Idąc w stronę światła

To, co istnieje w nas jest niewidoczne dla innych oczu…

 

Marta tempo patrzyła w okno. Padał rzęsisty deszcz a ciężkie krople płynęły po szybie tak miarowo jak po jej policzkach. Jej twarz odbijała się w szybie, jak w krzywym zwierciadle. Odwróciła głowę do tyłu i spojrzała na swoje dzieci śpiące w łóżeczkach. Wydawały się takie spokojne, ale ona nie była spokojna. Nie wiedziała, co będzie dalej, co przyniesie jej kolejny dzień, jakie nowe kłopoty wstaną jutrzejszego poranka razem z nią. Ale wiedziała jedno: była w końcu szczęśliwa i niezależna od niego i że koszmar jej życia właśnie dzisiaj się skończył….

Wiedziała, że nie będzie lekko. To ona musiała opuścić ich wspólny dom razem z dziećmi. On nigdy by tego nie zrobił. Już kilka razy mówił, żeby się wyprowadziła z domu, ale sama – bez dzieci. Dzieci zawsze bardzo kochał, ale nie ją – ich matkę. Przecież to ona ponosi winę za wszystkie zaniedbania, za kryzys w ich związku a poza tym jest głupia i umie tylko zrzędzić. Nie jest (i nie była nigdy) odpowiednim partnerem dla niego na jego poziomie intelektualnym.  Taki portret malował jej mąż każdego dnia. Czasami jeszcze domalowywał bardziej spektakularne epitety pod jej adresem, które raniły ją do żywego. Wszystko to znosiła z nadzieją, że kiedyś może zrozumie, że kiedyś będzie lepiej, ale było tylko gorzej. Teraz jest dumna z siebie. Dumna z tego, że stała się na tyle silna, żeby odejść. Zawsze marzyła, że to się kiedyś stanie i że będzie wolnym człowiekiem, który zasługuje na odrobinę szacunku i miłości, którego wysiłki w utrzymanie rodziny przy życiu zostanę docenione. Teraz jest sama, ale szczęśliwa, przestraszona, co będzie dalej, ale wolna, samotna, ale z nadzieją patrząca w przyszłość. Właśnie wychodzi z ciemnej piwnicy ku światłu, którym jest lepsze życie w ciszy, życzliwości i spokoju, bo gorzej niż było już być nie może, a może być tylko lepiej….

Stojąc przy oknie w środku nocy, o które uderzały rzęsiste krople deszczu, przez jej umysł przelatywały koszmarne obrazy, o których chciałaby już zapomnieć, a które cały czas były żywe jakby zdarzyły się dzisiaj. Jeden za drugim przypominały jej się wydarzenia, które jak rany wryły się w pamięć i których przywracanie do życia nawet po kilku latach sprawiało ból. Wiedziała, że wychodzi z ciemności ku światłu, ale czuła, że dzisiaj musi jeszcze raz dać powrócić tym koszmarnym wspomnieniom, aby mogła za chwilę wymazać je na zawsze. Posłuchajcie…

*******************************************************************

Jeśli chciałbyś przeczytać dalszą część tej opowieści zapraszam na mój blog http://www.miedzynami-kobietami.blogspot.com/

Kobieta jest jak pogoda - czasem świeci słońcem a czasem płacze deszczem; oby nigdy nie była huraganem.