Grozi nam głód? Ceny będą nadal rosnąć.

Będzie się to wiązało z ekspansją afrykańskiej rewolucji w spokojne dotąd rejony świata. Już teraz wielu Polaków nie stać nawet na podstawowe produkty. Co dalej? Sami wiecie...

 

Kataklizm głodu w Polsce?

Cyt. "W jednym z warszawskich Kauflandów na półkach zwykle uginających się pod tonami cukru wczoraj pozostała po nim tylko cena: 3,99 zł/kg. Mimo że była o ponad 20 proc. wyższa niż kilka dni wcześniej - klienci wykupili wszystko.
- Czekamy na dostawę, ale nie wiadomo, kiedy dojedzie - rozkładały ręce kasjerki. Podobne obrazki już od dwóch - trzech dni można było obserwować w wielu sklepach w całym kraju. Tam, gdzie cukier był - często klienci wykupywali go zgrzewkami. - Narzeczony kupił 70 kg cukru - chwaliła się internautka na jednym z forów dyskusyjnych rozgrzanych do czerwoności cukrową gorączką. Dlatego w Biedronkach, Lidlach w niemal całym kraju pojawiły się kartki z informacją, że obowiązuje reglamentacja: ograniczano zakupy do 10 lub 5 kg na osobę". Źródło

------------

Fakty są takie:

-kataklizmy klimatyczne z zeszłego roku (powodzie, cyklony, pożary, susze) spowodowały spadek plonów. W związku z tym jeden z większych eksporterów zboża, Rosja, zakazała wywozu zboża z terytorium tego kraju, by zapewnić wyżywienie dla swojego narodu.

-to już kolejna fala podwyżek cen żywności. Pierwsza fala zaczęła się jeszcze zimą 2009 roku, nomen omen w trakcie trwania zwodniczej medialnej ruchawki ze świńską grypą i skażonymi szczepionkami. Ceny owoców i warzyw wzrosły wtedy nawet o kilkaset procent. Dziś proces wzrostu cen jest po prostu bardziej zauważalny, bo coraz więcej ludzi nie stać nawet na te podstawowe artykuły żywnościowe.

-w związku z powyższym grozi nam kataklizm humanitarny na niespotykaną dotąd skalę. Głód to choroby, rewolty, groźba wojny domowej i degeneracja milionów ludzi. Wojna domowa w naszym kraju jest scenariuszem całkiem możliwym, gdyż była by to wtedy część szerszego planu architektów globalizmu wobec Polski. Myślisz, że to niemożliwe, że niemożliwe jest umiejętne napuszczenie na siebie różnych grup społecznych w naszym kraju? To zapytaj o to speców od bałkanizacji różnych obszarów Ziemi, czyli globalistów. Oni słyną ze sprytnego napuszczania na siebie różnych grup w danym społeczeństwie by potem czerpać profity z walk i z upadku takiego społeczeństwa. Taki scenariusz zastosowano na Bałkanach, taki scenariusz obecnie wprowadzany jest w Afryce, gdzie architekci globalizmu (judeocentrycy / syjoniści) manipulują afrykańską Wiosną Ludów. Coraz bardziej prawdopodobnym jest, iż taki scenariusz zostanie zastosowany wobec naszej Ojczyzny. Nie dalej jak dziś, 5 marca 2011 roku hydra o nazwie Ruch Autonomii Śląska zaczęła podnosić swoje głowy. Była już mowa w usłużnych systemowi mediach o decentralizacji naszego kraju i autonomii dla regionów. Po nitce do kłębka ? Polacy zostaną napuszczeni na Ślązaków, górali, prawosławnych z Białegostoku, Niemców z opolskiego i Ukraińców z Zamojszczyzmy. Jak to się może skończyć? Obserwujcie rewolty w Afryce..

