JAWORZNO stygmat systemu totalitarnego powojennej Polski lat 1945-1956

Człowiek jest niszczycielem z natury,

Jest mordercą, który może być powstrzymany

od swojej rozrywki ulubionej tylko,

przez strach wobec silniejszych od siebie…

                                                     morderców.

 

                                                / Erich Fromm /

 

 

          Człowiek bywa zazwyczaj przewrotny z natury rzeczy. W stosunku relacji międzyludzkich, chyba jednak bardziej z przekory. Powojenny ustrój społeczno-polityczny ziem polskich trwający do końca lat osiemdziesiątych wieku XX i zwany niekiedy totalitaryzmem,[1] w sposób szczególnie jaskrawy obnażył zafałszowaną (a może jednak prawdziwą?) twarz polityczno-społeczną ówczesnej władzy, a właściwie ludzi ją natenczas sprawujących. Wiadomo, że w okresie międzywojennym, w zaistniałej po 123 latach niebytu Polsce, największą rozpoczętą, ale niestety nie ukończoną inwestycją dla odradzającego się państwa i jego wciąż upartych jednak mieszkańców, był rozmieszczony w południowo – środkowej części kraju tzw. COP – Centralny Okręg Przemysłowy.

Zapewne nad wyraz tragiczną mega-parodią tamtego okresu, było stworzenie formalnie w latach 1945-1956 przez ówczesną komunistyczną władzę także – COP. Pod tą niezwykłą i wielce sławetną nazwą, ukryto niestety zapewne na wieki już niechlubny – Centralny Obóz Pracy. Miejsce, które w sposób na wskroś czarny i zdecydowanie skrajny, by nie powiedzieć wprost – zły, a nawet krwawy i wybitnie okrutny, zapisało się na kartach historii państwa polskiego. Państwa budowanego od teraz postępowaniem „lepszych” Polaków (komunizujących socjalistów), wobec swoich rodzimych polskich pobratymców – także Polaków, choć nie tylko, a czasami nawet, wprost przewrotnie – dalszej i bliższej rodziny, własnych rodziców, braci i sióstr… Tworzyli ten wzorowany na sowieckich „gułagach[2] system więzienny właśnie przedstawiciele niby nowej, na wskroś demokratycznej, bo jakoby z robotniczo-chłopskim rodowodem, umacniającej się ówczesnej władzy. Władzy, która coraz bardziej zapatrzona głęboko w siebie (by nie powiedzieć dosłownie – wreszcie tylko we własne korzyści), myślała nad całkowitym i totalnie służalczym zaprzedaniem własnej duszy narodowej sowieckiemu „bratu”, choć może jednak tak naprawdę, cały miniony czas ponad dwóch ostatnich stuleci historii – stale wciąż jednak okupantowi…

          To skażone tragedią cierpienia i śmierci z przepracowania miejsce, powstało faktycznie na zgliszczach wciąż ciepłego jeszcze faszyzmu i skrajnego niemieckiego szowinizmu. Otóż około 15 czerwca roku 1943, zaistniało ono, jako jedna z 28 ówczesnych filii faszystowskiej „fabryki śmierci” – obozu koncentracyjnego Oświęcim-Brzezinka. Jego lokalizacja, zaplanowana została przy szlaku komunikacyjnym: Jaworzno-Katowice oraz szosy do Wysokiego Brzegu. Jej zadaniem było wydajnie wspomagać niemiecki przemysł zbrojeniowy w jedną ze znacznych elektrowni cieplnych o mocy finalnej 300.000 KW. Budowa takiego strategicznego w lokalnej gospodarce obiektu, polegać miała na rozbudowie istniejącej już tu, ale znacznie mniejszej elektrowni o wydajności około 100.000 KW. Jej fundamentalną bazę energetyczną, zabezpieczać miała funkcjonująca w tym miejscu rodzima kopalnia węgla kamiennego. Zaplecze do jej rozbudowy, hitlerowcy zaplanowali na: 2 baraki mieszkalne dla nadzoru w postaci SS (około 200-300 miejsc, budynek częściowo murowany), 16 drewnianych baraków mieszkalnych dla więźniów (przewidywano stan około 5000 osób jako podstawowej siły roboczej i obsługi), oraz częściowo murowane: 1 barak gospodarczy, 2 baraki – „łaźni kąpielowych”, kuchnię, prowizoryczny szpital, odwszalnię, 5 baraków – skrajnie pozbawionych podstaw higieny i jakiegokolwiek bezpieczeństwa miejsc zwanych – toaletami. Całość otoczono podwójnym płotem z drutu kolczastego pod napięciem elektrycznym, zabezpieczając go dodatkowo ponadto około pięciometrowym murem z obu stron. Oczywiście zakładano przy tym rozbudowę lokalnych dróg kolejowych i kołowych, jak również sieci miejscowych kopalń. Wiadomo także, że to nad wyraz ponure miejsce, zostało ostatecznie jednak zlikwidowane w drugiej dekadzie stycznia roku 1945, skutkiem przesuwającej się niebezpiecznie szybko linii sowieckiego frontu, oraz coraz częstszymi i bardziej dotkliwymi nalotami sowieckiego lotnictwa bojowego. Najprawdopodobniej z końcem tejże właśnie dekady, do obozu dotarły jednostki sowieckie, wyzwalające pozostałą, choć bardzo nieliczną jeszcze przy życiu grupę więzionych.       

