "za mamusię"- swój obiad jem sama! Jak nie jest głodny, jego sprawa- to duże i silne dziecko. Każdy ma prawo czegoś nie lubić jak mu nie smakuje to nie, zje coś innego.

-Raz na jakiś czas lubię wypić dobrego drinka, a małego zostawić na noc u babci.

-Mały dużo czasu spędza z opiekunką, a my podczas sesji wysłaliśmy go jeszcze na tydzeń do babci i nie dzwoniliśmy nawet codzennie pytać co z dzeckiem.

-Nie poświęcam się dla dziecka- ja zła matka nie chcę siedzeć z małym w domu, wolę zostawiać go z opiekunką i pracować, a nawet czasami wieczorem iść z mężem zabawić się na miasto. Te kilka godzin codziennych wspólnych spacerów i zabaw mi wystarczają. Weekendy spędzam głównie na uczelni,ale kilka godzin mam zawsze.

-Nie karmię go już piersią - wiem,że tak byłoby najlepiej, ale pierwsze 3miesiące,ok. Niestety karmienia z pracą połączyć się nie dało( niestety urlop macieżyński nie trwa wiecznie, a za wychowawczy nikt nie płaci), a jako zła egoistyczna matka wybrałam karierę.

-Jak go karmiłam olałam wszystkie "mądre" zakazy dotyczące diety matki karmiącej, unikałam, jak zawsze zresztą, produktów mocno przetworzonych: pomarańcze, czekolada, truskawki,kapusta... Mały jedynie miał kolkę po ryżu...

-Nigdy nie kąpałam małego w plastikowej wanience ( nie przepraszam-raz w pierwszy dzień w domu), wolimy dużą wannę i dużo wody do chlapania, a jak czasu mało to szybki prysznic we troje. A najchętniej basen.

-Pozwalam mu brudzić się i upadać, nie biegnę gdy się przewróci, a dopiero gdy naprawdę coś mu się stało. Nie wycieram mu non stop rączek i buźki. Nie chcę zajmować się nim za długo,więc wolę aby był samodzielny na tyle na ile dorósł.

-Nie chcę aby był prawnikem, lekarzem czy biznesmenem - to jego wybór i nie myślę o tym,jak będzie chciał być kucharzem- ok, aktorem-ok,żołnierzem-jakoś to przeżyję, byle był szczęśliwy. Nie będę planowała jego życia.

-Jak jestem zmęczona pozwalam małemu oglądać telewizję- uwielbia kanały muzyczne i informacyjne.

-Nie mamy sztywnego planu dnia, czasem mały nie jest wykąpany wieczorem, na wspólny spacer idziemy późnym wieczorem.

-Mały zasypia około 23-24 i wstaje ok 9-10 rano- to jego rytm i tyle i nie będę go zmieniać na siłę, bo nam to odpowiada.

 

 

W świetle wielu genialnych artykułów na stronach dla matek i wielu obiegowych opini - jestem złą matką...

Ale kocham małego i robię wszystko abyśmy byli szczęśliwi i wolę robić to co uznaję za słuszne ( w razie czego błądzić jest rzeczą ludzką), niż robić coś wbrew sobie.

Po co to napisałam? Nie wiem... Nie po to aby się wyspowiadać- nie żałuję przecież. Nie po to aby wyśmiewać te dzielne matki, które starają się być idealne- podziwiam je i ich wybór, jeśli dokonały go świadomie. Może chcę pokazać swoje stanowisko,że można żyć trochę inaczej... Może chcę aby ktoś pomyślał nad nadużywaniem zwrotu 'zła matka", 'dobra matka"? Może ktoś w komentarzach mnie oświeci i stanę się ciut mądrzejsza?