-wracając do tematu głównego: już we wrześniu 2010 roku pisaliśmy na blogach, że państwowa spółka zarządzająca elewatorami - Elewarr, wyprzedała większość zapasów zboża ze swoich elewatorów. Sprzedawano zboże do Niemiec, jeszcze późnym latem i jesienią, po cenie 1000 zł za tonę. Dziś rząd PO zmuszony jest odkupować to samo zboże od Niemców by chwilowo zatamować wzrost cen i uspokoić nastroje społeczne do wyborów parlamentarnych. Dodam, że skupujemy to samo zboże w cenie 2000 zł za tonę, czyli o 1000 zł drożej niż sprzedaliśmy. Tak się proszę państwa kręci lody!

-na pewno zadajecie sobie pytania, jaki będzie kres procesów które tutaj opisuję. Jak skończy się ten szalejący wzrost cen wszystkiego. Czy państwo, jeśli dojdzie do sytuacji ekstremalnej, może być gwarantem Twojego bezpieczeństwa, wyżywienia, biologicznego przetrwania? Dotychczasowa praktyka i złudne miraże wmawiane nam przez media mówią, że raczej tak. Co się jednak stanie, gdy to wszystko pier... na ryj i nastąpi totalny chaos? Wtedy nie możemy być pewni niczego, już dziś nie możemy być niczego pewni. O swoje przetrwanie, obywatelu, musisz zawalczyć sam - państwo z trzema bilionami złotych długu publicznego jest bardzo niepewnym gwarantem.

-kluczowa kwestia to przecieki i prognozy, jakie przedostają się do mediów - częściej do tych niezależnych, rzadziej do mediów oficjalnych. Jedna z prognoz oficjalnych dotycząca cukru mówi, że będzie na dniach kosztował 5 zł za kilogram. Dziś byłem w raczej tanim "markiecie", kosztował 4.59 zł / kilo. Przeciek, który przedostał się do mediów niezależnych mówi, że za kilogram cukru zapłacimy już niedługo powyżej 7 złotych. Prognoza dotycząca pieczywa mówi, że za bochenek chleba w markecie (czyli pieczywo najgorszej jakości) zapłacimy na dniach 5 zł za bochenek. Jak ceny kształtują się dziś? 2 dni temu mały bochenek chleba kosztował już 3.50 zł, bochenek tradycyjny zapewne jeszcze drożej. O cenach pieczywa lepszej jakości lepiej już nie mówić.

-co jeszcze drożeje? Przede wszystkim od Nowego Roku bardzo podrożały lekarstwa, witaminy, suplementy diety. Przykładowe wzrosty cen: tabletki z czosnku kosztowały 8 zł za 90 tabletek, dziś kosztują około 14 zł za opakowanie 60 tabletek. Tabletki z witaminą C kosztują 16 zł (jeszcze wyprzedają stare zapasy w sklepach internetowych) zaś nowe partie w aptekach to koszt już 26 zł.  Jeden z syropów ? przed podwyżką kosztował 8 zł, dziś 14.50 zł. Jeden z leków na receptę poprawiających pamięć mogliśmy kupić już za 19 zł, teraz kosztuje najmniej 25 ? 37 zł (tu akurat zależy od aptek i ich promocji). Są to informacje sprawdzone, gdyż ja często bywam w aptekach i w sklepach z witaminami / suplementami. W niektórych przypadkach ceny wzrosły o 50%.

