Głowa w Twoim domu

Najmłodsza „głowa rodziny”, jaką widziałam, miała około 3 lat.

 

Najmłodsza „głowa rodziny”, jaką widziałam, miała około 3 lat.

Zobaczyłam go w kawiarni, gdy jadł gofra. Był z mamą, która go: karmiła, choć był już na tyle duży by jeść sam; poiła, choć butelka z wodą nie była zbyt ciężka; nosiła mu rowerek… Przyszła z synkiem na gofra, bo on chciał, choć w domu miała zupkę dla niego, ale on, jak to sama stwierdziła: „musi zjeść gofra, a zupki pewnie i tak nie zje”. Choć bardzo jej się spieszyło, bo była umówiona, 20 minut po ich wyjściu z kawiarni zobaczyłam, jak chodzi ona za swoim synkiem po placu zabaw nosząc w rękach jego rowerek i prosząc go, żeby już szli do domu….

W ciągu następnych kilku dni, spacerując po parku, z przerażeniem zaobserwowałam, jak rodzice, dziadkowie, ciocie i inni opiekunowie błagają swoje dzieci i proszą, żeby już szli do domu. Szczególnie utkwił mi w głowie tekst jednego z ojców, wypowiedziany błagalnym tonem: „Proszę, chodźmy już, obiecałeś mi, że jeszcze tylko…”.

Pięcioletni chłopiec w przedszkolu, w którym pracowałam, siedząc przy talerzu zupy, której nie chciał zjeść, bo akurat miał ochotę na pizzę, stwierdził: „Jak wrócę do domu to wszyscy się mnie będą słuchać; mama się mnie będzie słuchać, i tata się mnie będzie słuchać, i nawet pies się mnie będzie słuchać”.

Siedmioletnia dziewczynka w szkole, w której pracuję, podeszła do mnie i powiedziała: „Jakie ma Pani wielkie cycki, też bym takie chciała!”.

Rodzice często traktują swoje dzieci jako równych sobie partnerów, pozwalając chodzić im spać, kiedy chcą; oglądać, co chcą; jeść, co chcą. Połowa uczniów w pierwszej klasie zamiast kanapek przynosiła słodycze. Przykładowe śniadanie jednej z uczennic: 2 paczki chipsów, opakowanie cukierków, 2 lizaki i baton. Muzyka, jakiej słuchają sześcio/siedmioletnie dzieci, nie może być dziecięca. Telefony, jakie posiadają, muszą być najnowszej generacji. Zabawki – tylko te, które mają wszyscy i są akurat w modzie. Coraz młodsze dzieci, zachęcane przez Rodziców, mają już konta na Facebooku.

Kiedy próbuję coś zmienić, to nikt problemu nie widzi. Być może widzę go tylko ja, być może tylko ja uważam, że dzieci powinny jeść zdrowe rzeczy, chodzić spać o sensownej godzinie, spędzać czas z Rodzicami (a nie być wychowywanymi wyłącznie przez świetlicę szkolną i telewizję), rozumieć wartość pieniądza i dbać o własne rzeczy, słuchać dziecięcej, łagodnej muzyki… Wszystko bowiem zależy od tego kto w domu rządzi i czy „głowa rodziny” ma co najmniej 20 lat. Być może dlatego problemu nie widać, bo nikt z Rodziców nie czuje się szefem, żeby móc coś zmienić.

Czasem, gdy obserwuję współczesne dzieciaki, ich zabawy, postawy i działania, to boję się posłać moją córkę do przedszkola i szkoły.