Niestety, od miesiąca lutego roku 1945, ów „obóz – widmo” ożywił się od nowa. Tym razem, rolę „pensjonariuszy” przyjmowali początkowo tylko, wczorajsi ”panowie świata” – żołnierze niemieccy, bez względu na posiadany stopień wojskowy i rodzaj broni jaki reprezentowali. Wykorzystywano ich, w myśl istniejących układów międzynarodowych, do pracy w kopalniach jako wyraźnie określoną – grupę jeńców wojennych. Całość obrazował stan obozu, który z końcem miesiąca marca roku 1945, zamykał się liczbą = 1.911 więźniów (945 mężczyzn oraz 935 kobiet, a także 31 niemowląt)[3]. Stany te zaczęły ulegać istotnej zmianie dopiero od około połowy roku 1946, gdy do Polski zaczęły napływać transporty z terenów sowieckich z niemieckimi jeńcami wojennymi.

  • 22 maja 1946 rok =       616 jeńców
  • 21 czerwca 1946 rok =   587 jeńców i   37 kobiet
  • 15 lipca 1946 rok            =   157 jeńców i 407 kobiet[4]

W okresie maja roku 1947, w COP Jaworzno znajdowało się łącznie = 9.485 jeńców wojennych. Faktyczna likwidacja tejże właśnie grupy osadzonych, zaczęła się zmieniać dopiero od dnia 10 października roku 1948. Tego bowiem dnia, odjechał z Jaworzna pierwszy transport 690 niemieckich jeńców wojennych i internowanych obywateli ku sowieckiej strefie okupacyjnej za linią Odry i Nysy Łużyckiej. Ostatni – odprawiono około sierpnia roku 1949[5]

Należy przy tym brać pod uwagę także fakt, iż już z dniem 2 maja roku 1945, Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego (dalej: MBP), zwane popularnie Urzędem Bezpieczeństwa (dalej: UB), podpisało ważną dla podnoszonego z ruin wojny kraju umowę z polskim – Centralnym Zarządem Przemysłu Węglowego. Ta umowa była wiążąca dla dostarczenia siły roboczej do polskich kopalń. Początkowe ustalenia mówiły tylko o liczbie – około 5.000 osób[6]…                                                                                                                             

  Zmiany w wartości osadzanych oraz zwiększenie zatrudnienia, rozpoczęło się w momencie, gdy nagminnie zaczęto kierować w to miejsce – jakoby do pracy w lokalnych kopalniach i hutach, także masowo aresztowaną wówczas, a podejrzaną o współpracę z faszystami i ich systemem w trakcie wojny, ludność cywilną. Tę całkiem niby osobną grupę, stanowiła przeważnie ludność rdzennie niemiecka, bądź śląska, a wskazana wojskowym wyzwolicielom i ich służbom, za wysługiwanie się w okresie dopiero co zakończonej okupacji faszystom, czynnie pracującą przez okres okupacji w niemieckim aparacie terroru, bądź tylko pośrednio pozostając z nim związana.