-polityka, polityka. Co jeszcze jest przyczyną podwyżek? W naszym kraju, kraju rządzonym przez złodziei i różne szumowiny, które opanowały wszystkie nisze - kręci się lody. Przede wszystkim lyberałowie w stylu Balcerowicza wmówili społeczeństwu w przeróżnych me(n)diach, że polskie cukrownie są nierentowne i dlatego trzeba je zamykać. W efekcie miliony ludzi w rolnictwie straciło pracę, wieś przypomina dziś trzeci świat, zaś produkty rolne musimy importować. Importować za większe kwoty, czyli dając zarobić innym. Podobnie w wielu regionach Polski Unia Europejska dopłaca do tego, by niczego na danych ziemiach nie uprawiano. Słynne, wręcz legendarne są euro - idiotyzmy w stylu limitów produkcyjnych - nadprodukcję musimy niszczyć. To właśnie powoduje, że wzrosty cen są bardziej radykalne i bardziej odczuwalne. Z typowego kraju mlekiem i miodem płynącego staliśmi się krajem, który importuje typowo polskie produkty z Chin, Brazylii, Australii. Np czosnek z Chin, który wcale nie przypomina naszego, drogie buraki cukrowe z Australii. Setki tysięcy hektarów żyznych gruntów leży w Polsce odłogiem, bo tak każą durne przepisy, normy i limity. Przejeżdżając się pociągiem bardzo często widzimy rozciągające się po horyzont dawne pola uprawne, zamienione na łąki. One kiedyś rodziły płody rolne, które później służyły za wyżywienie dla milionów ludzi. Dziś złociste łany pszenicy to rzadkość, za to mamy durne biopaliwa i podwyżki.

-kwestia biopaliw. Coraz więcej areałów gruntów rolnych w Polsce i na świecie przeznacza się pod uprawę np rzepaku wykorzystywanego do produkcji biopaliw. Najczęściej dzieje się tak przez durne regulacje prawne, które wymuszają dodawanie biokomponentów do ostatecznego produktu paliwowego. Taka produkcja jest także bardziej opłacalna niż np uprawa zboża czy warzyw, cennych pod względem spożywczym. Dlatego coraz więcej ludzi na Ziemi cierpi głód, zaś w pozostałych krajach obserwuje się właśnie teraz znaczne podwyżki cen żywności.

-rynek spożywczy to mechanizm naczyń połączonych. Drożeje cukier i zaczyna go brakować, więc kryzys czeka branżę cukierniczą i producentów słodyczy - nie będzie nas na nie stać. Znacznie zdrożało zboże, nawet o 100% od sierpnia 2010 roku, więc drożeją też pasze dla zwierząt ? zdrożeje mięso. Zaś sami hodowcy będą szukać tańszych rozwiązań, np zaczną karmić zwierzęta modyfikowanymi genetycznie paszami sprowadzanymi z zagranicy bądź zastosują mączki kostne, co jest kuriozum.

-rynek żywnościowy jest też zależny od innych sektorów gospodarki. I tak cena ropy za baryłkę przekracza już psychologiczną barierę 200 dolarów za baryłkę. Ropa będzie drożeć dalej, gdyż wojna domowa w Libii i groźba wrogiej interwencji militarnej w tym kraju nasilają spekulacje na rynkach.

-sam kataklizm głodu, który nieuchronnie nadciąga, może być znakomitą okazją, aby na opornych rządach i społeczeństwach wymuszono szeroką akceptację dla żywności transgenicznej, czyli modyfikowanej (skażonej) genetycznie. Usłużne media od razu wytłumaczą masom, że jest to po prostu konieczność przed którą stanęła nasza cywilizacja. Nikt już nie będzie patrzył  na to, że kryzys żywnościowy został wywołany celowo i odpowiadają za niego konkretne osoby / lobby.

-mówisz, że to, co tutaj opisuję, jest niemożliwe, nierealne? Dzisiejszy świat to świat setek koncesji, miliona urzędników i ok. 50 służb publicznych, uprawnionych do zatrzymania i rewizji obywatela. Rzeczywiście, w takim świecie bardzo trudno uwierzyć, że to wszystko może pier.... i to z wielkim hukiem. Często takie rozważania powodują po prostu drwiny. Przyzwyczailiśmy się, że aby kupić dowolną ilość żywności, wystarczy pójść do najbliższego spożywczaka. Żeby kupić paliwo - stacja benzynowa dwie ulice dalej. Nie ma co tu za dużo ukrywać - media nas odpowiednio wytresowały. Nikt przecież nie będzie robił zapasów soi, mąki, gryki, makaronów, nawet po przeczytaniu tego tekstu. Przecież naszymi jedynymi problemami jest to, jaki kolor samochodu wybrać i na jaki film iść do kina - prawda? Taki sielankowy obraz wręcz bije z tok - szołów, z durnych polskich seriali gdzie każdy od razu znajduje pracę, czy w końcu z zakłamanych statystyk prezentowanych w internecie. Wybór należy do Was, w nadchodzących trudnych czasach każdy będzie zdany na samego siebie i najbliższe sobie osoby - od tych czynników być może będzie zależało biologiczne przetrwanie w nowym świecie.

