JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Moje życie było bajką... no może nie byłem olśniewająco przystojnym księciem, na którego widok wszystkie laski mają kisiel w majtkach, nie miałem pałacu jak z bajek Disney'a, ani nie jeździłem na białym ogierze, ale za to miałem swoje własne królestwo. Bo jak nazwać inaczej coś, co stworzyła moja rodzina i czego jestem wielką częścią? Ojciec inwestor, handlarz żywym towarem, ma wtyki w rosyjskiej mafii. Matka, burdel-mama. Trzęsie wszystkimi usługami kurew w mieście. Młodszy brat to lider gangu i chociaż rzucamy się sobie często do gardeł to ciągle się kochamy. Jedyna siostra, oczko w głowie męskiej części rodziny sama prowadzi klub nocny. A najmłodszy z nas wszystkich ma już opinie seryjnego mordercy. Ja za to sam prowadzę gang, a małą przykrywką do tego jest największa strzelnica w mieście dostępna nawet dla cywili. Jeśli ludzie tego nie chcą nazwać królestwem, to nie wiem jakie oni mają tego wyobrażenie, bo bajkowe królestwo Disney'a, nie istnieje. Nie w tym świecie. 

Moje zajęcie nie należało ani do łatwych, ani do bezpiecznych, jednak coś w życiu trzeba robić. Podtrzymywanie tradycji zapoczątkowanej jeszcze wiele lat temu było moim obowiązkiem, dlatego też jestem w aktualnym miejscu. Potrzebowałem silnie nakręcającego mnie obowiązku, dreszczyku emocji i oczywiście porządnej dawki adrenaliny, której pomimo upływu lat, nie lubię sobie odmawiać. Ciągle napawam się radością wykonując coraz to nowe zlecenia osobiście, zamiast dawać je swoim ludziom. Nie znaczy to oczywiście, że członkowie gangu jedynie siedzą na dupie i się nudzą. Oczywiście, że nie. Również mają swoje obowiązki. Są do usług mojemu ojcu jak i matce. Chronią moją rodzinę. Wykonują morderstwa na zlecenia, porwania, przemyty. Robią to co jest aktualnie potrzebne. Sowicie ich oczywiście za to nagradzam, sobie zostawiając 'niewielką' część, która pozwala utrzymać moją rezydencję, ochroniarzy, prywatną dziwkę... Żyć nie umierać. 

Tak jak już zeszło na kurwy. Ojciec sprowadzał do Ameryki dziewczyny z mojej rodzimej Rosji, jak i z innych części świata. Wiedziałem, że taki jest świat i w zasadzie miałem na to wywalone, bo zwykle sprowadzał dziewczyny starcze, takie, które spodobają się znacznie większej ilości klientów w domach publicznych matki. Jednak chciał przypodobać się wszystkim i zaczął sprowadzać znacznie młodsze. Nadieżna miała czternaście lat, gdy matka sprowadziła ją do mnie, bym jej czegoś nauczył i sprawdził co sama umie. To było jakieś cztery lata temu i od tamtego czasu jest moją prywatną prostytutką, którą utrzymuje. Historia, którą mi tamtego dnia opowiedziała, może i była po części, a nawet w całości zmyślona, ale w nią uwierzyłem. Nie dlatego, że jestem łatwowierny, tylko wiedziałem jacy ludzie są na prawdę, do czego są w stanie posunąć by trochę zarobić i do czego jest zdolny mój ojciec, by dopiąć swego.

Nie wykorzystywałem jej często. Głównie z powodu tego, że jestem zwykle zarobiony, i zwyczajnie nie mam na to czasu. Dzisiaj jednak było inaczej. Sama do mnie przyszła, kiedy siedziałem jeszcze w biurze, pomimo, że już dawno minęła godzina zamknięcia lokalu. A ja pozamykałem wszystkie sprawy. Uklęknęła przede mną, rozpięła spodnie i zabrała się do roboty. Rozluźniłem się, a przyjemnie uczucie przeszło po moim ciele. - Xорошая девушка (Grzeczna dziewczynka) - wymruczałem odchylając głowę do tyłu. Przymknąłem też przy tym oczy ciesząc się ciszą i profesjonalnym lodzikiem. Często mówiłem po rosyjsku, chociaż po angielsku mówię równie biegle. Po prostu dużo bardziej podoba mi się mój rodzimy język, mimo, że miałem możliwość słuchać go jedynie z ust swoich rodzicieli. Przy dziewczynkach też dlatego, że najczęściej tylko ten język znały. Wracając. To i tak język angielski był dla mnie zbyt rozbudowany, wymagający i w ogóle taki średnio ładny, by go używać tak w każdej sytuacji. Na przykład przy ojcu, czy matce mówię po rosyjsku. Bardziej mi to odpowiada. A w pracy to wiadomo, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. I tego się trzymam. 

Odruchowo skierowałem swoją dłoń na jej głowę i wplotłem w gęste, czarne włosy dziewczyny. Niestety nie było mi dane długo się tym nacieszyć. Po dłuższej chwili usłyszałem kroki na schodach. Wiedziałem, że to moja matka. Ochroniarze nie wpuszczają tutaj nikogo innego bez mojego wyraźnego pozwolenia. Nie mógłbym sobie na coś takiego pozwolić. Wyjątkiem jest matka, bo jej jako jedynej z całej rodziny, ufam bezgranicznie. Drzwi się otworzyły, a w progu stanęła nie kto inny, jak Wasylisa. Skierowałem w jej kierunku spojrzenie. Ach to wymowne spojrzenie mówiące, że ma ochotę zdzielić mnie patelnią po łebie - bezcenne. - Hужно только (Wystarczy) - ująłem dłonią podbródek dziewczyny i odciągnąłem od swojego krocza. Potem wstałem i zapiąłem spodnie. - выход (Wyjdź) - rzuciłem w stronę dziewczyny, która posłusznie zabrała swoje rzeczy i opuściła moje biuro. Do momentu, aż nie opuściła pomieszczenia, nie odezwałem się do pani-matki ani słowem. - Lady-мать (Pani matko) - powiedziałem zamykając drzwi za Nadieżną. W tedy też podszedłem do kobiety i pocałowałem ją w usta na znak szacunku do jej osoby, tak jak robiłem to zawsze na przywitanie. - Рад тебя видеть. Вы редко посещаете меня здесь. Что вам нужно? (Miło cię widzieć. Rzadko mnie tu odwiedzasz. Czego potrzebujesz?) - zapytałem.

 

6323e573fbfe9c0372e0b1afaa132778.jpg     bfcd3aa70499ee2cd1ab47b2ae001989.jpg     e6c32dcb532efa72dc65502d5c6ffb58.jpg

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━