Całkiem osobnym rozdziałem w historii tego miejsca, jest kierowanie tu także wówczas Polaków z całego terytorium kraju. Tą jeszcze inną, choć coraz bardziej rosnącą w wielkość grupę, tworzyli jednoczący się od teraz „oporni wobec prawowitej władzy robotniczo-chłopskiej, budującej socjalizm” – Polacy, Ślązacy, Ukraińcy, Łemkowie…. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety, a nierzadko także – dzieci. Koronną zasadą, z której nigdy jak dotąd, nie wytłumaczyła się była władza komunistyczna, stało się osadzanie rodzimej ludności polskiej bez najmniejszej chociażby sankcji prokuratora, nie mówiąc już o jakimkolwiek wyroku sądowym. Powodem do znalezienia się w tym miejscu, wtedy mogło być absolutnie wszystko. Począwszy od złego spojrzenia w kierunku przedstawicieli bądź funkcjonariuszy władzy, najmniejszego i cicho wypowiedzianego akurat przypadkiem słowa nawet słusznej czasami krytyki kierowane pod jej adresem; posiadanie nie takiego jak należy pochodzenia lub wykształcenia; pokątne słuchanie radia Wolna Europa; wygłaszanie niewłaściwych haseł w miejscach publicznych lub innych niż puste pomieszczenie, w których przebywało więcej niż jedna osoba; niewłaściwe zachowanie w miejscach publicznych; unikanie wieców i imprez masowych organizowanych często wtedy dla coraz bardziej socjalistycznego już społeczeństwa. COP Jaworzno, stawało się także wreszcie „wielce zasłużonym” miejscem kary dla byłych właścicieli ziemskich, kupców, rzemieślników, właścicieli nieruchomości i fabryk, za posiadane bogactwo i wpływy, a kierowanych tu przez nareszcie sprawiedliwą, bo socjalistyczną Komisję Specjalną do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym, czyli skazującą imiennie zdecydowanych wrogów biednej i umęczonej klasy robotniczej i chłopskiej…  

Generalnie, pod nazwą COP ukryto już wtedy nie jeden, a cztery tego typu wielkie „placówki socjalistycznego wzorca wychowawczego” do życia, w budującym nowy system państwowy społeczeństwie: Jaworzno (przynależne wówczas do terenu województwa Kraków), Warszawa (stolica kraju pospieszająca zostać możliwie najszybciej odgruzowywana i odbudowywana jako promieniujący punkt integracji socjalistycznej), Potulice (w rejonie Nakła n/Notecią), oraz Krzesimów (w rejonie Lublina). Do wymienionych powyżej „obozów – matek”, przyporządkowano z kolei, całą gęstą pozostałą po okupacji sieć pomniejszych pod-obozów. Dla samego Jaworzna, przyporządkowano więc: Świętochłowice (od 1945 r.), Mysłowice (od 1946 r.), Oświęcim (od 1947 r.) oraz Libiąż i Obóz Pracy „Chrusty” w samym Jaworznie[7]. Rolę właściwego nadzoru nad tymi miejscami, przejmowało też od razu – UB. Sam zamysł tworzenia „polskich gułagów”, miał na celu realizację niesprawdzających się ciągle niestety wzorców sowieckich – budowę samowystarczalnych i wydolnych przedsiębiorstw ekonomicznych. W bardzo krótkim jednak czasie okazało się, że konieczna powojenna odbudowa kraju w takim systemie, jest po prostu niemożliwa do utrzymania. Powód był aż nader „błahy” – rozbudowywany wciąż aparat komunistycznego ucisku, nie umiał się po prostu obyć bez uwielbianego przez siebie terroru w postaci m.in.: zastraszania, zbrodniczego mordu społeczno – gospodarczo – politycznego, codziennej skrajnie brutalnej przemocy, pijaństwa, chamstwa i  skrajnej obłudy. Nigdy nie wzięto również pod uwagę odwiecznie towarzyszącej rodzajowi ludzkiemu zasady – praca niewolnicza „od zawsze” była, jest i będzie tylko deficytowa. Dochodowa natomiast, może być tylko i wyłącznie praca człowieka zupełnie wolnego, z całym niezbędnym mu zapleczem towarzyszącym:  właściwy czynnik zdrowia i zaplecza opieki medycznej, wieku i wydolności psychiczno-fizycznej, kompetencji, obsługi administracyjnej i jej kosztów, jak  i wciąż unowocześnianego i uzupełnianego parku narzędziowo-maszynowego, oraz właściwego nadzoru nad całością.