-dantejskie sceny rozgrywają się podczas ogłaszania wszelkich wyprzedaży w hipermarketach. Zaś to, co się dzieje podczas darmowych wigilii czy rozdawania żywności woła o pomstę do nieba. Tego na pewno nie zobaczysz w najnowszym odcinku Klanu czy w Wiadomościach:
"Powód dla którego skusiło się przyjść najwięcej osób to darmowe pączki. I tutaj powtórzyła się sytuacja jak dla mnie skandaliczna sprzed ubiegłego roku. Szanowna grupa emerytów stała przy samych barierkach, że małe dzieci nie zawsze miały dostęp aby stać przed nimi. Kiedy tylko zaczęli rozdawać pączki grupa wściekłych emerytów ruszyła do akcji. No po prostu sięgała po te pączki jakby ktoś rozdawał telewizory. Zauważyłem, że emerytki brały po trzy pączki w ręce i pakowały to do torby i pędem ruszały do kolejnej osoby, która rozdawała je. Przecież to jakiś cyrk jest! Normalnie emeryci zabierają małym dzieciom jedzenie. Nie mówię tu o sobie bo nie jestem dzieckiem. Ja wziąłem tylko jednego pączka jak już się bardzo nie rzucali. Przede wszystkim pączki najpierw powinni dostać małe dzieci, potem starsze osoby i emeryci a na końcu młodzież. A to co się działo to walka o przetrwanie! Emeryci mieli gdzieś małe dzieci, pakowali pączki parami do torebek. Wszystko z myślą tylko o sobie".

------------

Cyt. "Za czasów komuny mówiło się o partii, która nie zawsze była doskonała, teraz mówi się najczęściej o ekonomii, która ma swoje fochy i nikt i nic nie jest w stanie tego zmienić.
Oszustwo polega na tym, że ani partii, ani ekonomii nie można rozliczyć z błędów i ukarać. W ten sposób nie ma winnych i nieszczęścia toczą się? normalną drogą a ci, którzy je wywołują chodzą sobie bezkarnie z radością zrzucając winę na EKONOMIĘ.
Niezły trik? Oczywiście. Gwarantuje on zupełną nietykalność dla tych, którzy doprowadzają do nędzy całe narody. Jak wielu z nas wie z doświadczenia, nikt z komunistów, winny upadkowi polskiej ekonomii nie został ukarany, ponieważ winna była partia. Teraz winna jest ekonomia!
Jest to jak zwykle kolejne oszustwo.

