Gołąbek…? Z pewnością nie “pokoju”.

Chciałbym dziś rozpocząć serię felietonów pod nazwą “Okiem kibica…”. Będę opisywał różne sytuacje widziane z trybun lodowisk PLH, Jantoru również...

 

...Co prawda sezon ma się ku końcowi (zwłaszcza dla nas) i może nie być zbyt wielu okazji do “wynurzeń”, ale myślę, że w okresie przygotowawczym też dzieje się sporo ciekawego, a na treningach można podpatrzeć chociażby nowe nabytki klubowe.

Jako, że temat pierwszego odcinka nie jest zbyt sympatyczny – z pewnością narażę się sporej grupie kibiców, choć czy aby na pewno będą to kibice?

Ale może po kolei. Wczoraj Naprzód Janów rozegrał drugie spotkanie I rundy fazy play-off z Zagłębiem Sosnowiec. Zarówno pierwszy, jak i drugi mecz odbył się w Sosnowcu “na Stadionie Zimowym”.

Nie będę opisywał samego meczu. Zrobiłem to już wcześniej – (mecz pierwszy) i (mecz drugi).

Dodam tylko, że naszym chłopakom z pewnością należą się słowa uznania za postawę w obu meczach – mam oczywiście na myśli poczynania te czysto sportowe, ale o tym za chwilę. Z tak wąskim i de facto – od początku sezonu – niekompletnym składem dzielnie stawili czoła drużynie z aspiracjami medalowymi i nie oszukujmy się… kadrowo o wiele mocniejszej.

Podczas meczu doszło do dwóch kontuzji zawodników Zagłębia. Jedna z sytuacji – co przyznał po meczu Milan Skokan – była zupełnie przypadkowa, druga to efekt puszczających nerwów. Niestety nasz czołowy defensor nie zaliczył najlepszego występu, z czym nie mógł się pogodzić na długo po meczu. To naprawdę waleczny zawodnik, który w każdy mecz wkłada całe serce. Tym bardziej wiedząc, że popełnił poważny błąd w końcówce (co mu się praktycznie nie zdarza) – było ciężko.

Miro bardzo chciał, a niekoniecznie wszystko wychodziło. Oprócz tego chłopcy poczuli nie najlepszą postawę graczy Zagłębia dzień wcześniej i za wszelką cenę starali się ugrać choćby jeden mecz. Myślę, że głównie dla nas, kibiców. O sprawieniu megasensacji i przejściu do strefy medalowej większość chyba nie myślała, choć kto wie co siedzi w głowie sportowca, który poczuje swoją szansę :)

Wiem na pewno, że kibice Naprzodu kochali, kochają i będą kochać “swojego” Miro bez względu na takie czy inne wpadki i przynależność klubową. Niestety nie można tego powiedzieć o niektórych osobach (celowo nie piszę kibicach) “na Zimowym”. Słyszałem jak wyrażają się o Mateuszu Pawlaku, który do niedawna reprezentował przecież barwy ich kochanego klubu.

Pragnę w tym miejscu wyjaśnić, że nie mam na myśli prawdziwych kibiców, którym teksty – słyszane przeze mnie wczoraj -nie przeszłyby przez gardło. Wspominam o tym, gdyż obraźliwe teksty pod adresem byłego gracza słyszałem co najmniej kilkanaście razy… z różnych kierunków, więc nie był to jakiś odosobniony, podchmielony przypadek.

A propos podchmielony…

To chyba – jedna z wielu, o ile nie główna – część problemu, o którym chciałem wspomnieć. Dziwnym trafem po każdej przerwie powracający z przytulnej kawiarenki na sektor miejscowi “kibice” byli coraz bardziej agresywni i wulgarni. Sprawa ww. zawodnika wydaje się kroplą w morzu w porównaniu z zachowaniem miejscowych “wojowników”.

W żadnym wypadku nie mam tu zamiaru usprawiedliwiać debilnych zachowań, których wszędzie – w tym na Jantorze – jest sporo. Nie próbuję usprawiedliwiać kogokolwiek, komu słowo “kultura” znane jest co najwyżej z telewizji, bez względu na to jakiej drużynie i gdzie w danym momencie “kibicuje”!

Jednak to, czego byłem świadkiem przez ostatnie dwa dni, to się najzwyczajniej w świecie w głowie nie mieści. Agresja, prostactwo, chamstwo, pijaństwo, wulgaryzm… to pierwsze z brzegu określenia, które się nasuwają. Nienawiści, która swoim poziomem przerosła pułap latającego po hali zbłąkanego gołąbka – po prostu nie da się opisać. To trzeba przeżyć! (dosłownie!).

Wiem, wiem… Zaraz pojawią się obrońcy uczestników tych zajść. Bo u Was nie jest lepiej… też wyzywają… gdzie indziej też nienawidzą kibiców innych drużyn… taka specyfika naszej ligi… itp. itd. Wszystko się zgadza. Nie chodzi jednak o licytację, a chęć zauważenia problemu. Nie mam zamiaru występować tu w roli “adwokata diabła”. To trzeba tępić, tępić i jeszcze raz tępić wszędzie i na wszelkie możliwe sposoby!

Jednak wczoraj to już było apogeum! Nie mam zamiaru szczegółowo cytować określeń, które padały pod adresem Ślązaków… nie ważne obecnych tego dnia “na Zimowym” czy też nie. Ale porównywanie ludzi do hitlerowców?! Jeb*** pier** hanysów i faszystów to chyba “lekka” przesada?! Do tego plucie, rzucanie czym popadnie (jabłka, papiery, słonecznik itp.) w ławkę zawodników drużyny gości! Publiczne wygrażanie… nawet śmiercią?! Nawet kobietom?!

Pomijam już durne piosenki pt. “Polska bez Śląska” czy gremialne obrażanie wszystkich bez wyjątków… zawodników, kibiców (bez względu na płeć!), trenerów. Nawet po zakończonym meczu – zamiast dać upust co najwyżej radości (przecież nasza drużyna wygrała!) – grupa mocarzy dalej zionęła nienawiścią o mało nie wpadając razem z zadaszeniem do przejścia dla zawodników.

Wyobraźmy sobie przez chwilę sytuację, że drużyna gości wygrała we wtorek i komuś z przyjezdnych przez nieostrożność nie udało się ukryć radości – aż strach pomyśleć.

No ludzie gdzie my jesteśmy? W jakim kraju żyjemy? Dokąd nas to zaprowadzi? Zwolnijmy przez chwilę i zastanówmy się… przecież to nasze lodowiska.

A kiedy po rozmowach z trenerami i zawodnikami powróciłem na opustoszałą halę – panowała absolutna cisza… i tylko mały, zbłąkany gołąbek, spoglądający przestraszonymi oczkami – zdawał się pamiętać…

511657a9ed0e813e16a1e1090721ba46.jpg

 

 

Źródło: http://dailysport.pl/index.php/2010/02/17/golabek-z-pewnoscia-nie-pokoju/

Licencja: Creative Commons - użycie niekomercyjne - bez utworów zależnych