Pierwszym komendantem COP Jaworzno, mianowano porucznika – Włodzimierza Staniszewskiego (do października 1945), kolejnym, byłego powojennego naczelnika więzienia z Tarnowa – kapitana Stanisława Kwiatkowskiego (do marca 1948). Następnym – porucznika Teofila Hazelmajera (do września 1949), a po nim – osławionego okrucieństwem byłego komendanta obozu ze Świętochłowic – Salomona Morela[8]. Kadrę obozu, stanowiło około 300 żołnierzy oraz oficerowie z szeregów Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (formacja wojska stworzona specjalnie na wyraźne potrzeby ówczesnych decydentów partii i władzy, do prowadzenia służalczego oczyszczenia terenów Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej z elementu nacjonalistycznego podziemia ukraińskiego w postaci Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich; jak również – a może przede wszystkim – do ostatecznego oczyszczenia obszaru kraju z ciągle obecnego, a opornego wobec coraz bardziej wyraźnie już komunizującej władzy, zbrojnego podziemia reakcyjnego i poakowskiego, pełnienia roli strażników w obozach i więzieniach powstających bądź adaptowanych z polecenia jedynej słusznej linii partyjnej). Generalnie, żołnierze ci, w przeważającej większości bardzo rzadko posiadali ukończone wykształcenie podstawowe, a plaga pijaństwa, przemocy i korupcji wśród nich, występowała na normalnym porządku dziennym.

Warunki życia w COP Jaworzno były więcej niż skrajne, co stwierdzają nawet kolejne raporty Międzynarodowego Czerwonego Krzyża (dalej: MCK) wizytującego obóz z okazji przebywania w nim głównie jeńców niemieckich, choć nie tylko, w roku 1946. Stałe przeludnienie, nie zapewniało nawet minimum warunków zamieszkania nie tylko dla wciąż zmienianej kadry z rodzinami, ale przede wszystkim dla samych więźniów (mimo, że jak wykazują stosowne dokumenty ilość baraków, z 16 drewnianych za czasów obozu koncentracyjnego, zwiększyła się ówcześnie do 24 – już murowanych; sama opinia kadry nadzorującej obóz stwierdzała, że realnie miejsce to mogło pomieścić 3.500-4.500 osób jednorazowo[9]). O ile za czasów trwania tu fili obozu koncentracyjnego, ludzie pracujący pod ziemią mogli spać na trzypiętrowych pryczach drewnianych i sienniku papierowym wypchanym słomą, posiadać taką samą poduszkę i nawet dwa koce na każdego, ale jednak pojedynczo, o tyle teraz – po wojnie, osadzeni spali początkowo już po dwóch, a wkrótce po trzech, a nawet pięciu na dwóch pryczach. W końcowych latach istnienia COP Jaworzno (około roku 1948), wyróżniono nawet, po kolejnej kontroli MCK, specjalny blok dla tzw. „przodowników pracy”, gdzie było znacznie więcej sienników, koców, a nawet – śpiwory (pozyskane właśnie z MCK).

W kwestii aprowizacji, w obozie panował niemalże zawsze wyraźny głód (wobec ogólnie niewydolnego wtedy rynku żywnościowego w powojennym kraju, obóz otrzymywał jedynie około 30 % pokrycia zapotrzebowania). Ustalona norma zakładała, iż więzień powinien otrzymywać dziennie:  około 400 gram chleba, kawę wydawaną 2 razy dziennie, oraz wodnistą zupę[10]. Niestety, realia dnia codziennego bardzo, ale to bardzo odsuwały te założenia na plan niemożności realizacji. Głodna była kadra nadzorującą (były z tego tytułu nawet wypadki jawnej dezercji), ale przede wszystkim, głodni byli ciężko pracujący pod ziemią ludzie. Ponadto jak wszędzie wtedy, co innego pisano w raportach i sprawozdaniach, a inaczej było w szarej rzeczywistości dnia (wykazywano np. w jadłospisie ziemniaki i warzywa w zupie, które więźniowie jeżeli w ogóle oglądali, to chyba tylko we snach).