Prosta prawda jest następująca. Jeżeli znajdziesz się z grupka innych ludzi na bezludnej wyspie, ile włożysz pracy, tyle odbierzesz wynagrodzenia za nią. Zbudujesz skromny dom, zapracujesz na żywność itd, itp. Mówiąc najprościej, im więcej będziesz pracował, tym lepiej będzie ci się żyło. Ekonomia w tym przypadku jest prosta i jasna.
Czego nie ma w tym prostym obrazie?
-Lichwiarskich banków.
-Ekonomii manipulowanej przez banki i rządy.
Banki okradają całe narody stosując lichwę na cały świat i to one, kontrolując rządy wywołują wszelkie możliwe kryzysy, zrzucając winę na nieprzychylną ekonomię.
W jaki sposób rządy i banki powodują nasze ubóstwo?
Najważniejszym i zgubnym elementem jest wprowadzanie coraz wyższych cen ziemi. Rządy mając całkowita kontrolę nad olbrzymimi połaciami ziemi, ogradzają ją i oddają ziemię w dzierżawę za coraz wyższe opłaty. To powoduje wzrost ceny ziemi.
Wraz z ceną ziemi wrasta czynsz, a z czynszem zrasta cena każdego produktu, a zwłaszcza produktu ziemi, czyli żywności.
Mówiąc zwięźle - im większa cena ziemi, tym większa inflacja, czyli za te same pieniądze kupuje się coraz mniej. Kasę robią bogaci a biedniejszych rządy zmuszają doi brania pożyczek na kupno ziemi i w ten sposób obywatel jest popchnięty przez rząd wprost w brudne łapy lichwiarzy bankowych.
Aby utrzymywać ceny ziemi na wysokim poziomie, rządy sprowadzają masy emigrantów, którzy muszą gdzieś mieszkać.
Do tego dochodzą inne paskudne elementy, jak korupcja i kumoterstwo. Biedni stają się biedniejsi a bogaci stają się bogatsi. Wszystko w imię tzw. złej ekonomii, które nie można przecież ukarać.
Jeżeli dodamy do owej sztucznej inflacji ceny paliw, a właścicielami niemal wszystkich akcji szybów naftowych są banki, to już mamy pełny obraz rzeczywistej sytuacji ekonomicznej". Źródło

------------

Przemyślenia odnośnie Polski. Czy scenariusz afrykański jest u nas możliwy? Czy zmiana systemu niszczącego naszą Ojczyznę wchodzi w grę? Nie zachęcam Was do obalenia "demokratycznie wybranego rządu" (tfu!), bo to nielegalne. Za to namawiam Was do wielkiego, ogólnonarodowego przebudzenia z medialnego letargu! Wyłącz MTV, TVN i TV Trwam. Nie czytaj Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej ani Gazety Polskiej. Naucz się myśleć samodzielnie, odłącz tę kroplówę z medialną trucizną, która zatruwa Twoją duszę, umysł i serce!


Cyt. "Płonące budynki, wojsko na ulicach, dziesiątki zabitych, a na końcu - prezydent uciekający z kraju. Przez Polskę przetoczyła się prawdziwa rewolucja. Czy można było się tego spodziewać. Zaczęło się od wózka z owocami. W połowie stycznia policja i straż miejska zabrała przenośny stragan młodemu mężczyźnie, który nie miał pozwolenia na handel. W akcie protestu Marek. W. podpalił się przed budynkiem Sejmu.
Potem były zamieszki, jakich Polska nie widziała od dziesięcioleci. W stronę policjantów i wojska leciały butelki z benzyną i kamienie, służby bezpieczeństwa odpowiadały pałami, gazem łzawiącym, a nawet - według przedstawicieli ONZ - ostrzałem snajperskim. Prezydent kraju Bronisław Komorowski grzmiał o terrorystycznym spisku i wzywał do szybkiego rozprawienia się z rebelią.

Gdy bunty ogarnęły większość głównych miast a świstające kule nie odstraszały rozwścieczonych tłumów, władza zmieniła taktykę. Premier Donald TUSK przemówił do rodaków. Zapewnił, że ich zrozumiał. Obiecał obniżenie cen, uwolnienie zatrzymanych i demokratyczne zmiany. Zakazał żołnierzom używania siły. Ale było już za późno, naród nie chciał słuchać. Prezydent salwował się ucieczką do Rosji.
Rozruchy na ulicach ciągle trwają, a chaos wykorzystują przestępcy - byli członkowie partii rządzącej, którzy uzbrojeni plądrują sklepy i mieszkania. Zginęło co najmniej kilkadziesiąt osób, a niektóre źródła podają, że lista ofiar śmiertelnych zawiera już ponad sto nazwisk.
Jak to możliwe?! - mógłby ktoś zapytać. Przecież Polska to taki spokojny, bezpieczny kraj; może nie zamożny i nowoczesny, ale na pewno pozytywnie wyróżniający się na tle niestabilnej gospodarczo Europy wschodniej. Prywatyzacja - wyprzedaż 90% majątku narodowego jest tego dowodem. Większość zapewne nie spodziewała się, że to miejsce wybuchnie. Mało kto zwracał uwagę na fakt, że tym gospodarczym rajem przez lata rządzili aferzyści , którzy zakazami i jawnym łamaniem praw obywatelskich i konstytucyjnych zapewniali sobie posłuszeństwo". Źródło


 


Ostatnio nasi PiSowcy przypomnieli sobie o elektoracie wiejskim i zaczęli go kokietować - wiadomo, wybory, więc dobre wrażenie zrobić trzeba. A że Lud według PiSowców "jest ciemny i wszystko kupi" (Kurski) - więc kupi i tę bajeczkę. Wystąpił nawet Najsłynniejszy Prezio Kraju przed camerami, by brylować w tivi. Jednak w artykule przytoczonym przez portal onet.pl jest coś, co jest dla nas bardzo ważne:

cyt. "PiS ostrzega: może zabraknąć żywności. PiS zarzuca "bezczynność i propagandę nieistniejącego sukcesu".
Wcześniej dziennikarze informowali, że PiS zarzuca Sawickiemu bezczynność i propagandę nieistniejącego sukcesu. Posłowie podkreślili, że dramatycznie pogorszyła się sytuacja na rynku mleka, zbóż, wieprzowiny i cukru". Źródło
Co w tym njusie medialnym jest dla nas tak ważne? Przede wszystkim Ci ze świecznika, także PiSowcy, wiedzą nieco więcej niż my, zwykli zjadacze coraz droższego chleba. Być może sami uczestniczą w planowaniu i kreowaniu tych wydarzeń, choć jest to mało prawdopodobne, gdyż nasze (p)osły to tylko marionetki.
Jednak może być to część polityczno - medialnej gry PiSowców, robiących tym samym dobrą minę do złej gry. Skoro oni wiedzą coś niecoś więcej, to mogą próbować wykorzystać kryzys żywnościowy na korzyść kampanii wyborczej. I nie chodzi mi o to, że konflikt PO contra PiS jest czymś więcej niż medialnym teatrzykiem dla mas. Chodzi o to, że gdy okazuje się, że dane państwo jest trupem gospodarczym i trzeba drastycznie ciąć wydatki - wtedy na zarządce takiego państwa daje się głupka w stylu Jara Kaczyńskiego. Oczywiście, usłużne media zdołają zwalić całość win na Kaczora, zaś platfusom i innym lodziarzom ujdzie wszystko na sucho. W poprzednim tekście pisałem, że zarówno PiS jak i późniejsze rządy PO realizują odgórnie narzuconą strategię wobec naszego narodu. Strategia ta, naturalnie, została narzucona tym marionetkom przez ich potężnych mocodawców z Tel Awiwu czy Waszyngtonu. PO jest więc niczym więcej, jak sukcesorem PiSu i poprzednich takich samych ekip rządzących. PiS i PO po opanowaniu całej sceny politycznej przyjmują nieco zmodyfikowaną strategię dobrego i złego policjanta, przesłuchujących tego samego człowieka.

Cyt. "Żyjemy w kraju, w którym - jak za okupacji - jeżeli człowiek chce przeżyć, musi 'kombinować'. Podziemie gospodarcze istniało u nas tak długo, jak byliśmy okupowani, czyli ponad 200 lat. Dzięki niemu zresztą przeżyliśmy te lata, potem wojnę, a potem okupację sowiecką. I o ile do podziemia zbrojnego należało wówczas 3% społeczeństwa, o tyle do gospodarczego wszyscy bez wyjątku. W tej chwili sytuacja zaczyna wyglądać podobnie.
Jak powiada encyklopedia - szara strefa to finansowy obszar zdrowej gospodarki państwa, którego dochody osiągane z produkcji niezakazanej przez prawo, są ukrywane w całości lub w części przed organami administracji państwowej, podatkowej, celnej itp.