Osobnym, istotnym problemem, było ubranie. Osadzani od początku pracowali  generalnie w tej odzieży jaką posiadali, ubrań roboczych nie mieli i nikt im takich nie dostarczał (za czasów obozu faszystowskiego, może zniszczone, ale jednak robiono wymianę na robocze letnie i zimowe). Dopiero około 1947-1948, z poręki znów MCK, więźniowie otrzymali małą pomoc na tej płaszczyźnie z zapasów UNRA[11] oraz MCK.

Płaszczyzna opieki, jak i pomocy medycznej była w stanie niemalże krytycznym, by nie powiedzieć agonalnym. Kadrę medyczną poobozowego szpitala tworzyło w COP Jaworzno 8 lekarzy (w tym 4 więźniów), którymi kierował doktor – Mieczysław Miklaszewski. Ponadto 5 felczerów (w tym 1 więzień) oraz 5 sanitariuszy (w tym 3 więźniów). Szpital posiadał 337 łóżek i dzielił się na 3 oddziały: dwa profilowane na interno-chirurgiczne, a jeden na zakaźny. Wyposażenie w większości było mieniem z poobozowego „odzysku” po faszystach. Brak było zasadniczych narzędzi i wyposażenia medycznego (m.in.: lekarze nie posiadali nawet igieł i nici chirurgicznych, a np. posiadali znieczulenie dla 10 pacjentów miesięcznie; pozostałych w razie konieczności operowano bez znieczulenia). Ponadto brak było podstawowych środków opatrunkowych – często opatrunki robiono z… papieru toaletowego (jeżeli go akurat dowieziono). W obozie nieobecne były w ogóle środki higieniczne i dezynfekujące. Przy tym ciężka praca i niedożywienie, wzbudzały często epidemie i znaczną zachorowalność, co znacznie pogłębiało zdrowotną sytuację uwięzionych. Często wybuchały epidemie chorób zakaźnych m.in.: gruźlicy, duru brzusznego, tyfusu plamistego, róży, chorób wenerycznych, czerwonki. Pogłębiał to wszechwładny głód, zimno, wilgoć, krzyk i przemoc fizyczna nadzoru, lęk i strach uwięzionych oraz wszechobecny smród. Powszechnie, dopóki starczyło, jedynym stosowanym środkiem profilaktycznym były środki przeciwgorączkowe, wapno, lub środki antybólowe. Chorzy zarażali zdrowych z powodu częstego i bezpośredniego kontaktu (np.: zdrowi spali z chorymi, by móc w każdej chwili im jakoś pomóc). Wzrastała śmiertelność wśród osadzonych. Tylko w roku 1945 w COP Jaworzno zmarło około 1000 więzionych[12].

Elementem „wydajnie” wspomagającym zaistniały stan rzeczy, była również niższa obozowa kadra. Każdy świeży transport dowożonych więźniów, rozpoczynał się od wymyślnych ćwiczeń fizycznych, obowiązkowej „kąpieli” pod prysznicem, długotrwałych tortur, karania osadzaniem w bunkrach z wodą, wielogodzinnych apeli w deszczu, chłodzie, na mrozie. Zawsze wszystkim tym czynnościom towarzyszył bezwzględny pokaz przemocy fizycznej – bicie kogo popadło i gdzie popadło najczęściej bez powodu. Pod tym względem „blokowi” lub „kapo” (nazwy funkcjonowały z czasów niedawnej okupacji), prześcigali się w pomysłach „rządzenia” i „prezentacji”, ponieważ dostawali dodatkowe porcje żywności, nie pracowali, spożywali duże ilości alkoholu, powszechnie wspierali i korzystali z wszechobecnej korupcji. Niektórzy wsławiali się nawet wybitnym zachowaniem – np. Iwan Mordasow będąc już pod wpływem alkoholu, lubił strzelać do ruchomego celu (więźniów), ale także lubił gwałcić. W stosunku do więźniów stawiających wyraźny opór, stosowano karę ciemnicy, odbierania porcji żywnościowych, karania „bunkrem” (pozostałość po obozie faszystowskim: na powierzchni 80x80 cm stało się w ciemnościach  piwnicy, czasem po kostki w wodzie, nawet po 3 osoby jednocześnie, od kilku dni do tygodnia i dłużej).