Wysokie podatki w gospodarce oficjalnej, spadek realnych dochodów obywateli, bezrobocie - oto obecne przyczyny powstawania 'szarej strefy'. Jednak to, że kryzys obchodzi się z nami póki co tak łagodnie to konsekwencja istnienia owej szarej strefy, nie wspominając o transferach dewizowych od Polaków pracujących za granicą.
Polacy są europejskimi rekordzistami jeśli chodzi o udział szarej strefy w krajowym PKB. Średnia dla całej Unii Europejskiej to tylko 15 procent, natomiast aż jedna czwarta naszego PKB to dochody z szarej strefy. Zaś według poniektórych ekonomistów to nawet 1/3 naszej gospodarki, bo w miarę pogłębiania się kryzysu szary człowiek coraz bardziej jest zdany na własną przedsiębiorczość.

Dzięki niej jednak łatwiej znosimy kryzys. Dzięki niej w ogóle znosimy kryzys.
W dobie kryzysu szara strefa stanowi naturalny bufor ograniczający ubóstwo i realne bezrobocie. Polacy zwalniani z pracy w ramach cięcia kosztów nie trafiają na bruk, tylko do szarej strefy. Ich poziom życia co prawda się obniża, ale nie dochodzi do dramatów.
W Polsce praca na czarno to często jedyny sposób pracodawcy na obniżenie kosztów zatrudnienia, a dla pracownika - lepiej płatna lub jedyna możliwa do znalezienia praca. Zatrudniający nie musi wtedy uiszczać świadczeń i podatków, składek na ubezpieczenia społeczne, ceł, opłat koncesyjnych i ekologicznych całego tego haraczu ściąganego bez miłosierdzia przez rozbójnicze państwo.
Ma to zazwyczaj miejsce w branżach, w których ryzyko skutecznej kontroli jest minimalne - w rolnictwie, czy budownictwie.
Część przedsiębiorców także wcale się nie rejestruje i nie ujawnia swojej działalności. Usługi budowlano - remontowe świadczone w prywatnych domach, sprzedaż obwoźna, handel na bazarach, giełdach samochodowych, zatrudnianie cudzoziemców nie posiadających pozwolenia na pracę, korepetycje i prywatne nauczanie - to najczęstsze przykłady pracy w szarej strefie.

A tam, gdzie już firmy nie da się ukryć, ukrywane są przychody, lub też zaniża się wysokość faktycznego wynagrodzenia, co automatycznie obniża świadczenia.
Absurdy łupienia ludności i próby obrony delikwenta przed złupieniem obrazuje znakomicie podejście do nowej ustawy fiskalnej dla dorabiających emerytów. Wiadomo, że emerytura w naszym kraju to kwota wystarczająca na zapłacenie czynszu, rachunków i niewiele ponad to. Resztę emeryt musi dorobić. Ale obowiązujące limity dorabiania dla ponad 1,4 mln emerytów, którzy nie osiągnęli wieku emerytalnego po prostu wpędzają ich w szarą strefę. Nie mogą oficjalnie przekroczyć pewnego pułapu dochodu, bo to powoduje, że ZUS zmniejszy lub nawet zawiesi wypłatę ich emerytury - toteż część wynagrodzenia muszą otrzymywać na czarno (...)
Wniosek jest jeden - trzeba zdać sobie sprawę, że wbrew pozorom, jesteśmy znowu pod okupacją <<kondominium rosyjsko - niemieckiego reprezentowanego przez polskojęzycznych sprzedawczyków>> * (uwaga czytelnicy na PiSowską manipulację!). I tak jak radzi Marek Kajdas - trzeba dać temu odpór. Zacznijmy w każdej, możliwej dziedzinie przechodzić na swoje, żeby nie wspomagać wroga, a i samemu ujść z życiem. Pisze on w w/w notce: 'Namawiam do podziemnego rolnictwa i domowego przetwórstwa żywności z jej dystrybucją pozasystemową wprost do ludzi, znajomych, po sąsiedzku, przez internet, ewentualnie nielegalne targowiska, czy też legalne ale bez doliczania VAT, marż złodziejskich'.
Przejdźmy na Polskę podziemną gospodarczą, bo tylko tak my się wyżywimy i przetrwamy. Bo rząd - wiadomo - i tak się wyżywi i bez nas.

KOMENTARZ BIBUŁY: *Kto tak naprawdę dzierży finansową władzę - czy to w Polsce, czy na świecie - jest sprawą bardziej złożoną niż przytoczone na przykładzie Polski 'kondominium rosyjsko - niemieckie reprezentowane przez polskojęzycznych sprzedawczyków'. Zapomina się bowiem często w tego typu tekstach jak powyżej o wpływowych i kluczowych figurach wywodzących się z tzw. diaspory żydowskiej, czyli Żydach jawnych bądź zamaskowanych, w rodzaju lokalnych Marranos, co to nawet chętnie i ostentacyjnie na kościelną tacę dadzą.
Mówiąc również o jakimkolwiek uciemiężeniu finansowym, nie sposób nie dotknąć tematu lichwy, czyli żydowskiego wynalazku, który jest podstawową przyczyną współczesnych kryzysów finansowo - gospodarczych i wszechobecnej ludzkiej biedy. Kto tenże wynalazek potrafi najskuteczniej wykorzystać, też nie powinno być zbytnio trudne do rozszyfrowania". Źródło

A teraz pora na mój komentarz: otóż zauważcie, czytelnicy, że tam, gdzie w grę wchodzą często niewidzialne macki judeocentrycznej / globalistycznej hydry, tam PiSowcy robią z nas głupków. Tak, proszę państwa, robią z nas głupków bredząc bełkotliwie o jakimś kondominium szwabsko - ruskim. Przy czym celowo ukrywają, że tak naprawdę rozkazy nie płyną dziś z Moskwy ani Berlina, ale z Tel Awiwu i Waszyngtonu. Jest to bardzo wygodne dla speców od manipulacji z PiS, gdyż wbija się to w odgórną niechęć Polaków do Rosjan i Niemców. Tam, gdzie należy chronić interesy swoich judeocentrycznych mocodawców - tam PiSobolszewicy milczą jak zaklęci. Są bardzo lojalni wobec swojaków zza oceanu, wszak PiS to najbardziej izraelska partia w sejmie ? nawet bardziej niż klękający na jerozolimskim dywaniku rząd PO.

------------

A teraz coś o pracy naszych urzędasów (jest ich w Polsce już około miliona) i jej jakości:

cyt. " - Zwolniono mnie, bo nie chciałam się biernie przyglądać, jak Zakład Ubezpieczeń Społecznych marnotrawi publiczne pieniądze, dzięki którym ludzie mogliby mieć wyższe renty i emerytury - twierdzi Lidia Jarmułowicz, odwołana w styczniu dyrektorka oddziału ZUS w Legnicy. Według jej rachunków tylko w tej jednej placówce w latach 2008 - 2010 ZUS stracił ponad 650 tys. zł z winy swoich pracowników.

Przeciążeni, obarczani zbyteczną robotą urzędnicy niższych szczebli mylili się przy wyliczaniu świadczeń emerytalno-rentowych. Teoretycznie ich błędy powinni wyłapać aprobanci, kierownicy referatów i naczelnicy.
-Niestety, rzeczywistość jest inna. Kontrola kadry kierowniczej sprowadza się do przybijania pieczątek - objaśnia Lidia Jarmułowicz. Po trzech latach od popełnienia błędu nadpłacone kwoty przepadają, bo ZUS nie może już żądać ich zwrotu. Tak do nieuprawnionych świadczeniobiorców trafiały rozmaite sumy: czasem 5 złotych, ale niekiedy kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy. Jedna z osób dostała prezent w wysokości 88503 zł, inna 57074 zł". Źródło

------------

całość tekstu (dalsza część dotycząca już innej tematyki) tutaj  i  tutaj