Generalnie, trudno nawet w chwili obecnej powiedzieć jakie żniwo zbierała natenczas śmierć. Zniszczone, a co najmniej celowo zdekompletowane Księgi ewidencji obozowej, jeszcze bardziej zacierają ten obraz. Według dostępnych ogólnikowych danych Centralnego Zarządu Służby Więziennej dla COP Jaworzno z filiami, podaje się ogólnie przybliżoną liczbę więźniów zmarłych za cały okres „działalności” obozowej w latach 1945-1949, zamykającą się wartością około 7.000 osób[13]. Według relacji tych, którzy przeżyli jednak to komunistyczne piekło, fakty były zgoła zupełnie inne, niż podawano w oficjalnych dokumentach. Faktycznie przy trasie: Kraków – Jaworzno – Mysłowice – Katowice, zlokalizowano „pokazowy” cmentarz z mogiłami i krzyżami na około 20-30 grobów. Prawdziwe miejsca pochowania uczyniono w kierunku południowo-wschodnim od usytuowania obozu, głęboko w lesie, gdzie chowano zmarłych całymi setkami w specjalnie przygotowanych dołach, które później zasypywano, sadząc w tym miejscu las. Dopiero od około połowy roku 1948, zaczęto stosować lekkie trumny drewniane, nadając numer i odnotowując zgon w rejestrze obozowym.

Niewolnicza praca w obozie polegała teoretycznie na ośmiogodzinnym zatrudnieniu, który przeliczano jako „dniówkę” złotową wpłacaną na konto COP Jaworzno. Praktycznie, więzień pracował większą ilość godzin, bo aż do wykonania określonej normy dziennej, bądź dziennego urobku. Początkowa stawka wynosiła około 12,00 złotych (okres od 16 maja do 27 sierpnia roku 1945), następnie 16,00 złotych za każdy dzień pracy „wypożyczonego” więźnia (jakoby Zarząd Przemysłu Węglowego <<wypożyczał>> tych ludzi do pracy w kopalniach i hutach od władz obozowych i za to właśnie płacił). Z dniem 1 stycznia roku 1947, stawka ta wzrosła skutkiem zarządzeń MBP Nr 27024/46 z podziałem na rodzaj wykonywanych prac w przedziale 40,00-80,00 złotych. Jeżeli stwierdzono, że więźniowie byliby przy tym źle traktowani (w sposób np. nieludzki), lub zakład pracy łamał ustaloną umowę, komendant obozu miał prawo wstrzymać wysyłanie ich do pracy. Zasadniczo tylko drobna grupa wydzielonych osób zatrudniona była zatrudniona w tego typu pracy. COP Jaworzno dbał przede wszystkim o swoje „własne podwórko”. Warsztaty tegoż obozu produkowały m.in.: mundury, pasy, buty, kożuchy na potrzeby MBP. Mała grupa murarzy i cieśli pracowała faktycznie przy budowie i rozruchu nowej elektrowni Jaworzno. Znaczna część więźniów zatrudniana była jako tzw. personel pomocniczy (kierowcy, służący, ogrodnicy u różnych funkcjonariuszy MBP i wyższych oficerów wojska. Ponadto obóz z biegiem czasu, zorganizował duże własne warsztaty, m.in.: szewski, krawiecki, rymarski, stolarski, blacharski, które zarabiały wtedy już całkiem znaczne pieniądze na swojej działalności odprowadzane do socjalistycznej kasy państwa (czy aby tylko w całości?!). Otóż w roku 1945 dochód wynosił około – 20.407.000,00 zł; w roku 1946 już około – 78.469.000,00 zł; natomiast w roku 1947 aż około – 284.740.000,00 zł). Dla prostego zobrazowania: około 150 więźniów w obozowej stolarni zaopatrzyło kadrę MBP  i wojskową w Legionowie w meble (dostarczono około 30 wagonów tego towaru); obozowe warsztaty krawieckie pracujące na zmiany (I zmiana w godzinach: 4.00 – 12.00; II zmiana w godzinach: 12.00 – 22.00), zatrudniające około 3.000 więźniów i dysponujące około 400 maszynami do szycia, potrafiły uszyć około 4.000 mundurów dziennie; obozowe zakłady rymarskie do lutego roku 1948 wykonały około: 3.300 „raportówek”, 861 teczek skórzanych i 615 „kopertówek”.  Sumując tych kilka rodzajów „obozowej produkcji”, oczywiście należy dodać, że bezzasadnym byłoby doszukiwać się w nich najmniejszego przestrzegania zasad bhp w stosunku do ludzi pracujących. Na pewno kierownictwu obozu, pozostawało głęboko obojętne, ilu ludzi zatruje się etanolem w stolarni podczas polerowania mebli, czy też straci wzrok bądź dostanie pylicy przy szlifowaniu drewna, ewentualnie ogłuchnie w hali przestarzałych i mało wydolnych maszyn[14].        

W końcu do COP Jaworzno zaczęto kierować nawet dzieci i młodzież… Taki stan rzeczy spowodował, że około połowy marca roku 1949 kierownictwo UB podjęło decyzję o wyczerpaniu się możliwości funkcjonowania obozu. Nadeszła więc konieczność jego likwidacji w dotychczasowej postaci. Dla Jaworzna oznaczało to rozebranie baraków drewnianych z okresu wojny i kolejną budowę budynków murowanych, ponieważ dotychczasowy obóz ulegał przekwalifikowaniu na tzw. więzienie karne dla młodocianych (bez specjalnego ich rozróżniania na więźniów politycznych i zwykłych przestępców kryminalnych). Dostarczano ich w to miejsce z najcięższych ówcześnie polskich więzień: z Rawicza, Wronek, Strzelc Opolskich. Z kolei w Jaworznie, stosowano wobec skazanych system „resocjalizowania[15] tego „elementu” za pomocą morderczej wprost pracy, jak również codziennego i stałego ładunku prostej, ale przymusowej „indoktrynacji[16] ideologicznej.

Na pewno ludzie związani z władzą systemu państwa totalitarnego, wraz z upadkiem systemu, zrobili możliwie wszystko, by do końca skrzętnie ukryć, a w najgorszym przypadku dokładnie zafałszować i maksymalnie zniekształcić chociażby ogólną liczbę osób tam osadzonych, nie wspominając o bestialsko zamordowanych. Do dzisiaj pozostaje to więc, o ile kiedykolwiek w ogóle, bezsprzecznie więcej jak trudne, a właściwie niemożliwe do ustalenia. Szacunkowo przyjmuje się, iż wynikiem chorób, zabójstw złym postępowaniem, niewolniczej pracy, chłodu i głodu, w stworzonych przez komunistów obozach Polski powojennej, zginęło około 25.000 osób, co obrazuje poniższe zestawienie[17]:

 

Miejsce śmierci

(obóz bądź jego filia)

Liczba ofiar

Bydgoszcz

42

Jaworzno

6.987

Krzesimów

443

Leszno – Gronowo

290

Łambinowice

1.500

Mysłowice

2.281

Potulice

4.495

Sikawa

1.080

Świętochłowice

1.800 – 2.500

Warszawa

1.180

Zimne Wody

364

Obozy związane z przemysłem węglowym

3.224

Łącznie

23.686 – 24.386

 

 

Wartość ta, jak się przypuszcza, może stanowić zaledwie około 1/10  osadzonych natenczas w obozach tego typu w powojennej Polsce. Dla zobrazowania stanu  osadzonych tamtego czasu, poniżej zaprezentowano ogólne, choć zapewne i tak fragmentaryczne tylko wybrane dane, uzyskane na podstawie luźnych akt i Rejestrów Departamentu Więziennictwa MBP w stosunku do niewątpliwie jednego największego z obozów pracy – stan COP w Jaworznie, prawie od jego zaistnienia, aż do końca trwania obozu[18]:

 

 

Okres

Stan

ewidencji

Więźniowie

poza COP Jaworzno

Stan

dzieci w obozie

luty 1946 r.

7.875 osób

726 osób

-

maj 1946 r.

9.227

4.262

-

czerwiec 1946 r.

12.370

5.559

-

lipiec 1946 r.

14.860

9.379

-

listopad 1946 r.

15.355

10.094

-

grudzień 1946 r.

17.395

12.532

-

styczeń 1947 r.

16.911

12.647

51

luty 1947

18.523

14.288

50

marzec 1947 r.

19.932

15.557

47

październik 1947 r.

13.866

7.478

366

kwiecień 1948 r.

11.685

6.163

406

kwiecień 1949 r.

5.966

3.240

6

grudzień 1949 r.

3.610

1.365

-

 

          Warty pamięci na omawianej płaszczyźnie pozostaje również fakt, iż bez wątpienia COP Jaworzno pełnił rolę nie tylko obozu pracy, ale także jednego z największych wciąż czynnych aresztów śledczych UB w tym regionie. Spełniał również funkcję – obozu jenieckiego. Wiadomo także, że prowadził dość szeroką działalność produkcyjną. Należy z tego wyprowadzić twierdzenie, iż zginęło w nim więcej osób niż można to sobie w ogóle wyobrazić z najprostszym rachunku obliczeniowym, w porównaniu z innymi, pomniejszymi obozami tego typu, na ówczesnych ziemiach odbudowywanego państwa polskiego.

 

LITERATURA:

 

  • MIROSZEWSKI K., WOŹNICZKA Z.(red.), Obóz dwóch totalitaryzmów Jaworzno 1943-1956 (materiały z konferencji naukowej 04.2006r.), t.1-2, Jaworzno 2007.
  • SNOCH B., Terminy i pojęcia historyczne, Warszawa 1998.
  • SZYMCZAK M (red.), Słownik języka polskiego, 1-3, Warszawa 1978-1981.

 

[1] Totalitaryzm – faszystowski system organizacji państwa polegający na ingerencji państwa we wszystkie dziedziny  życia politycznego, społecznego i kulturalnego, oraz na sprawowaniu nad nimi kontroli, prześladujący siły postępowe i wywołujący wojny napastnicze, Źródło: SZYMCZAK M (red.), Słownik języka polskiego,  t. 3, Warszawa 1981, s. 516.

[2] Gułag – ros. Skrót od Gławnoje Uprawlenije Łagierow = Główny Zarząd Obozów, czyli administracja obozów powstała w ZSRR w roku 1930 podległa początkowo państwowemu Zarządowi Politycznemu, a następnie NKWD; podporządkowane były poszczególnym rodzajom produkcji (np. górnictwo, leśnictwo), rozmieszczone tysiącami na obszarze całego państwa, z pominięciem władz lokalnych; posiadały własne oddziały wojska i policji; Źródło: SNOCH B., Terminy i pojęcia historyczne, Warszawa 1998, s. 64.

[3] MIROSZEWSKI K, WOŹNICZAKA Z. (red.), Obóz dwóch totalitaryzmów Jaworzno 1943-1956, t. 1, Jaworzno 2007, s. 32.

[4] Tamże, s. 33.

[5] Tamże, s. 36.

[6] Tamże, s. 32.

[7] Tamże, t. 2, s. 17.

[8] Tamże, t.1, s.31.

[9] Tamże, s. 34.

[10] Tamże, s. 38.

[11] UNRA – ang. skrót od United Nations Relief and Rehabilitation Administration – Administracja Narodów Zjednoczonych do Spraw Pomocy i Odbudowy; organizacja międzynarodowa utworzona w roku 1943 w celu organizowania pomocy dla krajów alianckich najbardziej dotkniętych wojną; z pomocy tej korzystała także Polska; rozwiązana w roku 1947; Źródło: SNOCH B., dz.cyt., s. 185.

[12] MIROSZEWSKI K, WOŹNICZAKA Z. (red.), dz.cyt., t. 1, s. 40.

[13] MIROSZEWSKI K, WOŹNICZAKA Z. (red.), dz.cyt., t. 2, s. 23.

[14] Tamże, t. 1, s. 42-43.

[15] Resocjalizacja – działalność wychowawcza obejmująca ludzi źle przystosowanych do środowiska społecznego, mająca na celu ich adaptację; ponowne włączenie (się) do życia społecznego kogoś, kto był pozbawiony przez pewien czas (np. wskutek odbywania kary więzienia), możności uczestniczenia w nim; Źródło: SZYMCZAK M.(red.), dz.cyt., t. 3, Warszawa 1981, s. 49. 

[16] Indokrynacja – szerzenie, wpajanie (pozyskiwanie) jakichś przekonań, jakiejś doktryny za pomocą nieustępliwej propagandy; Źródło: SZYMCZAK M.(red.), dz,cyt., t. 1, s. 784.

[17]  MIROSZEWSKI K, WOŹNICZAKA Z. (red.), dz.cyt., t. 2, s. 23.

[18] Tamże, t. 1, s. 35.